Страница 5 из 65
Chłód zimą był równie dokuczliwy jak upał latem. Nasze domy nie miały ogrzewania, opał był praktycznie nieosiągalny, więc grzaliśmy dłonie o termofor albo siedzieliśmy stłoczeni przy piecyku, a czasami owinięci w kołdry leżeliśmy w łóżku. Na noc naciągaliśmy na siebie tyle ubrań, ile się zmieściło, i leżąc w łóżkach, cierpieliśmy do rana, ze stopami i dłońmi jak sople lodu. Nie pamiętam z dzieciństwa takiej zimy, żebym nie odmroziła rąk, przez co moje palce wyglądały jak marchewki.
Cisnęłam ścierkę do wiadra, uniosłam je na zgiętym przedramieniu prawej ręki i przechylona, ostrożnie przeniosłam swój ciężar pod schody. Przełożyłam wiadro do lewej ręki, prawą uchwyciłam chybotliwą poręcz i szykowałam się do wejścia na poddasze.
– Teraz zostaw to mycie podłogi! – zawołała gderliwie matka. -Woda w czajniku jeszcze jest gorąca. Wykąp się najpierw. Ostygnie, jak będziesz marudzić.
Zawsze mi tak rozkazywała. Więc postawiłam wiadro i stałam z nieszczęśliwą miną u podnóża schodów.
Matka starła wodę, która wylała się podczas kąpieli, i zaniosła szmatę do suchego kąta, a pozostałe strużki szybko wsiąkły w podłogę.
Ojciec spojrzał na mnie i dał znak, żebym zrobiła, jak matka każe.
Nie chcąc mu się sprzeciwiać, wzięłam miskę i poszłam do kuchni po wrzątek. Potem zamknęłam drzwi i zdjęłam ubranie. Widok mego spoconego, nagiego ciała i zapach potu spod pach przyprawił mnie o mdłości.
II
1
W tym czteromilionowym mieście są dziesiątki uniwersytetów i i
Jednak dla uczniów tej szkoły uczelnie równie dobrze mogłyby się znajdować na i
Mieszkałam niedaleko alei Szkoły Średniej, szerszej od i
Czasami trudno się było przedrzeć z jednego końca ulicy na drugi, bo mnóstwo ludzi gromadziło się na stopniach, pod okapami, w drzwiach i w otwartych oknach.
– Ty padalcu, ty gadzino, ty żabi skrzeku, wydaje ci się, ze możesz wylewać mi nocnik na głowę, co?! Nie wiesz, z kim zadzierasz! We łbie ci się poprzewracało?!
– Szkoda śliny na takiego skurwysyna! Dołóż mu!
– Pieprzę twoich przodków! Myślisz, że kim, do diabła, jesteś?!
– Pieprzę cała twoją rodzinę pięć pokoleń wstecz, z tobą na czele!
Postro
Mieszkańcy Czungcing są porywczy i mają ostre języki. Wybuchają jak fajerwerki i słychać ich kilka dzielnic dalej. Ludzie z Południowego Brzegu łatwiej wpadają w gniew niż ci z centrum miasta. Tu się nie rzuca słów na wiatr – spór pozostaje rozstrzygnięty, dopiero gdy błyśnie nóż. Jednocześnie są bardzo prostolinijni. Jeżeli cię polubią, nie ma rzeczy, której by dla ciebie nie zrobili. Mieszkańcy centrum natomiast lubią wiedzieć, z której strony wieje wiatr; wolą najpierw ocenić możliwości swoich przeciwników i nie podejmą walki, jeżeli nie są pewni wygranej. Ale tylko się odwróć do nich plecami, to dopadną cię prędzej czy później i będziesz miał się z pyszna.
W dzieciństwie widziałam wiele ulicznych bójek. Później, kiedy czytałam książki o walkach Wschodu i oglądałam filmy kung-fu w telewizji, zdałam sobie sprawę, że ich bohaterowie, postaci pozytywne, byli nikim i
Kiedy dochodziło do bijatyki, gapie rozstępowali się, aby zrobić miejsce walczącym. Ach, miejscowy chojrak trafił dziś na godnego przeciwnika!
