Страница 4 из 28
Zakochani
Jest nam tak cicho, że słyszymypiosenkę zaśpiewaną wczoraj:“Ty pójdziesz górą, a ja doliną…”Chociaż słyszymy – nie wierzymy.Nasz uśmiech nie jest maską smutku,a dobroć nie jest wyrzeczeniem.I nawet więcej, niż są warci,nie kochających żałujemy.Tacyśmy zadziwieni sobą,że cóż nas bardziej zdziwić może?Ani tęcza w nocy.Ani motyl na śniegu.A kiedy zasypiamy,we śnie widzimy rozstanie.Ale to dobry sen,ale to dobry sen,bo się budzimy z niego.Klucz
Był klucz i nagle nie ma klucza.Jak dostaniemy się do domu?Może ktoś znajdzie klucz zgubiony,obejrzy go – i cóż mu po nim?Idzie i w ręce go podrzucajak bryłkę żelaznego złomu.Z miłością, jaką mam dla ciebie,gdyby to samo się zdarzyło,nie tylko nam, całemu światuubyłaby ta jedna miłość.Na obcej podniesiona ręceżadnego domu nie otworzyi będzie formą, niczym więcej,i niechaj rdza się nad nią sroży.Nie z kart, nie z gwiazd, nie z krzyku pawiataki horoskop się ustawia.
Drobne ogłoszenia
KTOKOLWIEK wie, gdzie się podziewawspółczucie (wyobraźnia serca)– niech daje znać! niech daje znać!Na cały głos niech o tym śpiewai tańczy jakby stracił rozumweseląc się pod wątłą brzozą,której wciąż zbiera się na płacz.UCZĘ milczeniawe wszystkich językachmetodą wpatrywania sięw gwiaździste niebo,w żuchwy sinantropusa,w skok pasikonika,w paznokcie noworodka,w plankton,w płatek śniegu.PRZYWRACAM do miłości.Uwaga! Okazja!Na zeszłorocznej trawiew słońcu aż po gardłależycie, a wiatr tańczy(zeszłoroczny tenwodzirej waszych włosów).Oferty pod: Sen.POTRZEBNA osobado opłakiwaniastarców, którzy w przytułkachumierają. Proszękandydować bez metryki pisemnych zgłoszeń.Papiery będą dartebez pokwitowania.ZA OBIETNICE męża mego,który was zwodził koloramiludnego świata, gwarem jego,piosenką z okna, psem zza ściany:że nigdy nie będziecie samiw mroku i w ciszy i bez tchu– odpowiadać nie mogę.Noc, wdowa po Dniu.Hania
Widzicie, to jest Hania, służąca dobra.A to nie są patelnie, to są aureole.A ten rycerz ze smokiem to jest święty obraz.A ten smok to jest marność na tym łez padole.A to żadne korale, to Hani różaniec.A to buty z nosami startymi od klęczeń.A to jej chustka czarna jak nocne czuwanie,kiedy z wieży kościoła pierwszy dzwon zadźwięczy.Ona widziała diabła kurz ścierając z lustra:Był siny proszę księdza, w takie żółte prążkii spojrzał tak szkaradnie, i wykrzywił usta,i co będzie, jeżeli wpisał mnie do książki?Więc ona da na bractwo i da na mszę świętą,i zakupi serduszko ze srebrnym płomieniem.Odkąd nową plebanię budować zaczęto,od razu wszystkie diabły podskoczyły w cenie.Wielki to koszt wywodzić duszę z pokuszenia,a tu już starość idzie i kość kością stuka.Hania jest taka chuda, tak bardzo nic nie ma,że zabłądzi w bezmiarze Igielnego Ucha.Maju, oddaj kolory, bądź jak grudzień bury.Gałązko ulistniona, ty się wstydź za siebie.Słońce, żałuj, że świecisz. Biczujcie się, chmury.Wiosno, owiń się śniegiem, a zakwitniesz w niebie!Nie słyszałam jej śmiechu, płaczu nie słyszałam.Wyuczona pokory, nic od życia nie chce.Towarzyszy jej w drodze cień – żałoba ciała,a chustka postrzępiona ujada na wietrze.Na powitanie odrzutowców
Dzisiaj szybsi od głosu,pojutrze od światła,przemienimy głos w żółwiai światło w zająca.Ze starej przypowieściczcigodne zwierzęta,zacna para od wiekówwspółzawodnicząca.Biegałyście, biegałypo tej niskiej ziemi,popróbujcie wyściguna wysokim niebie.Tor wolny. Nie będziemyzawadzać wam w biegu,bo odlecimy wcześniejgoniąc samych siebie.