Страница 29 из 151
Tuż przed atakiem zimna Bellis zobaczyła po stronie bakburty wieloryby , które bawiły się, czerpiąc z tego widoczną radość. Po kilku minutach nagle zbliżyły się do Armady, wzbijając olbrzymimi ogonami gejzery wody, i zniknęły. Prawie natychmiast przyszedł mróz.
W mieście nie było zimy, nie było lata ani wiosny, nie było zadach pór roku. Była tylko pogoda. Na Armadzie pogoda zmieniała się z funkcji miejsca, a nie czasu. Pod koniec roku, kiedy na Nowe Crobuzon spadały burze śnieżne, Armada pławiła się w Morzu Kominkowym albo wręcz przeciwnie, mieszkańcy siedzieli pod pokładami a członkowie załóg w grubych płaszczach holowali miasto ku kotwicowisku na Niemym Oceanie, w temperaturach, przy których crobuzońska zima wydawałaby się łagodna.
Armada myszkowała po oceanach Bas-Lag według schematów dyktowanych przez piractwo, handel, rolnictwo, względy bezpieczeństwa i i
Zmie
Ziemie uprawne rozlokowano na pokładach pod sztucznym oświetleniem. W wilgotnych, starych ładowniach urządzone były pieczarkarnie, a w hałaśliwych, cuchnących kajutach mieszkały pokolenia zwierząt-mieszańców. Poletka listo wnic i jadalnych morszczynów rosły na tratwach zacumowanych obok drucianych klatek pełnych jadalnych skorupiaków i ryb.
Z upływem dni Ta
Ta
Szekel spędzał coraz więcej czasu z dziwnymi, skrupulatnymi myśliwymi, którzy mieszkali na „Kastorze”. Pewnego razu Ta
Pod pokładem Ta
Szekel był w mesie, z Angevine.
Ta
Nogi Angevine kończyły się tuż poniżej ud. Sterczała jak jakiś dziwny galion z przedniej części wózka napędzanego silnikiem parowym ciężkiej maszynerii na gąsienicach, z paleniskiem pełnym koksu i drewna.
„To niemożliwe, żeby urodziła się w mieście” – uzmysłowił sobie Ta
Zaliczył jej na plus, że znosi natręctwo chłopaka. Potem zobaczył, z jakim przejęciem Angevine rozmawia z Szeklem, jak się ku niemu nachyla – pod dziwacznym kątem, zakotwiczona w ciężkim wehikule – jak patrzy mu w oczy. Ta
Ta
Kiedy Szekel wrócił do małych pomieszczeń przy bakburcie starego statku fabrycznego, Ta
Ta
Otworzyli się na niego, a wciągnęli go do swojej paczki głównie tym, że opowiadali wspaniałe historie. Jako, że był nowy, mieli znakomity pretekst do odgrzania opowiedzenia plotek, które wszyscy z nich słyszeli mnóstwo razy. Któryś wspominał o martwych morzach, wrzących pływach albo węgorzowatym królu i mówił do Ta
Ta
Brał udział w świętowaniu tego czy i
Ale chociaż lubił kolegów z pracy, a w tawernach i przy stołach biesiadnych miło spędzało się wieczory – no i czynił przy tej okazji skokowe postępy w nauce języka salt – nie mógł nie zauważyć, że spotkania te otacza jakaś niejasna atmosfera tajności. Nie mógł zrozumieć, o co w tym chodzi.
Podczas swojej pracy podwodni inżynierowie natrafiali na pewne tajemnice. Cóż to za cienie czasem dostrzega za uwiązanymi na krótkich postronkach rekinami-strażnikami, za zasłonami maskujących błysków? Jaki jest cel napraw wykonywanych codzie
Jaki jest charakter tego projektu, o którym rozmawia się zaszyfrowanymi uwagami i skinieniami głowy? Jaki jest plan spajający wszystkie ich działania? O którym nikt nie chce mówić otwarcie, lecz wielu zdaje się o nim trochę wiedzieć, a wielu z nieostrożności lub nieposkromionego samochwalstwa udaje, że go rozumie?
Za przemysłem niszczukowodzkim kryło się coś dużego i ważnego lecz Ta
Niekiedy docierały do niego historie o i
Szekel powiedział mu o zatrudnionej w bibliotece Coldwine. Joha
Hedrigall, zawsze demonstrujący kamie