Страница 124 из 151
Otworzywszy Bellis drzwi, Szekel długo wpatrywał się w nią bez słowa, kompletnie zdezorientowany.
Poznał ją, ale natychmiast doszedł do wniosku, że musiał się pomylić. Ta biała jak płótno niewiasta z suchymi czarnymi włosami, które opadają na ramiona jak wiechcie wyschniętej trawy i rysami, w które wpisane są lata cierpienia, to nie może być Coldwine, tylko jakaś podobna do niej zniszczona życiem łazęga.
– Wpuść mnie, Szekel – powiedziała głosem, do którego zupełnie się nie poczuwała. – Muszę porozmawiać z Ta
Niemy i przerażony, odstąpił w lewo.
Ta
– Wypieprz ją stąd, Szekel! – krzyknął. – Wypieprz ją stąd!
– Posłuchaj mnie! – powiedziała Bellis gardłowym głosem. – Proszę cię…
– Mam w dupie twoje gadanie, ty suko!
Ta
– Musisz mnie wysłuchać – wyburczała Bellis, usiłując krzyknąć. – Masz dużo znajomych. Możesz to rozgłosić po mieście… – urwała i skręciła się z bólu, bo Angevine położyła jej rękę na plecach. – Wiesz, dokąd płyniemy? – zdołała wydusić. – Wiesz, po co jesteśmy na tym morzu, na którym nic nie porusza się tak, jak powi
Bellis powoli maszerowała w stronę biblioteki. Krew przesiąkła przez bandaże i na koszuli wykwitły czerwone plamy. Znalazła zbombardowaną dzielnicę z „Pinchermarnem”, gdzie bibliotekarze wydobywali książki spod rumowiska.
– Bellis!
Carria
– Musisz mnie posłuchać – wykrztusiła.
Wyszły na zewnątrz i Carria
– Joha
Carria
– Wiem, Bellis. Już mi o tym powiedziałaś.
Znalazły się w pomieszczeniu, którego Bellis nie rozpoznała, potem w i
Przeszył ją ekstatyczny, zimny ból, podniosła wzrok i stwierdziła, że jest we własnym łóżku, w swoim kominowym mieszkaniu. Pamięć – a może wyobraźnia – podsunęła jej obraz Carria
– Bogowie. Bogowie. Bogowie. Bogowie.
Był to głos Carria
„Co się stało?” – próbowała spytać Bellis, która w pierwszej chwili pomyślała, że jej przyjaciółkę coś boli, ale zaraz sobie przypomniała, co się stało. Nie umiała odmówić sobie pożalenia się nad swoim losem.
Kiedy następnym razem otworzyła oczy, w pokoju oprócz Carria
Była noc. Bellis pojaśniało w głowie.
Joha
– Bellis, Bellis – powiedziała łagodnie Carria
Carria
– Nie chce z nami o tym rozmawiać – stwierdził Joha
– Do ciemnej cholery, Bellis! – Carria
Bellis nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. „On ma rację” – pomyślała, podnosząc zamglone oczy na Joha
– Czyli znalazłaś go? – zdołała powiedzieć.
– Carria
Bellis usiadła na łóżku wyprężona i zacisnęła zęby, bo popękana skóra zaprotestowała.
– Muszę z wami porozmawiać – rzekła nieco silniejszym głosem. Powoli pokręciła głową. – Przez ten ostatni tydzień… byłam sama. W tym czasie dookoła wszystko się zmieniło. Na pewno zauważyliście. Wiem, z czego to wynika. Wiem, co się dzieje. – Zamknęła oczy i długo milczała. – Wiecie, gdzie jesteśmy? Wiecie, na jakie wody wpłynęliśmy?
Carria
– Na Ukryty Ocean – odparła Carria
Bellis zdołała uśmiechnąć się nieznacznie.
– Tak jest.
„Do licha z wami wszystkimi” – pomyślała. „Nie potrzebuję tego zdrajcy i zasrańca Fe
– A wiecie, dokąd płyniemy? – spytała.
– Do Blizny – odrzekł Joha
Słowa uwięzły jej w gardle. Wytrzeszczyła na niego oczy i zobaczyła, że Joha
– Do… Blizny.
Słowa te zabrzmiały w jej ustach niepewnie i głupio, nie były objawieniem, tylko absurdalnym echem.
Złamali ją. Wygrali. Nie zostało w niej nic, absolutnie nic.
Po wyjściu Joha
„Co za tydzień” – Ten niedorzeczny eufemizm tłukł się jej w głowie. „Żeby akurat taki tydzień przegapić”.
Kochankowie obwieścili to publicznie.
Nie dało się ukryć przed armadyjskimi pilotami, kapitanami i nauskopistami, że charakterystyka wody i powietrza uległa zmianie. Nie dało się przed nimi ukryć nagłych przeciwprądów, które biegły pod powierzchnią w kierunku przeciwnym do fal. Kompasy zaczęły wariować, czasem na wiele minut gubiąc północ. Odległość od horyzontu była zmie
Awank nic sobie, rzecz jasna, nie robił z tych sił. Ani odrobinę nie zbaczał z kursu, ciągnąc za sobą miasto.
Zaroiło się od plotek, ale w mieście było tylu doświadczonych, oczytanych marynarzy, że prawdy nie dało się ukryć. Awank, kierowany przez pilotów z Niszczukowód, ciągnął Armadę na Ukryty Ocean. Wszystkie historie na temat tego akwenu znajdowały potwierdzenie.
A potem, szóstego khandi kwarty cielesnej, Kochankowie zorganizowali szereg publicznych spotkań w swoim okręgu i w tych sprzymierzonych.
– Z Kochanka jest zajebisty mówca – powiedziała Carria
– Myślałam, że jesteś lojalną obywatelką Pragnieniowic – przerwała jej Bellis, a Carria
– Bo jestem, ale twierdzę, że w tym wypadku… Myślę, że Brucolac nie ma racji. Jak dla mnie to wszystko jest sensownie pomyślane.