Страница 36 из 120
Clemenza i Tessio, rozumiejąc to zupełnie opacznie, myśląc, że So
Michael rozejrzał się po wszystkich, po czym popatrzał na So
– Ty kropniesz ich obu? – zapytał So
So
Michael wstał.
– Lepiej przestań się śmiać – powiedział. Zmiana, która w nim zaszła, była tak niesłychana, że uśmiechy znikły z twarzy Clemenzy i Tessia. Michael nie był wysoki ani masywnie zbudowany, ale zdawała się emanować z niego groźba. W tej chwili był wcieleniem samego dona Corleone. Jego oczy stały się bladopłowe, a twarz zbielała. Zdawało się, lada chwila rzuci się na swego starszego i silniejszego brata. Nie ulegało wątpliwości, że gdyby miał w ręku broń, So
– Myślisz, że nie potrafię tego zrobić, ty draniu?
So
– Wiem, że potrafisz – powiedział. – Nie śmiałem się z tego, co mówiłeś. Śmiałem się z tego, jak zabawnie rzeczy się układają. Zawsze mówiłem, że jesteś najtwardszy w rodzinie, twardszy od samego dona. Byłeś jedynym, który potrafił nie zgadzać się z naszym starym. Pamiętam cię, jak byłeś dzieciakiem. Jaki wtedy byłeś zadziorny. Do diabła, nawet ze mną się naparzałeś, a przecież byłem dużo starszy od ciebie. Freddie musiał cię lać na kwaśne jabłko przynajmniej raz w tygodniu. A teraz Sollozzo ma ciebie za tego miękkiego w Rodzinie, bo pozwoliłeś, żeby McCluskey cię uderzył, i nie oddałeś mu, i nie chciałeś się mieszać do zatargów Rodziny. Wyobraża sobie, że nie ma się czym martwić, jeżeli spotka się z tobą sam na sam. A McCluskey też ma cię za strachliwego Włocha. – So
Napięcie w pokoju ustąpiło. Mike potrząsnął głową.
– So
So
– Guzik mnie obchodzi, jakie masz powody, jeżeli tylko jesteś teraz z nami. I powiem ci jeszcze jedno: masz rację od początku do końca. Tom, co ty na to?
Hagen wzruszył ramionami.
– Rozumowanie jest słuszne. A to dlatego, że nie sądzę, aby Turek podchodził uczciwie do układu. Myślę, że jeszcze spróbuje dobrać się do dona. W każdym razie tak musimy przypuszczać na podstawie jego dotychczasowych wyczynów. Więc spróbujmy dostać Sollozza. Dostaniemy go, nawet jeżeli będzie trzeba kropnąć tego kapitana policji. Ale ktokolwiek będzie załatwiał tę robotę, ogromnie zaryzykuje. Czy to musi być Mike?
– Ja mógłbym to zrobić – powiedział cicho So
Hagen ze zniecierpliwieniem potrząsnął głową.
– Sollozzo nie dopuściłby cię na milę do siebie, choćby miał dziesięciu kapitanów policji. A poza tym pełnisz obowiązki głowy Rodziny. Nie można cię narażać. – Hagen przerwał i zwrócił się do Clemenzy i Tessia: – Czy któryś z was ma pierwszorzędnego cyngla, kogoś naprawdę specjalnego, kto podjąłby się tej roboty? Nie musiałby się martwić o pieniądze do końca życia.
Clemenza przemówił pierwszy:
– Nikogo takiego, kogo Sollozzo by nie znał. Od razu by się połapał. Połapałby się tak samo, gdybym poszedł ja czy Tessio.
– A kogoś naprawdę twardego, kto jeszcze nie wyrobił sobie opinii, jakiegoś dobrego rekruta? – zapytał Hagen.
Obaj caporegime’owie potrząsnęli głowami. Tessio uśmiechnął się, ażeby wydać się mniej zjadliwym, i powiedział:
– To tak, jakby wziąć faceta z prowincjonalnej drużyny na rozgrywki o mistrzostwo Stanów.
– Więc musi być Mike – zdecydował krótko So
I znowu Michael Corleone poczuł ten rozkoszny, odświeżający chłód w całym ciele. Powiedział do brata:
– Nie musiałeś mi mówić tych bzdur o nierozmawianiu z moją dziewczyną na taki temat. Coś ty myślał, do cholery, że zadzwonię do niej, żeby się pożegnać?
So
– W porządku, ale jesteś jeszcze surowy, więc wszystko tłumaczę dokładnie. Zapomnij o tym.
– Jak to surowy, do diabła? Słuchałem naszego starego tak samo pilnie jak ty. Jak myślisz, skąd się tak wycwaniłem? – Obaj się roześmieli.
Hagen nalał wszystkim. Miał minę trochę posępną. Mąż stanu zmuszony uciec się do wojny, prawnik zmuszony uciec się do prawa.
– Ano, w każdym razie teraz już wiemy, co będziemy robili – stwierdził.