– Hej, przestańcie! Ten facet krwawi! Takie okrzyki nie robiły na nikim wrażenia.
– Idzie policja!
To skutkowało. Mężczyźni podbiegali i rozdzielali walczących. Przeważnie ludzie odnosili się do policji z niechęcią. Ale kiedy wybuchał spór, jedni drugich ciągnęli na posterunek. Wszyscy najwyraźniej żywili szacunek dla władzy.
Najokazalszy budynek w okolicy, kiedyś herbaciarnia, stał obok lokalnego sklepu i mógłby pomieścić jakąś setkę ludzi. W dawnych czasach bajarze zabawiali tu wieczornych gości, rytmicznie deklamując Romans trzech królestw, Banitę z mokradeł czy Dzielne czyny młodych wojowników, i zawsze wszystkie miejsca były zajęte. Jakiś czas przed moimi narodzinami herbaciarnię przerobiono na stołówkę Komuny Ludowej, a kiedy miałam cztery czy pięć lat, przemianowano ją na Kwaterę Słońca ku czci przewodniczącego Mao. W końcu urządzono tam bazę rewolucyjnych buntowników oraz miejsce, gdzie okoliczni wrogowie ludu, „demony wołu” i „duchy węża”, byli poddawani krytyce mas; ofiary tego publicznego poniżenia wyprowadzano na ulice i zmuszano do paradowania w oślich czapkach. Ponieważ w owych czasach nie wolno mi było przestąpić progu tamtego domu, stałam na stopniach na zewnątrz i wspinając się na palce, czekałam w napięciu na okazję, by zajrzeć i zobaczyć, co się tam dzieje. Potem przez wiele lat nad frontowymi drzwiami wisiała tablica z napisem: GRUPA STUDIUJĄCA MYŚLI MAO TSE-TUNGA. „Studenci” się zmieniali, lecz twarze zawsze miały ten sam przywiędły wygląd, a zapyziałe ciała wydzielały taki sam odór. Pod koniec lat siedemdziesiątych, gdy ostatnie takie grupy zniknęły, każdego wieczoru przed oczyma hałaśliwych dorosłych i ich rozbrykanych pociech, szczelnie wypełniających dom, migotał ekran czarno-białego telewizora. Widzowie bliżej ekranu siedzieli na stołkach, ci z tyłu musieli na nich stać.
Ja nie mogłam sobie pozwolić na luksus oglądania telewizji, bo musiałam się przygotowywać do egzaminu wstępnego na uczelnię.
2
Kiedy kończyły się lekcje w szkole, słońce prażyło dokuczliwie. Więc idąc z tornistrem na plecach, szukałam chłodniejszych miejsc. Przy drodze rosły oleandry o delikatnych różowych kwiatach, opierając gałęzie o omszały mur. Skręciłam w miejscu, gdzie wisiały dwie ście
Kiedy jednak mijałam budynek szkolnego biura, nogi same mnie zaniosły na kamie
– Wejdź, proszę.
Te same dwa słowa. Zawsze wiedział, że to ja stoję przed drzwiami. Kiedy znalazłam się w środku, gdzieś uleciały szalone myśli, jakie nachodziły mnie na drodze. Usiadłam na starym wiklinowym krześle naprzeciw nauczyciela historii.
Duże pomieszczenie, byłą klasę, podzielono na kilka mniejszych. Czerwony papier, na którym wypisywało się hasła, leżał na szczycie biblioteczki wraz z kilkoma połamanymi łysymi pędzelkami. Każdy nauczyciel miał do dyspozycji biurko, chwiejne wiklinowe krzesło oraz dwa lub trzy stołki. Przez pozbawione zasłon okno na południowej stronie wpadały jaskrawe promienie słońca. Zamalowana zieloną farbą szyba w okienku przy biurku broniła częściowo dostępu słońcu i tłumiła okrzyki dochodzące z boiska do koszykówki za szkołą.