Страница 51 из 151
Ta
Oczywiście nie mógł znać szczegółów, ale pamiętał, co widział, mimo szoku i zimna, które go osaczyły, kiedy się wynurzał. Wcześniej podpłynął pod jeden z zakazanych statków i znalazł się w strefie maskującej świetlistości. Skala tego, co zauważył, w pierwszej chwili go oszołomiła, ale kiedy jasność rozproszyła się, zdał sobie sprawę, że widzi ogniwo łańcucha, długości piętnastu metrów.
„Wielki Wschodni” ciągnął się w górze niby złowieszcza chmura. Metal ogniwa był zamocowany do jego dna staroświeckimi, większymi od człowieka nitami. Poprzez wielowiekową narośl zobaczył, że z pierwszym ogniwem łączy się drugie, podobnie przymocowane do kadłuba. Wodorosty i zaczarowana woda nie pozwalały sięgnąć wzrokiem jeszcze dalej.
Pod miastem były wielkie łańcuchy. Nie trzeba było wybitnego intelektu, żeby odgadnąć, co jest planowane. Z prawie melancholijnym zaskoczeniem Ta
„Podniesiemy coś z morza” – pomyślał ze spokojem. „Jakiegoś zwierzaka? Złapiemy jakieś węże morskie, albo krakena, albo Jabber wie co i… co dalej? Będzie ciągnęło Armadę? Tak jak morski wyrmen ciągnie statek-rydwan? Całkiem sensowny pomysł” – dodał, będąc pod wrażeniem skali przedsięwzięcia, ale nie czując strachu ani dezaprobaty. „Dlaczego ukrywać to przed takimi jak ja? A bo to nie jestem lojalny?”
Otrząśnięcie się po ataku dinichtysa zajęło Ta
Koledzy z pracy traktowali go z szacunkiem.
– Byłeś dzielny, Ta
Po dwóch dniach Ta
Ta
Bał się.
„Za późno” – powiedział sobie z nutą histerii. „Za późno, stary! Do tego cię prze-tworzyli! Mieszkasz w tej zasranej wodzie i nie ma odwrotu”.
Bał się podwójnie: morza i swego strachu, który mógł go uziemić, zmienić w cyrkowego dziwoląga, ze skrzelami i błonami, ale prowadzącego wyłącznie lądowy tryb życia, któremu skóra się łuszczy, skrzela wysuszają boleśnie, a macki gniją. Zmusił się więc do skoku. Słona woda przyniosła trochę ukojenia dla skóry i dla duszy.
Strasznie ciężko było mu otworzyć oczy i skierować wzrok w rozpylony, rozświetlony słońcem błękit w dole, przy świadomości, że przypuszczalnie już nigdy nie zobaczy pod wodą skały, tylko tę roz ciągniętą głębię, gdzie drapieżcy machają ogonami i znikają z pola widzenia.
Było potwornie ciężko, ale pływał i zrobiło mu się lepiej.
Po namowach Szekla Angevine pozwoliła Ta
Ta
Ta
Tak jak się spodziewał, miała zainstalowany stary, niewydajny silnik. Nadawał się tylko do wymiany. Po krótkim słowie ostrzeżenia, do wtóru jej przerażonych wrzasków, zaczął go demontować.
W końcu się uspokoiła. Wyjaśnił jej, że jest za późno na wycofanie się, że już nigdy się nie poruszy, jeśli ją tak zostawi. Po kilku godzinach, kiedy wytoczył się spod niej spocony i upaćkany smarem i zaczął zapalać paliwo w palenisku udoskonalonego kotła, Angevine natychmiast poczuła różnicę.
Oboje byli zmęczeni i zakłopotani. Kiedy ciśnienie pary było już wystarczające i Angevine zaczęła się ruszać, kiedy poczuła, jakie ma zasoby mocy, kiedy sprawdziła ogień i zrozumiała, że dużo rzadziej będzie musiała uzupełniać koks, zdała sobie sprawę, jak wiele Ta
Później, siedząc w wa
Uśmiechnął się szeroko. Po zakończeniu pracy Ta
Kiedy Angevine zobaczyła rysę, twarz zesztywniała jej z gniewu ale po paru minutach, kiedy poczuła w sobie siłę pary, jej mina uległa zmianie. Na odchodnym, kiedy Szekel czekał już na nią w drzwiach podtoczyła się do Ta
– Nie przejmuj się rysą, dobra? Wykonałeś świetną robotę, Ta
Uśmiechnęła się do niego szybko i wyszła.
– O, nie ma za co, na Jabbera – powiedział Ta
W nawiedzanej dzielnicy Armady, wciśniętej w kąt awanportu, graniczącej z Pragnieniowicami i Tobietwoim króla Friedricha, było tylko dziesięć statków o godnym wzmianki tonażu.
Obywatele podlegający brutalnym, nastawionym na drapieżny zysk rządom Friedricha nie zwracali większej uwagi na upiorne statki obok swojego okręgu, skupiając się na własnych bazarach, lunaparkach i lichwiarzach. Ale złoczy
Być może czy
Dochodziły stamtąd dziwne odgłosy: pomruki niesione z wiatrem, ciche buczenie motorów, zgrzyt jednych rzeczy o drugie. Niektórzy twierdzili, że hałasy te są omamem dźwiękowym, tworem wiatru i manierystycznej architektury starożytnych statków. Bardzo niewielu w to wierzyło. Od czasu do czasu grupa chojraków – nieodmie