Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 10 из 14

– Aż się wierzyć nie chce, jak ten Maxwell Taber zmienił się od wyjścia ze szpitala; ciut siny pod oczami, ciut szczuplejszy, ale to zupełnie i

Tymczasem światło w oknie sutereny pali się dzień w dzień długo po północy, a instalacje o opóźnionym działaniu dodają zręczności jego palcom, gdy pochyliwszy się nad zamroczoną proszkami nase

Kiedy wreszcie po zaprogramowanej liczbie lat wyczerpie mu się bateria, cale miasteczko wspomina go serdecznie, w miejscowej gazecie ukazuje się zdjęcie sprzed roku, przedstawiające go, jak pomaga skautom w Dniu Porządkowania Cmentarzy, a dyrektor szkoły przysyła jego żonie list, w którym pisze, że Maxwell Wilson Taber służył za wzór młodzieży ich wspaniałej społeczności.

Nawet dwóm przedsiębiorcom pogrzebowym, zazwyczaj chciwym skąpcom, miękną serca.

– Spójrz na niego – mówi jeden – stary Max Taber to był złoty człowiek. Co ty na to, żeby mu tak dać solidną, elegancką trumnę, nie licząc rodzinie nic ekstra? No, raz kozie śmierć, niech będzie na koszt firmy.

Każde takie wyleczenie powoduje, że szczęście rozsadza serce Wielkiej Oddziałowej, każda udana naprawa jest bowiem znakomitą reklamą jej metod i całego przemysłu medycznego. Wypisany pacjent to radość dla wszystkich.

Ale z nowymi to zupełnie i

Przed południem znów włączają mgielnicę, tym razem na mniejszą moc: mgła wciąż jest gęsta, ale widzę co nieco, jeśli wytężę wzrok. Pewnego dnia przestanę go wytężać, poddam się zupełnie i zgubię we mgle jak niektórzy Chronicy, teraz jednak ciekawi mnie nowy pacjent – chcę zobaczyć, jak się zachowa na zbliżającym się zebraniu grupy.

Za dziesięć pierwsza mgła się rozchodzi i czarni każą Okresowym uprzątnąć świetlicę. Pacjenci zaczynają wynosić stoły do gabinetu hydroterapii po drugiej stronie korytarza, zupełnie jakby się szykowała potańcówka, jak to komentuje McMurphy.

Wielka Oddziałowa obserwuje wszystko przez szybę. Od równo trzech godzin nie ruszyła się z miejsca, nie poszła nawet na drugie śniadanie. Punktualnie o pierwszej, kiedy ze świetlicy usunięto już stoły, lekarz opuszcza swój gabinet przy końcu korytarza, wchodzi, kłania się oddziałowej, mijając dyżurkę, i zasiada w fotelu odrobinę na lewo od drzwi. Dopiero wówczas pacjenci zajmują miejsca, a po chwili nadciągają pielęgniarki i stażyści. Kiedy wszyscy już siedzą, Wielka Oddziałowa wstaje od szyby, idzie na tyły dyżurki do stalowego pulpitu pokrytego tarczami i przyciskami, włącza urządzenie podobne do automatycznego pilota, żeby kierowało oddziałem podczas jej nieobecności, a następnie wkracza do świetlicy, niosąc dzie

Oddziałowa siada odrobinę na prawo od drzwi.

Gdy tylko siada, stary Pete Bancini podnosi się chwiejnie, zaczyna kiwać głową i sapać.

– Jestem zmęczony. Uff. Och, mój Boże. Strasznie zmęczony – powtarza jak zawsze, kiedy na oddział trafia nowy pacjent, który może będzie gotów go wysłuchać.

Wielka Oddziałowa nie patrzy w jego stronę. Przegląda papiery w koszyku.

– Niech ktoś usiądzie przy panu Bancinim – mówi – i postara się go uciszyć, żebyśmy mogli rozpocząć zebranie.

Billy Bibbit siada obok Pete’a, który wpatruje się w McMurphy’ego i kołysze głową z boku na bok, jakby dawał sygnały na przejeździe kolejowym. Pracował na kolei przez trzydzieści lat i wreszcie zużył się zupełnie, a teraz powtarza zapamiętane czy

– Jestem zmęczooony – woła, wyciągając szyję w stronę McMurphy’ ego.

