Страница 116 из 151
Być może w Nova Esperium znowu jest jesień.
W Nowym Crobuzon jest wiosna.
Mam wiedzę, której nie mogę wykorzystać, w podróży, na którą nie mam wpływu, której celów nie popieram i nie rozumiem, i tęsknię za ojczyzną, której uciekłam, jak również za krajem, którego nigdy nie Widziałam.
Za tymi ścianami są ptaki, wołają do siebie, agresywne i głupie, siłują się z wiatrem. Z zamkniętymi oczami mogę udawać, że na nie patrzę; mogę udawać, że jestem na jakimkolwiek statku, gdziekolwiek na świecie.
Ale otwieram oczy - muszę – i wciąż jestem tutaj, w sali obrad Senatu, stoję obok Ta
Kilka kroków od Bellis i Ta
Bellis zerkała ku nim i widziała gniew w ich oczach. Ta
– A zatem nie ma sporu – mówił Uther Doul. – Musimy działać szybko. Możemy przyjąć, że otrzymane przez nas informacje są zgodne z prawdą. Musimy jak najszybciej ująć Silasa Fe
– Ale jak on to, kurwa, zrobił? – krzyknął król Friedrich. – Z tą zasraną przesyłką, z tym zasranym ostrzeżeniem to rozumiem… – Tu spiorunował Bellis i Ta
– Tego jeszcze nie wiemy – odparł Uther Doul. – Jest to jedna z pierwszych rzeczy, o które go spytamy. W miarę możliwości musimy się starać nie nagłaśniać tej sprawy. Jako Simon Fench… Fe
Dynich odchrząknął i podniósł dłoń.
– Dotarły do mnie pogłoski – powiedział z wahaniem – że Fench ma swoje centra operacyjne w pewnych spelunkach…
– Pozwól mi zabrać głos, królu – przerwał mu Brucolac swoim zdartym głosem. Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. Wampir sprawiał wrażenie niepewnego, co rzadko się u niego widywało. Westchnął i rozwinął trzepoczący język, zanim podjął wystąpienie. – Nie jest tajemnicą, że Pragnieniowice pozostają w zasadniczym sporze z władcami Niszczukowód co do podniesienia awanka oraz trajektorii miasta, która wciąż nie została ujawniona – dodał z błyskiem gniewu w oczach. – Ale… – Powiódł po sali wyzywającym spojrzeniem. – Mam nadzieję, że nigdy nie pojawią się oskarżenia, jakoby Brucolac czy którykolwiek z moich podkomendnych nie był stuprocentowo lojalny wobec tego miasta. Pragniemy wyrazić głęboki żal, że nie mogliśmy się bić w obronie Armady podczas niedawnej wojny. Wiem – kontynuował na jednym oddechu – że moi poddani walczyli. My też mamy swoich poległych obrońców ojczyzny, choć nie ma wśród nich mnie ani nikogo z moich przybocznych. Leży nam to na sercu. Mamy wobec was dług. Otóż, wiem, gdzie jest Silas Fe
Sala zareagowała chóralnym sapnięciem.
– Skąd wiesz? – spytała Kochanka. – I od jak dawna?
– Od niedawna – odrzekł Brucolac. Spojrzał jej w oczy, ale nie miał zbyt dumnej z siebie miny. – Wyśledziliśmy, gdzie Simon Fench znalazł przytulisko i gdzie drukował swoje teksty. Ale wiedzcie, że nie mieliśmy pojęcia o jego zamiarach – stwierdził z pasją. – Nigdy byśmy do tego nie dopuścili.
Sens jego słów był oczywisty. Brucolac pozwolił Simonowi Fenchowi poszerzać swoje wpływy, drukować bibułę i rozpuszczać szkodliwe pogłoski, ponieważ sądził, że ofiarą tej działalności padną Niszczukowody, a nie całe miasto. Nic nie wiedział o wezwaniu przez Fe
Bellis szydziła w duchu z ostentacyjnie okazywanego oburzeń Kochanków. „Tak jakbyście sami nigdy nie zrobili czegoś podobnego albo jeszcze gorszego” – pomyślała. „Tak jakby to nie było nom w waszych wzajemnych przepychankach”.
– Mam świadomość, jak to wygląda – syknął Brucolac. – I chcę dorwać tego drania nie mniej od was wszystkich. Jego pojmanie jest dla mnie nie tylko obowiązkiem, ale i przyjemnością.
– Nie ty go pojmiesz – zaprotestował Uther Doul – tylko ja i moi ludzie.
Brucolac skierował na Doula spojrzenie swych żółknących oczu.
– Ja lepiej znam teren. Ta misja jest dla mnie ważna.
– Nie uzyskasz w ten sposób rozgrzeszenia, martwomościu – odrzekł zimno Doul. – Pozwalałeś mu bez przeszkód uprawiać jego gry, ze znanym skutkiem. A teraz wskaż nam miejsce jego pobytu i na tym skończy się twoja niechlubna rola.
Przez kilka chwil panowała cisza.
– Gdzie on jest? – krzyknęła nagle Kochanka. – Gdzie on się ukrywa?
– To kolejny powód, dla którego byłoby sensowniej, gdyby to moi podkomendni go zdjęli – odparł Brucolac. – Ścigany jest w miejscu, do którego wasi funkcjonariusze mogą nie chcieć pójść. Simon Fe
Doul nawet nie mrugnął powieką. Wbił w wampira nieugięte spojrzenie.
– Nie ty go pojmiesz – powtórzył. – Nie boję się.
Bellis słuchała tej dyskusji ze wstydem i rozżarzającą się powoli nienawiścią do Fe
Wiedziała jednak, że to nieprawda.
Chociaż rozpaczliwie pragnęła uciec z Armady, nie pomogłaby mu, gdyby znała jego plany. Nie chciałaby w nich uczestniczyć.
Z bolesnym obrzydzeniem do siebie Bellis uprzytomniła sobie, że Silas trafnie ją ocenił. Na tym między i
Co do niej się nie pomylił.
Bellis przypomniała sobie, jak bardzo rozjuszył się Uther Doul, kiedy przyszła do niego z Ta
Słuchał ich z coraz bardziej kamie
Ta
– Nie! – krzyknął. – Co on zrobił?! – Kiedy wykrztusiła z czerwoną ze wstydu twarzą, że nie miała pojęcia, że nie przyszło jej do głowy, że nie mogła wiedzieć, spojrzał na nią bardzo ostro, z wyrazem okrucieństwa i zimnej niechęci, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziała. Poczuła to aż gdzieś w środku. – Jesteś pewna? – zakwestionował jej prawdomówność, co ją przeraziło. – Nie miałaś pojęcia? W ogóle nie przyszło ci to do głowy?