Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 55 из 151

Wiał wiatr z południa. Palce dymu z armadyjskich kominów pokazywały w kierunku, z którego przybyli.

Stojąc plecami do miasta na pokładzie „Shadeski

Kliper należał do przedmieść Niszczukowód. Ludzie mieszkali na dole w zastanych kajutach. Na pokładach nie zbudowano żadnych domów. Materią „Shadeski

Długo stała sama.

Morze migotało refleksami światła latarń gazowych.

W końcu, trochę po dziewiątej wieczorem, usłyszała spieszne kroki.

Stanął przed nią Joha

– Przepraszam za spóźnienie, Bellis. Dałaś mi znać w ostatniej chwili i nie zdążyłem odwołać wszystkich umówionych spotkań. Przyszedłem najwcześniej, jak tylko mogłem.

„Naprawdę?” – pomyślała lodowato Bellis. „Czy też spóźniłeś się prawie godzinę, żeby mnie ukarać?”

Uzmysłowiła sobie jednak, że z głosu Joha

Spacerowali po pokładzie, najpierw ku zwężającemu się dziobowi, później z powrotem. Rozmawiało im się niezręcznie, bo ciążyło im wspomnienie kłótni.

– Jak idą badania, Joha

– Bellis… – Wzruszył ramionami zirytowany. – Myślałem, że… Psiakrew, jeśli wezwałaś mnie tutaj tylko po to, żeby…

Przerwała mu ruchem dłoni. Zamknęła oczy, a kiedy je na powrót otworzyła, jej twarz i głos złagodniały.

– Przepraszam cię – wydusiła. – Problem w tym, że to, co od ciebie usłyszałam, Joha

Przemawiała z pasją, jakby wygłaszała niewygodne dla siebie prawdy.

– Od tego czasu wiele zobaczyłam, wiele się dowiedziałam. Nowe Crobuzon wciąż pozostaje moją ojczyzną, ale masz rację: moje więzi z tym miastem są czysto przypadkowe. Zrezygnowałam z myśli o powrocie. – Ścisnęło ją w żołądku, bo słowa te były tak bliskie prawdy.

Uzmysłowiłam sobie, że jest tutaj parę rzeczy, które warto zrobić. – W Joha

W pewnym okresie Bellis brała pod uwagę powiedzenie Joha

Ale co by było, gdyby jej nie uwierzył? Gdyby uznał to za element misternego planu ucieczki, gdyby poinformował Kochanków, którzy mają los Nowego Crobuzon w… głębokim poważaniu, to zmarnowałaby jedyną możliwość przekazania miastu ostrzeżenia.

Dlaczego władców Armady miałoby obchodzić, co jedno odległe państwo robi drugiemu? Może nawet ucieszyliby się z planów grindylow, które oznaczałyby zniszczenie silnej marynarki woje

Badała Joha

– Myślisz, że potraficie to zrobić? – spytała w końcu. Zmarszczył brwi.

– Co zrobić?

– Myślisz, że potraficie podnieść awanka?

Osłupiał. Obserwowała uczucia, które przebiegały po jego twarzy. Niedowierzanie, złość, strach. Zauważyła, że przez króciutką chwilę zastanawiał się, czy nie skłamać: „Nie wiem, o czym mówisz”, ale pokusa odpłynęła, porywając ze sobą wszystkie i

Pozbierał się w ciągu kilku sekund.

– Chyba nie powinienem być zaskoczony – powiedział spokojnym tonem. – Absurdem jest sądzić, że coś takiego można utrzymać w tajemnicy. – Zabębnił palcami o reling. – Tak między bogami a prawdą, nie przestaje mnie zdumiewać, że tak niewielu ludzi zdaje się wiedzieć. Tak jakby ci, co nie wiedzą, zawiązali spisek z tymi, co wiedzą. Jak ty się dowiedziałaś? Podejrzewam, że żadna taumaturgia i żadne środki ostrożności nie pomogą utrzymać tak rozbudowanych planów w sekrecie. Prędzej czy później muszą wyjść na jaw, bo za dużo ludzi wie.

– Po co to robicie?

– Ze względu na korzyści dla miasta. Dlatego Kochankowie się na to zdecydowali. – Kopnął z pogardą w reling i wystrzelił kciukiem w kierunku sterburtowych parowców i holowników, ciągnących miasto za łańcuchy na południe. – Ruszamy się jak mucha w smole. Co za prędkość, jeden węzeł? Dwa przy silnym wietrze? Absurd. Na dodatek zużywamy tyle paliwa, że miasto najczęściej dryfuje z prądami morskimi. Pomyśl, co by było, gdyby udało się złapać tego stwora. Mogliby podróżować, gdzie tylko by chcieli. To by im dało ogromną przewagę. Byliby panami mórz… Podjęto już kiedyś taką próbę. – Odwrócił wzrok i pogłaskał się w brodę. – Tak sądzę. Pod miastem są tego ślady. Łańcuchy ukryte przez zaklęcia sprzed stuleci. Kochankowie są i

Jego entuzjazm był nagły, irytujący i zaraźliwy jak entuzjazm dziecka. Szczerość jego pasji zawodowej nie budziła wątpliwości.

– Szczerze mówiąc – stwierdziła Bellis – nie uwierzyłabym, że powiem albo pomyślę coś takiego, ale… rozumiem cię. – Spojrzała na niego bez emocji. – Prawdę rzekłszy, między i