Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 52 из 74

Tylko tyle zostało z Meagan Stokes. A Melanie musiała poznać jedyną prawdziwą miłość jej rodziców.

Zaczęła od pudła z fotografiami.

Zaczynały się w Teksasie. Jamie, Harper i Patricia w staroświeckiej białej limuzynie. Jamie i Harper w garniturach w prążki, jak gangsterzy. Jamie obejmujący młodą, piękna Patricię, uśmiechającą się do obiektywu. Jamie patrzący w bok, przystojny młody Harper całujący swoją przyszłą żonę.

Ślubne fotografie. Patricia i Harper w katedrze, trzymający się za ręce. Smukła Patricia w przepięknej sukni, jakby stworzonej dla księżniczki: kaskady falban z tiulu aż do ziemi.

Przed katedrą z Jamiem w białym fraku z czarną lamówką. Jamie uśmiechał się, ale stał daleko od Patricii, często prawie za kadrem. Ten ślub musiał wiele zmienić w ich układach.

I nagle zdjęcia dzieci. Brian Harper Stokes, dwudziesty piąty lutego, cztery kilo trzysta gramów. Brian w ramionach triumfującego Harpera. Patricka uśmiechająca się ze zmęczeniem. Brian raczkujący, Brian uczący się chodzić. Trzyletni Brian sięgający po figurkę, stojącą tuż poza jego zasięgiem. Trzyletni Brian spoglądający z zakłopotaniem na zbitą figurkę. Napis ręką Patricii: „Pierwsze spotkanie Briana ze sztuką”. Brian na Halloween, przebrany za diabła. „Brian ciągle ma „diabelski okres”. Przynajmniej mu do twarzy”.

Potem Patricia w ciąży. Brian odsunięty na drugi plan. W centrum uwagi smukła, wysoka Patricia, rozpromieniona i kwitnąca. Patricia obejmująca brzuch. Patricia z profilu, spoglądająca w dal. Patricia na pikniku, w tle biegnący Brian, Patricia w bardzo zaawansowanej ciąży, zasłaniająca się misiem. Dopisek Jamiego: „Pat, 1968. Jak zawsze piękna”.

Melanie odwróciła stronę albumu. Meagan. Patricia trzymająca noworodka przy piersi: mała czerwona twarzyczka, zapuchnięta i śpiąca, malutka rączka. Brian obok matki i siostry. Jamie przy szpitalnym łóżku, roześmiany. Paluszki Meagan zaciśnięte wokół jego masywnego palca.

Nagle Brian i Meagan zaczęli bardzo szybko rosnąć. Brian karmiący Meagan. Brian czytający Meagan. Brian ciągnący Meagan w małym czerwonym wózeczku, cały roześmiany.

Trzy lata później Brian znowu przebrany za diabła, ale tym razem z Meagan w stroju lalki. Oboje uśmiechnięci. Na następnej fotografii Patricia, Brian i czteroletnia Meagan, uśmiechający się do obiektywu. Śliczna młoda matka i dwoje niewiarygodnie szczęśliwych, niewiarygodnie pięknych jasnowłosych dzieci.

Melanie odłożyła album. Ręce jej się trzęsły.

A potem wydarzyło się tamto. W gorący letni dzień Patricia i Brian zostawili Meagan pod opieką niani i poszli do lekarza. Tego popołudnia wydarzyła się tragedia i Meagan odeszła z tego świata.

Taka wspaniała rodzina.

W pudle nie było żadnego śladu istnienia Russella Lee Holmesa. Żadnych wycinków z gazet, ani jednej karty kondolencyjnej z pogrzebu. Na jednej stronie ostatnie zdjęcie Meagan, na drugiej pustka. Koniec opowieści.

Melanie przejrzała album od nowa. Jamie, Harper, Patricia. Harper i Patricia. Mały Brian. Ciężarna Patricia, mała Meagan. Meagan i Brian.

Coś ją zastanowiło.

Ciężarna Patricia, mała Meagan. Meagan i Brian.

Nie rozumiała. Coś ją dręczyło, prawie wiedziała, co, ale nie potrafiła tego nazwać.

Ciężarna Patricia, mała Meagan. Meagan i Brian…

Ach! A gdzie Harper? Dlaczego nie było tu ani jednego zdjęcia ojca z córeczką?

Nagle na górze rozległy się jakieś hałasy; dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, kroki ponad jej głową.

Ktoś był w domu. Melanie pospiesznie odłożyła album na miejsce. Pudełka Meagan były święte, a ona nie chciała, żeby ją przyłapano na grzebaniu w nich. Nie teraz, kiedy wszystko się gmatwa.

Kroki. Na korytarzu, w salonie, zmierzające w stronę gabinetu… To Harper. Wrócił ze szpitala i chce wypełnić dokumentację.

Melanie weszła cicho po starych drewnianych schodach, zakradła się na korytarz. Po chwili była już przed lustrem. Otrzepała ręce z kurzu, poprawiła dżinsowe szorty i niebiesko-żółtą bluzkę.

