Страница 94 из 151
Długo rozmawiali o toczących się pod miastem pracach.
– Kilka razy schodziłem na dół w batyskafie – powiedział jej Joha
– Widziałam, jak szybko kroili na kawałki „Terpsychorię”, to potrafię to sobie wyobrazić.
Joha
– Nie powiedziałaś mi zbyt wiele na temat wyspy – stwierdził.
– Było ciężko – westchnęła. – Nie lubię o tym mówić. – A jednak opowiedziała: o potwornym upale, o ciągłym strachu, o nienasyconej ciekawości anopheliusów i zabójczym głodzie ich partnerek. Przyglądał się jej badawczo. „Ciekawe, czy uważa mnie za perfidną cwaniarę” – pomyślała. – Wczoraj odsunęli mnie od Auma. – podjęła i Joha
Joha
– Dopiero teraz to sobie uzmysłowiłaś, Bellis? Oczywiście masz rację. Będzie ciąg dalszy. Zważywszy na skalę przedsięwzięcia z awankiem, niełatwo to sobie wyobrazić, ale mam wrażenie, że to tylko preludium do właściwego projektu. Na czym on polega, nie wiem. Postanowiono, że będę z niego wyłączony. Ale wiesz co? – dodał. – Miałem wielkie szczęście, że mnie zatrudnili. „Szczęście?” – zdziwiła się Bellis.
– Pewne osoby z kręgu wtajemniczonych, które widziały stare łańcuchy, od dziesiątek lat przekonywały, że Armada powi
„Zazdrosny” – pomyślała Bellis. „Odtrącony, porzucony, wkurzony”. Bez Joha
Delikatnie, subtelnie Bellis drążyła ranę. Przeplatając swoje dociekania nieistotnymi szczegółami.
Gniew sprawił, że Joha
Spacerowali po zalesionym statku, mijając zagarnięte na potrzeby parku kominy i grodzie, a Bellis podsycała urazę Joha
Odkąd nastawiła ucha, Bellis wszędzie słyszała te same nazwiska, te same pogłoski. Cieniutki werniks lojalności, którym pociągnięto Armadę, przeświecał. Lęki i kontrowersje były teraz przez niego równie dobrze widoczne jak słoje drewna przez lakier.
Z zaskoczeniem zdała sobie sprawę, że z takimi dysydenckimi losami łączy się nie tylko prominentów z Cieplarni i Bud. Powiązania z renegatami mieli także niektórzy spośród najbardziej lojalnych i najbardziej zasłużonych obywateli Niszczukowód.
Zrozumiała, że poparcie dla Kochanków nie jest stabilne. Jak się spodziewała, najczęściej wymienianą osobą, wokół której skupiało się społeczne niezadowolenie, był Simon Fench.
Bellis zaczęła go szukać.
Rozpytywała o niego wśród znajomych. Carria
Szekel, podczas jednego z ich nieczęstych spotkań, skinął głową.
– Ange o nim wspomina.
Udając tylko trochę zainteresowaną, Bellis poprosiła go, aby dowiedział się czegoś więcej.
Wieść o jej poszukiwaniach dotarła też na rogi ulic, do młodzieży, która zwieszała się z relingów statków, strzelała z proc do miejskich małp albo przesiadywała w pubach, grając w kości i siłując się na ręce. Każdy miał swoich znajomych, swoje kontakty, ludzi, którzy dawali mu pieniądze i jedzenie lub udzielali informacji w zamian za drobne przysługi, które mogli im wyświadczyć ci chłopcy i dziewczęta. Pytanie Bellis krążyło wśród nich, w knajpach Niszczukowód, Alozowic, Książkowic i okręgu Tobietwój.
W Nowym Crobuzon wszystko, czego nie regulowało prawo, było zakazane. Tu rzecz miała się zupełnie inaczej. Było to w końcu miasto pirackie. Władze nie interesowały się sprawami, które bezpośrednio nie zagrażały bezpieczeństwu miasta. Dlatego poszukiwania Bellis, podobnie jak i
– Szukałaś mnie.
Silas stał przy łóżku Bellis. Jeszcze się nie rozebrała. Siedziała z podciągniętymi pod brodę kolanami i czytała książkę w świetle lampy gazowej. Chwilę wcześniej była sama.
„Znowu taumaturgia, Silasie?” – pomyślała.
Był wieczór, 10 scabdi jastrzębiego dzioba, ostatni dzień kwarty – święto. Na ulicach panował zgiełk: pijani ludzie krzyczeli i śmiali się. Statki i ulice przystrojono kolorowymi proporczykami. W powietrzu latały sztuczne ognie i konfetti, choć pod wodą nadal pracowano u wytchnienia.
– Szukałam.
– Musisz być ostrożna. Nie obnoś się ze swoimi konszachtami z opozycją.
– Na kopulującego Jabbera, Silasie – parsknęła śmiechem Bellis. Trzeba ci było zobaczyć listę twoich, czy też pana Fencha, rzekomych przyjaciół. Znajdują się na niej znacznie grubsze ryby niż ja. Czy to prawda, że pijesz z Hedrigallem? – Nie odpowiedział. – Zatem nie sadzę, aby ktokolwiek zainteresował się mną. – Przyglądali się sobie bez słowa. „Ile już razy to robiliśmy?” – pomyślała z rozpaczą Bellis. Zeszliśmy się potajemnie, w moim pokoju, nocą, przy herbacie, żeby pomówić o tym, co wiemy, a czego nie wiemy…” – Coś planują – powiedziała konspiracyjnym tonem, który o mało nie wzbudził w niej gorzkiego śmiechu. – Awank to nie koniec sprawy. Aum w ekspresowym tempie uczy się salt i przesunęli go do jakiegoś nowego, tajnego projektu. Nawet niektórzy z naukowców biorących w tym udział czują się odsunięci. Oprócz trzonu złożonego z Tinti
– Nie wiem – odrzekł.