– Spokojnie, Pete – szepcze Billy, kładąc piegowatą dłoń na kolanie staruszka.

– Strasznie zmęczony…

– Wiem, Pete. – Billy poklepuje go po kościstym kolanie i Pete opuszcza głowę; rozumie, że dziś nikt nie wysłucha jego skargi.

Oddziałowa zdejmuje z ręki zegarek, nakręca go, spoglądając na zegar ście

– W porządku. Możemy zaczynać?

Obraca sztywno głowę i z uśmiechem rozgląda się po świetlicy, żeby sprawdzić, czy nikt nie zamierza oponować. Chłopaki boją się napotkać jej wzrok – spuszczają oczy i oglądają sobie paznokcie. Wszyscy z wyjątkiem McMurphy’ego. Zajął fotel w rogu świetlicy, rozsiadł się w nim wygodnie i obserwuje każdy ruch oddziałowej. Cyklistówkę ma wciśniętą głęboko na rude kędziory, jakby zaraz miał startować w zawodach, a na jego kolanach leży talia kart – przekłada ją, a następnie składa z głośnym trzaskiem zwielokrotnionym przez ciszę. Wzrok oddziałowej zatrzymuje się przez moment na McMurphym. Miała go na oku, kiedy przez cały ranek grał w pokera, i choć nie zauważyła, by pieniądze przechodziły z ręki do ręki, podejrzewa, iż nie należy on do ludzi, którym w smak byłaby panująca na oddziale zasada, że gra się wyłącznie na zapałki. Przekładane karty znów szeleszczą, po czym rozlega się trzask i talia znika w potężnej dłoni McMurphy’ego.

Oddziałowa znów spogląda na zegarek, wyjmuje z tekturowej teczki kartkę papieru, zerka na nią i chowa ją z powrotem. Odkłada teczkę i bierze dzie

– Zaczynamy. Pod koniec piątkowego zebrania… omawialiśmy kłopoty pana Hardinga… z jego młodą żoną. Pan Harding poinformował nas, że jego żona ma wyjątkowo obfity biust, co jest dla niego krępujące, ponieważ wszyscy mężczyźni oglądają się za nią na ulicy.

Otwiera dzie

– Według uwag poczynionych w dzie

Oddziałowa jeszcze przez chwilę czyta po cichu dzie

– Pan Harding oświadczył ponadto, że obfity biust żony czasami wywołuje w nim poczucie niższości. Tyle informacji. Kto miałby ochotę dotknąć tej kwestii?

Harding zamyka oczy, pozostali milczą. McMurphy patrzy po chłopakach, a kiedy widzi, że żaden z nich nie zamierza się odezwać, podnosi rękę do góry i jak uczniak strzela palcami. Oddziałowa kiwa głową.

– Panie… hm… McMurry?

– Dotknąć czego?

– Słucham?

– Pytała siostra: “Kto ma ochotę dotknąć…?”

– Dotknąć… kwestii, panie McMurry, problemów pana Hardinga z żoną.

– Aha. Myślałem, że możemy dotknąć jej… no, czego i

– A co i

Urywa. O mało nie zbił jej z tropu. Okresowi uśmiechają się ukradkiem, McMurphy zaś przeciąga się szeroko, ziewa, mruga do Hardinga. Po chwili oddziałowa, już całkiem opanowana, chowa dzie

– McMurry, Randle Patrick. Skierowany do kliniki z penitencjarnej farmy w Pendleton. Na obserwację i ewentualne przymusowe leczenie. Lat trzydzieści pięć. Kawaler. Odznaczony w Korei za zorganizowanie ucieczki z komunistycznego obozu jenieckiego. Usunięty z wojska za brak subordynacji. Dalej następuje litania bójek ulicznych, awantur w lokalach oraz aresztów za pijaństwo, pobicia, zakłócanie porządku i – najliczniej – za szulerstwo. Raz aresztowany… za nierząd.