Страница 127 из 151
– Chcę się zobaczyć z Fe
Uther wpadł w krótki namysł, po czym skinął głową.
– Dobrze.
Chociaż osiągnęła swój cel, znienawidziła za to Doula, bo wiedziała, dlaczego się zgodził: nie mogła powiedzieć Fe
Bellis była teraz osobą pozbawioną znaczenia, więc można było sobie pozwolić na pobłażliwość wobec niej.
Odebrano mu płetwę maga, ale widać było na pierwszy rzut oka, że Niszczukowody nadal boją się Silasa Fe
Pod drzwiami celi Fe
Cela była duża, z kilkoma iluminatorami, za którymi falowała ciemna woda. W wyodrębnionej żelaznymi kratami części pomieszczenia, pozbawionej okien i drzwi, Silas Fe
Ogarnęła go wzrokiem i w jej głowie wyświetliła się szybka sekwencja związanych z nim obrazów – wspólnie spędzany czas, przyjazny, oziębły, erotyczny, potajemny. Wykrzywiła usta na jego widok; poczuła w nich kwaśny smak.
Był chudy, w brudnym ubraniu. Nie uciekł ze wzrokiem. Przeżyła wstrząs: prawe ramię Fe
Westchnął i spojrzał na nią zaczepnie.
– Co tu robisz? – spytał z posępną wrogością. Zamiast odpowiedzieć, Bellis rozglądnęła się po celi. Zobaczyła zmięte ubrania, papier, węgiel drzewny, znany jej gruby notatnik. Żelazne pręty krat były poowijane kablami, które wychodziły po drzwiami na korytarz. – Podłączone do tych maszyn – wyjaśnił zmęczonym tonem, zauważywszy tor jej wzroku. – To jest dławik. Powąchaj powietrze. Można to nawet usłyszeć. Zabija taumaturgony. Żadne zaklęcie tu nie zadziała. – Wciągnął powietrze przez nos i uśmiechnął się bez entuzjazmu. – Wszystko na wypadek, gdybym miał jakiś tajny plan. Powiedziałem im, że znam ze trzy niegroźne zaklęcia, które i tak by mnie stąd nie wydostały, ale nie uwierzyli mi, wyobrażasz sobie? – Fe
– Co „nie”, do cholery? – spytała Bellis i ucieszyła się, że jej głos zabrzmiał zimno.
Przeszył ją znaczącym spojrzeniem, które zagotowało w niej krew.
– Nie rób tego – mówił. – Nie przychodź tutaj. Nie pytaj mnie o nic. Po co tu jesteś, Bellis? Nie po to, żeby się na mnie wydrzeć. To nie w twoim stylu. Nie zbluzgasz mnie. Złapali mnie… I co z tego? Ciebie też, kurwa, złapali. Jak plecy? – Wprawiło ją to w takie osłupienie, że przez moment nie mogła oddychać. Zamrugała, bo obraz jej się rozmazał. Fe
Bellis została jeszcze kilka chwil, ale zdołała wyjść, zanim znowu się odezwała. Powiedziała wszystkiego cztery słowa. W żołądku się jej kotłowało od intensywnego uczucia, którego nie umiała nazwać.
„Nie zabiją go” – pomyślała ponuro. „Nawet go nie ukarzą. Nawet go nie wychłostają. Jest dla nich zbyt ce
Wychodząc, musiała sama przed sobą przyznać, że Fe
Wcale nie poczuła się lepiej.
Bellis z zaskoczeniem odkryła, że Joha
Nadal uważała go za człowieka pozbawionego kręgosłupa. Mimo że jej lojalność wobec Nowego Crobuzon była zjawiskiem dziwnym i nieuporządkowanym, nie umiała myśleć o Joha
Teraz w jego zachowaniu było jednak coś błagalnego. Skwapliwość, z jaką chciał odnowić przyjaźń, wydawała się jej trochę żałosna. Ale chociaż starała się spędzać jak najwięcej czasu z Carria
Kiedy awank został schwytany i zaprzęgnięty, a ekipa Tinti
Należał wprawdzie do grupy pilotującej awanka, która zajmowała się zliczaniem przepłyniętych mil morskich, szacowaniem biomasy na danym obszarze i przewidywaniem taumaturgicznych przepływów, ale z reguły musiał wymyślać sobie robotę. Po pijanemu skarżył się, że wyciśnięto go jak gąbkę i wyrzucono do śmieci. Bellis i Carria
Joha
Tchórzliwość nie pozwalała mu przyznać się do tego, ale chciał, żeby zawrócili, podobnie jak Bellis. Im bardziej zagłębiali się na niezbadane wody Ukrytego Oceanu, tym częściej Bellis się przekonywała, z przebłyskami nieoczekiwanej nadziei, że ona i Joha
Dezercja Hedrigalla była raną która nie chciała się zagoić.
Armada płynęła teraz po wodach, które nie przestrzegały żadnych praw znanych oceanologom. Obywatele miasta, w których nie wygasło jeszcze patriotyczne uniesienie wywołane woje