Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 3 из 55

Opis Powszechnej Faktorii Handlowej byłby niepełny, gdybym nie wspomniał o Małej. Była to Murzynka, nastolatka, żyjąca razem z nami. Znaleźliśmy ją w sposób tak dziwaczny, jak to tylko możliwe, niespełna rok wcześniej.

Wyprawy myśliwskie zabierały nam niewiele czasu, nie dłużej jak dwa tygodnie, i to nieczęsto. Liczne nasze wypady miały i

Na pierwszy rzut oka wzięliśmy ją za białą, tak jasną miała skórę. Przyjrzeliśmy się jej bliżej, mimo jej wściekłego wzroku, i prawda wyszła na jaw. Była Murzynką o białej skórze. Miała afrykańskie rysy, ruchy, włosy i zachowanie. Tylko jej skóra miała ten dziwny śródziemnomorski odcień. Była Mulatką lub córką Mulata, miała jedną czwartą białej krwi: wnuczka kolonisty, który zaspokoił swoje żądze ze służącą, albo zako

Naczelnik wioski, który sprzedawał nam właśnie zestaw drewnianych posążków, zaproponował, by dołączyć ją do towaru i wliczyć w cenę. Jak zrozumieliśmy, dziewczynka nie była akceptowana przez i

Potrzebowała sporo czasu, by się przyzwyczaić, i przeszła wiele kryzysów i okresów zamknięcia w sobie. Później pomału zdała sobie sprawę, że jesteśmy sympatyczni, że wygłupiamy się jak dzieci, że życie z nami jest wygodne i że ją lubimy. Uspokoiła się więc i zaczęła się starać, by być użyteczną. W ciągu kilku miesięcy, pod kierunkiem Paula, który ją sobie upodobał, stała się kompetentną kucharką i dostąpiła zaszczytu ponoszenia pełnej odpowiedzialności za nasz stół. Nauczyła się języka Kuju z niebywałą szybkością, podobnie jak gotowania ulubionych dań Paula, i potrafiła nawet powiedzieć parę słów łamaną francuszczyzną.

Do pomocy dałem jej małego Kuju, który, choć nikt go o nic nie prosił, przyszedł i zamieszkał u nas. Nazywał się Octave, dla Paula i przyjaciół – Tatave. Był miejscowym przygłupem. Jako taki nie był wprawdzie wypędzony z wioski, ale żył poza społecznością. W przeciwieństwie do i

Nie wiem, dlaczego ludzie Kuju uznali go za kretyna. Zawsze wydawał mi się raczej sprytny, a jego zachowanie sensowne. Mała nie pozwalała mu wymigiwać się od roboty i przez cały dzień wieszała na nim psy. Trzeba przyznać, że jego specjalnością było sypianie w naszych hamakach lub w fotelu. Kiedy ktoś siadał na nim przez nieuwagę, otrząsał się w milczeniu, schodził bez pośpiechu i wyruszał na poszukiwanie nowego legowiska, przejawiając najwyższą obojętność. Krótko mówiąc, podobnie jak wszyscy pozostali w tym hangarze nad wodą, Tatave był człowiekiem dosyć niecodzie

W Afryce tragedie zapominane są równie szybko, jak intensywnie były przeżywane. Nocna zabawa zmyła wszelkie ślady żałoby. Jak tu pozostawać w napięciu wobec ogromu zielonej wody u naszych stóp, wobec odblasków słońca na rzece, w przyjemnym jeszcze cieple wczesnego poranka?

W dole pod tarasem, na którym jedliśmy śniadanie, pięciu ludzi Kuju, naszych regularnych pracowników, oraz dziesiątka leniwych chłopców rozładowywali naszą pirogę: przenosili worki i skrzynie z towarami przywiezionymi z Kinszasy i Brazzaville.

– Ale przecież taki słoniowy kieł ma jakieś rozmiary – denerwował się Paulo. – Dobrze widziałaś? Powiedz no, był taki jak ten stół, czy większy?

