Страница 76 из 151
Widziała, że Uther Doul rozumie, o co chodzi. – Ich głosy brzmią podobnie do naszych. Nigdy wcześniej nie słyszały języka, który mogłyby naśladować. Ponieważ kobieta była syta i miała świadomość, że nie umie posługiwać się mową, na pewno zakręciło się jej w głowie z przejęcia, kiedy usłyszała, że rozmawiamy przy użyciu dźwięków, które sama umiała wytwarzać. Dlatego zbliżyła się do naszego kolegi. Usiłowała z nim porozmawiać.
– Dziwny miecz – powiedziała jakiś czas później. Zawahał się niemal niezauważalnie, a Bellis zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy widziała go niepewnego, po czym dobył go prawą ręką i podsunął jej pod oczy. Zdawało się, że w nasadę jego prawej dłoni wtopione są trzy małe pąki metalu, połączone z żyłkowatą plątaniną drutów w rękawie biegnących do małej obudowy na pasku. Rękojeść miecza była obita skórą, poza niewielkim odcinkiem metalu, którego Doul dotykał bryłkami wrośniętymi w ciało, kiedy trzymał miecz. Wbrew przypuszczeniom Bellis ostrze nie było zrobione z lazurowanego metalu. – Mogę dotknąć?
Doul skinął głową.
Postukała w brzeszczot paznokciem. Odgłos był matowy, nie dźwięczał typowo.
– Ceramika – wyjaśnił. – Bliższe porcelanie niż żelazu. – Krawędzi miecza nie cechował matowy blask zaostrzonej klingi. Miały tę samą barwę co reszta, pozbawiona wyrazu, trochę pożółkła biel, jak zęby albo kość słoniowa. – Nie zatrzyma się na kości – powiedział cicho Doul swoim melodyjnym głosem. – To jest i
– Jak bardzo mocna?
Uther skierował na nią wzrok i w jego spojrzeniu znów dostrzegła szacunek. Coś w niej zareagowało.
– Jak diament – powiedział.
Włożył mieczyk do pochwy; znowu tym niezwykłym, momentalnym ruchem.
– Skąd pochodzi? – spytała, ale Doul milczał. – Z tego samego kraju, co pan?
Zaskoczył ją jej własny upór i… co? Odwaga?
Nie czuła się odważna. Miała natomiast wrażenie, że ona i Doul rozumieją się – Wychodząc, skinął jej głową na pożegnanie.
– Nie. Trudno o mniej trafny domysł. – Po raz pierwszy zobaczyła że Uther Doul uśmiechnął się, chociaż tylko przelotnie. – Dobranoc – powiedział.
Bellis z rozkoszą zanurzyła się w tych chwilach przebywania sam na sam ze sobą, których była tak bardzo spragniona. Oddychała głęboko po jakimś czasie pozwoliła sobie na rozmyślania na temat Uthera Doula. Dlaczego z nią rozmawia? Dlaczego toleruje jej towarzystwo? Dlaczego zdaje się żywić do niej szacunek?
Nie umiała go rozgryźć, ale uzmysłowiła sobie, że ma poczucie jakiejś więzi z Utherem, zrodzone ze wspólnego dla nich obojga sceptycyzmu, zdystansowania, siły i zrozumienia, jak również… tak, ze wzajemnego pociągu. Nie wiedziała, kiedy i dlaczego przestała się go bać. Nie miała pojęcia, do czego Doul zmierza.
Rozdział dwudziesty piąty
Z dwóch dni zrobiły się trzy, potem cztery, wreszcie w nieprecyzyjnym świetle tego małego pokoju minął tydzień. Bellis czuła się tak jakby jej oczy ulegały atrofii, jakby widziały teraz tylko ziemiste fantomy barw we wnętrzu góry, obwiedzione niezdecydowanymi, pozbawionymi konturów cieniami.
