Страница 14 из 28
Notatka
W pierwszej gablocieleży kamień.Widzimy na nimniewyraźną rysę.Dzieło przypadku,jak mówią niektórzy.W drugiej gablocieczęść kości czołowej.Trudno ustalić –zwierzęcej czy ludzkiej.Kość jak kość.Idźmy dalej.Tu nic nie ma.Zostało tylkostare podobieństwoiskry skrzesanej z kamieniado gwiazdy.Rozsunięta od wiekówprzestrzeń porównaniazachowała się dobrze.To onawywabiła nas z wnętrza gatunku,wywiodła z kręgu snu,sprzed słowa sen,w którym, co żywe,rodzi się na zawszei umiera bez śmierci.To onaobróciła naszą głowę w ludzkąod iskry do gwiazdy,od jednej do wielu,od każdej do wszystkich,od skroni do skronii to, co nie ma powiek,otworzyła w nas.Z kamieniauleciało niebo.Kij rozgałęził sięw gęstwinę końców.Wąż uniósł żądłoz kłębka swoich przyczyn.Czas się zatoczyłw słojach drzew.Rozmnożyło się w echuwycie zbudzonego.W pierwszej gablocieleży kamień.W drugiej gablocieczęść kości czołowej.Ubyliśmy zwierzętom.Kto ubędzie nam.Przez jakie podobieństwo.Czego z czym porównanie.Rozmowa z kamieniem
Pukam do drzwi kamienia.– To ja, wpuść mnie.Chcę wejść do twego wnętrza,rozejrzeć się dokoła,nabrać ciebie jak tchu.– Odejdź – mówi kamień. –Jestem szczelnie zamknięty.Nawet rozbite na częścibędziemy szczelnie zamknięte.Nawet starte na piaseknie wpuścimy nikogo.Pukam do drzwi kamienia.– To ja, wpuść mnie.Przychodzę z ciekawości czystej.Życie jest dla niej jedyną okazją.Zamierzam przejść się po twoim pałacu,a potem jeszcze zwiedzić liść i kroplę wody.Niewiele czasu na to wszystko mam.Moja śmiertelność powia cię wzruszyć.– Jestem z kamienia – mówi kamień –i z konieczności muszę zachować powagę.Odejdź stąd.Nie mam mięśni śmiechu.Pukam do drzwi kamienia.– To ja, wpuść mnie.Słyszałam, że są w tobie wielkie puste sale,nie oglądane, piękne nadaremnie,głuche, bez echa czyichkolwiek kroków.Przyznaj, że sam niedużo o tym wiesz.– Wielkie i puste sale – mówi kamień –ale w nich miejsca nie ma.Piękne, być może, ale poza gustemtwoich ubogich zmysłów.Możesz mnie poznać, nie zaznasz mnie nigdy.Całą powierzchnią zwracam się ku tobie,a całym wnętrzem leżę odwrócony.Pukam do drzwi kamienia.– To ja, wpuść mnie.Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.Nie jestem nieszczęśliwa.Nie jestem bezdomna.Mój świat jest wart powrotu.Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.A na dowód, że byłam prawdziwie obecna,nie przedstawię niczego prócz słów,którym nikt nie da wiary.– Nie wejdziesz – mówi kamień. –Brak ci zmysłu udziału.Żaden zmysł nie zastąpi ci zmysłu udziału.Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenianie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.Pukam do drzwi kamienia.– To ja, wpuść mnie.Nie mogą czekać dwóch tysięcy wiekówna wejście pod twój dach.– Jeżeli mi nie wierzysz – mówi kamień –zwróć się do liścia, powie to, co ja.Do kropli wody, powie to, co liść.Na koniec spytaj włosa z własnej głowy.Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,którym śmiać się nie umiem.Pukam do drzwi kamienia.– To ja, wpuść mnie.– Nie mam drzwi – mówi kamień.Radość pisania
Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?Czy z napisanej wody pić,która jej pyszczek odbije jak kalka?Dlaczego łeb podnosi, czy coś słyszy?Na pożyczonych z prawdy czterech nóżkach wspartaspod moich palców uchem strzyże.Cisza – ten wyraz też szeleści po papierzei rozgarniaspowodowane słowem “las” gałęzie.Nad białą kartką czają się do skokulitery, które mogą ułożyć się źle,zdania osaczające,przed którymi nie będzie ratunku.Jest w kropli atramentu spory zapasmyśliwych z przymrużonym okiem,gotowych zbiec po stromym piórze w dół,otoczyć sarnę, złożyć się do strzału.Zapominają, że tu nie jest życie.Ie, czarno na białym, panują tu prawa.Okamgnienie trwać będzie tak długo, jak zechcę,pozwoli się podzielić na małe wiecznościpełne wstrzymanych w locie kul.Na zawsze, jeśli każę, nic się tu nie stanie.Bez mojej woli nawet liść nie spadnieani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka.Jest więc taki świat,nad którym los sprawuję niezależny?Czas, który wiążę łańcuchami znaków?Istnienie na mój rozkaz nieustay?Radość pisanie.Możność utrwalania.Zemsta ręki śmiertelnej.