Страница 22 из 120
– Dziękuję. Niech pan będzie w domu jutro punkt o ósmej. Będzie dla pana patyk.
So
Zatelefonował do domu Hagena i spytał jego żonę:
– Czy Tom już wrócił? – Odparła, że nie, że będzie nie wcześniej niż za dwadzieścia minut, ale że spodziewa się go na kolację. – Niech do mnie zadzwoni – powiedział So
Spróbował przemyśleć całą sprawę. Starał się wyobrazić sobie, jak zareagowałby ojciec w podobnej sytuacji. Od razu wiedział, że tej napaści dokonał Sollozzo, ale Sollozzo nigdy by się nie poważył wyeliminować tak wysoko postawionego przywódcy jak don, gdyby nie miał poparcia i
– Santino Corleone? – zapytał.
– Tak – odrzekł So
– Mamy Toma Hagena – powiedział głos. – Za jakieś trzy godziny zostanie wypuszczony z naszą propozycją. Proszę nie robić nic pochopnie, dopóki pan nie usłyszy, co ma do przekazania. Może pan tylko spowodować masę kłopotów. Co się stało, to się nie odstanie. Teraz wszyscy muszą być rozsądni. Niech pan nie wpada w tę pańską sły
Głos był z lekka drwiący. So
– Poczekam – rzekł. Usłyszał szczęknięcie słuchawki na drugim końcu. Spojrzał na swój masywny zegarek ze złotą bransoletką, zapamiętał dokładny czas i zanotował go na obrusie.
Siedział ze zmarszczonymi brwiami przy kuche
– So
– Postrzelili starego – wyjaśnił spokojnie. Kiedy ujrzał zgrozę na jej twarzy, dodał szorstko: – Nie martw się, żyje. I nic więcej się nie stanie.
Nie powiedział jej o Hagenie. A potem telefon zadzwonił po raz piąty.
Był to Clemenza. Głos tłuściocha dobiegał przez telefon chrapliwymi sapnięciami:
– Słyszałeś o ojcu? – zapytał.
– Aha – odparł So
W telefonie nastąpiła długa pauza, a potem ozwał się głos Clemenzy, nabrzmiały wzruszeniem:
– Bogu dzięki, Bogu dzięki. – A potem, z niepokojem: – Jesteś pewny? Miałem cynk, że go zabili na ulicy.
– Żyje – zapewnił So
– Będziesz musiał przejąć piłkę, So
– Przyjedź do domu ojca – rzekł So
– To wszystko? Nie chcesz, żebym posłał paru ludzi do szpitala i do twojego mieszkania?
– Nie, chcę tylko ciebie i Pauliego Gatto – powtórzył So
Po drugiej stronie linii nie było już sapania. Głos Clemenzy był ostrożny.
– Paulie zachorował, przeziębił się, więc został w domu. Kwękał przez całą zimę.
W So
– Ile razy zostawał w domu podczas paru ostatnich miesięcy?
– Ze trzy albo cztery – odrzekł Clemenza. – Zawsze pytałem Freddiego, czy chce i
– Aha – powiedział So
Trzasnął słuchawką, nie czekając na odpowiedź. Jego żona płakała cicho. Popatrzał na nią przez chwilę, po czym odezwał się szorstko:
– Jakby zadzwonił ktoś z naszych ludzi, każ mnie łapać w domu ojca przez jego specjalny telefon. Jakby dzwonił ktoś i
Wyszedł z domu. Zapadały ciemności i grudniowy wiatr zacinał na placyku. So
Wszystkie osiem domów wyposażono w reflektory, które oblewały światłem teren dokoła i uniemożliwiały zaczajenie się na placyku. So
– Mamo, gdzie jesteś? – i jego matka wyszła z kuchni. Za nią napłynął zapach smażącej się papryki. Nim matka zdołała coś powiedzieć, So
– Miałem niedawno telefon. Tylko się nie martw. Tata jest w szpitalu, ra
Matka patrzała na niego bacznie przez chwilę, po czym spytała po włosku:
– Strzelali do niego?
So
– Czy Clemenzę też dorwali?
– W tej chwili nie chcę używać ludzi Clemenzy – odparł So
Tessio zrozumiał natychmiast, nastąpiła pauza, po czym rzekł:
– Przepraszam cię, So
– Dzięki – odrzekł So
– Jasne – odparł Tessio.
– Jeszcze jedno. Mój najmłodszy brat, Mike, chodzi do college’u w Hanover, w stanie New Hampshire. Każ jakimś ludziom, których znamy w Bostonie, pojechać tam, zabrać go i przywieźć tutaj, do domu, dopóki sytuacja się nie uspokoi. Zadzwonię do niego, więc będzie na nich czekał. Znów zabezpieczam się tylko dla wszelkiej pewności.