Co wieczór odbywała się ta sama krótka przebieżka na otwartym powietrzu. Bellis łapczywie podnosiła wzrok, żeby zobaczyć nagie światło i barwy, choć były to tylko spieczone kolory nieba nad wyspą. Czasem dochodził ją przenikliwy odgłos kobiet-moskitów, budząc w niej trwogę, ale nawet jeśli nie dochodził, zawsze szła skulona pod pieczą eskortującego ją strażnika-kaktusa albo strupodzieja.
Niekiedy słyszała szmery i pomruki kobiet-moskitów na zewnątrz długich szybów okie
Bellis nie wiedziała, jaki łańcuch okoliczności doprowadził do powstania Malarycznej Reginokracji, i absolutnie nie umiała ich sobie wyobrazić. Nie do pomyślenia, żeby te wrzeszczące istoty przedostały się na i
Żarcie było równie monoto
Samheryjscy funkcjonariusze tolerowali ich, ale im nie ufali – Kapitan Sengka nadal wyklinał ludzi-kaktusów z Armady, w karabinowym sunglari wyzywając ich od sprzedawczyków i renegatów.
Po każdych przedpołudniowych obliczeniach naukowcy byli coraz bardziej rozemocjonowani. Każdemu urosła potężna sterta notatek i obliczeń. Zapał odróżniający Krüacha Auma od jego ziomków – w ocenie Bellis będący wyrazem autentycznej ciekawości – jeszcze wzrósł.
Bellis ledwo zipiała, ale nie poddawała się. Tłumaczyła teraz, nawet nie próbując zrozumieć tego, co mówi; przepuszczała wszystko przed siebie jak maszyna analityczna, która rozbija zdania na czy
Słuchała głosów tak, jakby były muzyką: wyważona dźwięczność Tinti
Aum miał niespożyte siły. Popołudniami, siedząc z Ta
Bellis nie mogła nie zauważyć, że problemy badawcze są jeden po drugim przezwyciężane. Uzupełnienie przez Auma aneksu z danymi nie potrwało długo, a potem Armadyjczycy szybko wychwycili potknięcia i błędy rachunkowe, dziury w jego opracowaniu. Podniecenie naukowców dało się łapać garściami. Byli pijani z przejęcia. Pracowali nad projektem o niesłychanej skali, ale po kolei pokonywali problemy, ostrzeżenia i przeszkody.
Czuli, że są o krok od niezwykłego dokonania, co przyprawiało ich o zawrót głowy.
Bellis nie bratała się z Armadyjczykami, ale nie dało się spędzać dni bez odzywania się do nich. – Proszę, niech pani coś przekąsi – mówił ktoś, wręczając jej miskę z mdłą potrawką, i dałaby zupełnie niepotrzebne świadectwo dobrych manier, gdyby nie podziękowała.
W niektóre wieczory – spędzane przez Armadyjczyków na grze w kości i melorecytacji, która wprawiała w zachwyt obdarzonych drewnianymi głosami anopheliusów – mimowolnie trafiała na obrzeża rozmów.
Jedyną osobą, którą znała z imienia i nazwiska, był Ta
Większość z nich dotyczyła spraw tajnych. Bellis usłyszała o łańcuchach, które wisiały pod Armadą: stare, ukryte od dziesiątków lat, włożono w nie całe dekady pracy i metal z wielu statków. „Jak Kochankowie w końcu się zdecydowali, co z nimi zrobić – mówił opowiadacz jednej z historii – to się okazało, że było to już dawno wypróbowane”.
Ofiarą opowiadaczy padł też Uther Doul.
– Pochodzi z krainy umarłych – powiedział ktoś pewnego razu konspiracyjnie. – Stary Doul urodził się ponad trzy tysiące lat temu. To on zapoczątkował Rebelię. Urodził się niewolnikiem w Imperium Widmowców, ukradł ten miecz, Ostrze Możności, wywalczył sobie wolność i zniszczył imperium. Umarł, ale był największym wojownikiem w dziejach i jako jedyny zdołał się przedrzeć z bronią w ręku ze świata cieni z powrotem między żywych.