Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 42 из 151

Dołożył do ognia napędzającego pokaźną maszynę analityczną. Karmił ją kartami perforowanymi, gromadząc dane. W końcu obok stołu operacyjnego wtoczył zbiornik z poddanym działaniu silnych środków uspokajających dorszem i połączył znieruchomiałą rybę z ciałem Ta

Rozcieńczone homeomorficzne chymikalia przepływały ze skrzeli za do poszarpanych ran Ta

Przez większość nocy w delikatnie rozkołysanej przychodni scena ta powtarzała się. Chorurg podrzemywał, co jakiś czas sprawdzając stan Ta

W tych godzinach Ta

Po wschodzie słońca chorurg odpiął Ta

Zanim Ta

A potem Ta

Z początku ciekła ślamazarnie, niosąc ze sobą krew, brud i tkankę łączną. A potem woda zaczęła się oczyszczać, a skrzela kurczyć i rozkurczać, emitując miarowe chlusty.

Ta

Obudził się później, zbyt zamroczony, aby zrozumieć, co się wydarzyło, ale zarażony entuzjazmem chorurga. Gardło strasznie go bolało. Znowu zasnął.

Mieli za sobą zdecydowanie najtrudniejszą fazę. Chorurg odciągnął powieki Ta

Wreszcie chorurg dokonał nieporównanie najłatwiejszej, chociaż najbardziej widocznej zmiany. Między palcami Ta

Następnie wykąpał Ta

Czwartego dnia Ta

Zacisnął nowe dłonie. Mrugnął powoli i zobaczył, że przed opadnięciem powieki przesunęło mu się przez pole widzenia coś półprzezroczystego. Odetchnął głęboko zmaltretowanymi przez wodę płucami i zakasłał. Zabolało, zgodnie z ostrzeżeniami chorurga.

Mimo bólu, osłabienia, głodu i niepewności Ta

Kiedy wszedł chorurg, Ta

– Panie Sack – powiedział chorurg. Ta

Po tych słowach – nie mogli się powstrzymać i nie próbowali – ryknęli śmiechem, chociaż sprawiło to Ta

Po powrocie do domu, po ostrożnym przejściu dolinami Książkowic i Niszczukowód, zastał Szekla czekającego w pokojach, które nigdy wcześniej nie były takie wysprzątane.

– Doskonała robota, chłopie – powiedział onieśmielony.

Szekel chciał uściskać go na powitanie, ale Ta

Czuł. Pełzali na południe z prędkością niemal geologiczną, ale holowanie trwało już dwa tygodnie. Przemieścili się może o pięćset mil morskich – pokonali tę niemałą przecież odległość ruchem tak powolnym, że niezauważalnym – i zima dogorywała, bo zbliżali się do pasa umiarkowanego morza i powietrza.

Ta

– Mówi, że za dwa tygodnie powinienem wrócić do pracy, chłopie – powiedział Ta

Ta

Ta

Wzdłuż granicy między okręgami Niszczukowody i Czasy przebiegała szczelina w tkance miejskiej: pas morza tworzył akwen pływacki, na którym zmieściłby się średniej wielkości statek. Bardzo niewielu armadyjskich piratów umiało pływać, a przy takiej pogodzie mało kto miał na to ochotę. W morskim basenie kąpała się garstka ludzi, odważniaków lub masochistów.

Pod wodą, pomału, speszony swoją nową hydroruchliwością i wolnością, codzie