Страница 32 из 151
Za progiem, skulony z zimna i patrzący na nią ostrożnie, stał Silas Fe
Przez chwilę siedzieli w milczeniu, pijąc przyniesione przez Fe
– Poszczęściło się pani, pa
Oczywiście, że nie miała.
– Gdzie pan mieszka?
– Blisko okręgu Tobietwój, w strefie przyde
Pokazał na książki, które leżały na łóżku.
– Nie – odparła i szybko je uprzątnęła. – Zostawili mi tylko notes. Odebrali mi nawet książki, które sama napisałam.
– Tak samo było ze mną: został mi się tylko pamiętnik. Coś w rodzaju dzie
– Co kazali panu robić? – spytała Bellis i Fe
– Udało mi się tego uniknąć. Robię to, co chcę. Pani pracuje w bibliotece, prawda?
– Jak? – spytała ostro. – Jak pan to zrobił, że się od pana odczepili? Z czego pan żyje?
Przez chwilę mierzył ją wzrokiem, zanim odpowiedział:
– Miałem trzy albo cztery propozycje, zapewne tak jak pani. Pierwszej osobie powiedziałem, że przyjąłem ofertę drugiej, drugiej, że przyjąłem ofertę trzeciej, i tak dalej. Ich to nie obchodzi. A z czego żyję… Wykreować się na człowieka niezbędnego jest łatwiej, niż pani sądzi, pa
– Kiedy ostatni raz ze sobą rozmawialiśmy – odezwała się w końcu Bellis – na „Terpsychorii”, powiedział pan, że jest absolutnie konieczne, aby wrócił pan do Nowego Crobuzon. A teraz?
Pokręcił głową zdeprymowany.
– Hiperbola i… sranie w banię. – Podniósł wzrok, ale nie okazała po sobie dezaprobaty dla tej nagłej zmiany stylu przemowy. – Mam skło
Machnął ręką na znak, że chciałby zakończyć ten temat. Zapadła pełna skrępowania cisza.
– Umie się pan porozumiewać w salt? – spytała Bellis. – Przy pańskiej pracy zapewne pan musi, panie Fe
– Miałem wiele lat na opanowanie salt – powiedział w tym języku, szybko i pły
– A więc gdzie się pan nauczył salt, panie Fench? Wspomniał pan o swoich podróżach…
– Psiakrew. – Minę miał ubawioną i zakłopotaną. – W pani ustach brzmi to jak wyzwisko. Za zamkniętymi drzwiami może pani się do mnie zwracać, jak pani chce, pa
– Co pan tam robił?
– To samo, co wszędzie. Kupuję i sprzedaję. Handluję.
– Mam trzydzieści osiem lat – powiedział, kiedy wypili trochę więcej wina, a Bellis dołożyła do pieca. – Od dwudziestego roku życia jestem handlowcem. Niech mnie pani źle nie zrozumie: jestem Crobuzończykiem, urodziłem się i wychowałem w cieniu Żeber, ale wątpię, czy w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat spędziłem w tym mieście więcej niż pięćset dni.
– Czym pan handluje?
– Wszystkim. – Wzruszył ramionami. – Futrami, winem, maszynami, bydłem, książkami, siłą roboczą. Wszystkim. Alkohol za skóry w tundrze na północy Jangsach, skóry za tajemnice w Hinter, tajemnice i dzieła sztuki za siłę roboczą i przyprawy w Cromlech…
Umilkł na widok spojrzenia Bellis.
– Nikt nie wie, gdzie leży Cromlech – powiedziała, ale on pokręcił głową.
– Niektórzy wiedzą. To prawda, że podróż jest sakramencko ciężka. Z Nowego Crobuzon nie można pojechać na północ przez ruiny Suroch, drogą na południe trzeba nadłożyć setki kilometrów przez Vadaunk i Cacotopic Stain. Trzeba się wybrać przez Przełęcz Pokutnika do sawa
– A zatem szpieg.
– Kiedy Seemly sześć wieków temu przebył Wezbrany Ocean i odkrył Bered Kai Nev, to jak pani myśli, co wiózł w swoich ładowniach? „Gorliwa Mantyszka” to był duży statek, pani Bellis… – Urwał, bo nie udzieliła mu pozwolenia na zwracanie się do niej w ten sposób, ale nie zobaczył u niej żadnych oznak dezaprobaty i kontynuował swoją opowieść. – Wiózł gorzałkę, jedwab, miecze i złoto. Seemly chciał nawiązać kontakty handlowe. To otworzyło dostęp do kontynentu wschodniego. Wszyscy odkrywcy, o których pani słyszała: Seemly, Donleon, Brube