Harper chodził po gabinecie. Sądząc po odgłosach, był w podłym nastroju.

Po raz ostatni spojrzała w lustro i postanowiła, że się odważy.

Ojciec nigdy nie był przyjemny, kiedy się go do czegoś zmuszało, ale czasami potrafił przyznać, że nie ma racji. Mogła najpierw go przeprosić i zobaczyć, co on na to. Warto zaryzykować.

Poszła do gabinetu. Spodziewała się, że zastanie Harpera przy biurku.

A zobaczyła Williama Sheffielda rozrzucającego dokumenty ojca. Miał broń.

To był dla niego zły dzień, zły tydzień, złe życie. Ale teraz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Potrzebował tylko dowodu. Z pewnością Harper ma gdzieś jakieś finansowe dokumenty.

– William? – rozległ się kobiecy głos. – Co robisz?

Zesztywniał i powoli się odwrócił. W drzwiach stała Melanie, trzymająca ręce w kieszeniach z tyłu. Patrzyła z obawą na broń.

– Co robisz? – powtórzyła.

– Nie spodziewałem się ciebie. – Myślał, że w domu nikogo nie ma. Liczył na to, że nikt mu nie przeszkodzi. Ale ona go widziała, a słodka Melanie o wszystkim mówiła tatusiowi. Nie mógł do tego dopuścić.

– Co robisz, William?

– Zwiedzam. – Powiódł spojrzeniem po pokoju pełnym drogich ozdób i mebli. – Niezła chata. Zawsze się zastanawiałem, jak to jest, kiedy się mieszka w takim domu. Można by pomyśleć, że mama powi

– Wyjdź stąd – powiedziała chłodno. – Harpera nie ma, więc nie powinieneś wchodzić do jego gabinetu.

– Wiesz co? – Podszedł do niej. Spłoszyła się, zerkając na broń. – Gówno mnie obchodzi, co sobie myślisz. Jesteś tylko adoptowana, nie masz pojęcia o niczym!

– William…

Chciała się cofnąć. Wiedział, że nigdy nie uważała go za zagrożenie dla siebie. Teraz ruszył ku niej szybko i z satysfakcją ujrzał, że jej oczy wypełniają się strachem. Za późno. Przyparł ją do ściany.

– Odejdź!

– Dlaczego? Już cię kiedyś miałem.

– William, do diabła…

Chwycił ją za włosy i szarpnął. Krzyknęła, ale natychmiast się opanowała. Zawsze lubiła udawać twardą. Pora to zmienić. Pora wreszcie się zabawić na koszt Harpera.

– Dociera do ciebie?

– Ja… nie…

– Nie, oczywiście. Wiesz, jak na taką mądralę nie masz pojęcia o swojej rodzime. Tak, tak. Możesz się wściekać, możesz uważać, że jesteś ode mnie lepsza. Ale to nieprawda. Jesteś tylko bardziej naiwna. Ja się poznałem na twoim ojcu w pięć minut, a ty po dwudziestu latach dalej jesteś ciemna. To kto jest mądry?

Brutalnie szarpnął ją za włosy. Tym razem nie zdołała powstrzymać bolesnego syku. To mu się spodobało.

– Twój kochany tatuś myśli, że ma mnie w garści. Wydaje mu się, że będę mu ciągle pomagał w tych lipnych operacjach i nie połapię się, co się dzieje. Aha, o tym też nie wiedziałaś, co? – Niedbale wskazał lufą pokój za swoimi plecami. – Widzisz? To wszystko za brudne pieniądze. Twój tatuś może i jest najlepszym kardiochirurgiem w Bostonie, ale nie umie się obchodzić z pieniędzmi. Grzęźnie coraz głębiej. Myślisz, że zacznie się ograniczać, że narzuci rodzinie oszczędne życie? O, nie, nie on. On sobie wymyślił, że będzie krajać niewi

Usta jej zadrżały. Spojrzała mu prosto w oczy i odezwała się tym zimnym głosem, którego tak nie znosił:

– Nie wiem, o czym mówisz.

Uderzył ją w twarz. Nie jęknęła, czym sprawiła mu zawód, ale przynajmniej zauważył, że pękła jej warga. Pojawiły się kropelki krwi. Warga zaczęła puchnąć.

– Więc pożegnaj się z tatusiem, bo nie zamierzam znosić więcej niespodzianek. „Dostajesz to, na co zasługujesz”. Gówno prawda. Zauważyłem tego agenta w szpitalu. Wiem, co kombinuje i z pewnością nie pozwolę mu się wrobić.

– Boże! Dostałeś list!

– List? – Zmarszczył brwi z rozdrażnieniem. – Nie dostałem żadnego listu. Ktoś mi zostawił wiadomość, napisaną krwią na lustrze. Kto by pomyślał, że twojego starego stać na takie rzeczy?