– Wielki! Wielki! Większy! – powtarzała Mała wywracając oczami, ubrana jedynie w różową przepaskę zawiązaną dookoła bioder.

– On wieeeelki! – krzyknęła rozciągając ręce.

– A kieł? Widziałaś kieł?

Mała miała gdzieś kieł i ciężar kości słoniowej. Potrafiła myśleć jedynie o ogromnej przerażającej górze, którą zobaczyła. Żeby dać nam jakieś wyobrażenie, mogła tylko rozłożyć maksymalnie ręce, podnieść oczy do nieba i mnożyć przerażone grymasy. Potwór wielki jak dom. A może większy!

– Taaaak! Wielki! Ja bać się, biec szybko, szybko. Bebe biec. Też bać się.

Bebe, jej mały piesek, był małym kundlem o żółtej sierści, który wszędzie za nią łaził z miną winowajcy. Podskakiwał wokół swojej pani, robiąc wrażenie jeszcze bardziej przerażonego niż ona, która teraz tupała z podniesionymi obiema rękami. Trudno było nie widzieć jej małych, spiczastych piersi o ładnym okrągłym kształcie i jędrnym wyglądzie, którymi w ten sposób potrząsała przed naszym nosem.

Mała robiła się ładna.

– Dość już tego – warknął Paulo. – Schowaj swoje cycki, nie pokazuj ich tak! Nie, żeby były brzydkie, ale moglibyśmy…

Wyciągnął nieznacznie rękę w kierunku jednego ze wzgórków, żeby go uszczypnąć. Mała oburzona uskoczyła w tył i naturalnie zaczęła wrzeszczeć i podskakiwać jeszcze bardziej.

– No, moja śliczna… już dobrze, już… Spokojnie, moja piękna…

– Ty niedobry! Ty, stary niedobry! Nieładny!

Paulo pospiesznie zniknął, by po chwili wrócić z paczką prezentów dla Małej. Podczas naszego wypadu do Kinszasy i Brazzaville, żeby załatwić interesy, zakupy i zafundować sobie porządną kąpiel w nowoczesności, pomyśleliśmy oczywiście i o tym, żeby przywieźć jej parę drobiazgów.

Paulo wyciągnął długą bawełnianą jaskrawozieloną koszulkę z nadrukiem w postaci kaczora Donalda, wielką spinkę do włosów i plastikową bransoletkę w tym samym odblaskowym zielonym kolorze.

– No, lepiej to włóż, bo już nas denerwujesz!

Mała zastygła bez ruchu. Śliczny radosny uśmiech rozjaśnił jej twarz. Popatrzyła na nas po kolei błyszczącymi z zadowolenia oczami i burknęła:

– Zgoda. Ja założyć koszulka.

– Oczywiście, malutka. Jak się jest panienką, nie lata się z piersiami na wierzchu; to dobre dla dzieci, nie dla młodych dziewcząt!

Wszyscy staraliśmy się wpoić Małej podstawowe zasady przyzwoitości. W ciągu paru miesięcy mała niezgrabna dziewczynka przemieniła się w dużą nastolatkę, a później, w ciąga ostatnich tygodni, w urodziwą roześmianą dziewczynę i muszę przyznać, o całkiem ponętnych kształtach.

Nie wiedziałem, czy jest to niemoralne, jak mawiał Paulo, który nigdy nie wydawał mi się mistrzem, jeśli chodzi o dziewczyny. Było jednak pewne, że obecność wspomnianych wdzięków powodowała zaburzenia w naszym męskim towarzystwie w sposób całkiem naturalny. Mała protegowana czy nie, młodsza siostrzyczka czy nie, kiedy coś jest ładne, to się na to patrzy. A Mała, ta spryciara, szybko zdała sobie z tego sprawę. Wystarczyło pełne podziwu gwizdnięcie, tak w żartach, i parę komplementów, by zrozumiała, że wszystkie te krągłości były powodem nowego rodzaju względów.