Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 31 из 58

Kiedy doszli do wody, tak jak rano, zsunęli buty i zostawili je na piasku. Nikogo nie było w pobliżu. Szli nieśpiesznie, blisko siebie. Garrett zaskoczył ją, biorąc za rękę. Poczuła ciepło jego dłoni i przez chwilę wyobraziła sobie, że dotyka jej skóry. Myśl wywołała nagły skurcz żołądka. Zerknęła na niego, ciekawa, czy wie, co jej chodzi po głowie.

Szli dalej, rozkoszując się wieczorem.

– Już dawno nie spędziłem tak dnia – powiedział w końcu Garrett, jakby nagle coś sobie przypomniał.

– Ani ja.

Szli po zimnym piasku bosymi stopami.

– Garrett, pamiętasz, jak zaprosiłeś mnie na łódź? – spytała Teresa.

– Tak.

– Dlaczego zaproponowałeś, żebym z tobą popłynęła?

Spojrzał na nią zaciekawiony.

– Czemu pytasz?

– Miałeś taką minę, jakbyś od razu zaczął żałować, że to powiedziałeś.

Wzruszył ramionami.

– Nie jestem pewny, czy słowo „żałować” jest właściwe. Chyba byłem zdziwiony, że cię zaprosiłem, ale nie żałowałem.

Uśmiechnęła się lekko.

– Czyżby?

– Na pewno. Musisz pamiętać, że od ponad trzech lat pływałem sam. Kiedy powiedziałaś, że nigdy nie żeglowałaś, dotarło do mnie, że już jestem zmęczony samotnością.

– Czyżbym znalazła się we właściwym miejscu o właściwej porze?

Potrząsnął głową.

– Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało. Chodziło mi o ciebie, nie sądzę, żebym zaproponował komuś i

Zrobiło się jej lekko na sercu, gdy usłyszała jego słowa. Szli dalej obok siebie. Nagle jego kciuk zaczął zataczać małe kółka na skórze jej dłoni.

– Czy przewidywałaś, że będziesz miała takie wakacje?

Zawahała się i doszła do wniosku, że to nie jest najlepsza pora na wyznanie mu prawdy.

– Nie.

Spacerowali dalej. Oprócz nich na plaży było jeszcze kilka osób, ich sylwetki rysowały się w oddali. Teresa dostrzegała tylko cienie.

– Jak sądzisz, czy przyjedziesz tu jeszcze kiedyś? Na przykład na następne wakacje?

– Nie wiem. Dlaczego pytasz?

– Bo chyba miałem nadzieję, że tak się stanie.

Daleko przed sobą widziała światełka na molo. Znowu poczuła poruszenie jego palców w swojej dłoni.

– Przygotujesz kolację?

– Przyszykuję wszystko, co chcesz. Pod warunkiem, że będzie to stek.

Roześmiała się cicho.

– Zastanowię się. Obiecuję.

– A jeśli dorzucę kilka lekcji nurkowania?

– Kevin ucieszyłby się bardziej ode mnie.

– To zabierz go ze sobą.

Spojrzała na niego.

– Nie miałbyś nic przeciwko temu?

– Nic a nic. Z przyjemnością go poznam.

– Założę się, że byś go polubił.

– Wiem, że tak.

Szli w milczeniu obok siebie. Przerwała je Teresa.

– Garrett, mogę cię o coś spytać?

– Jasne.

– Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale… – Zawahała się, a on popatrzył na nią pytająco.

– Co?

– Powiedz mi, czy dopuściłeś się w życiu czegoś złego?

Wybuchnął śmiechem.

– A co to za pytanie?

– Chcę wiedzieć. Zawsze o to pytam. Dzięki temu wiem, jaki ten ktoś jest naprawdę.

Zamyślił się na chwilę.

– Pamiętam, że doszło do tego pewnej grudniowej nocy. Z paczką przyjaciół popijaliśmy i zdrowo rozrabialiśmy. Skończyło się na szaleńczej jeździe ulicą udekorowaną na święta Bożego Narodzenia. Zaparkowaliśmy, a potem wykręciliśmy i ukradliśmy wszystkie żarówki, do których mogliśmy dosięgnąć.

– Nie mogliście tego zrobić!

– Zrobiliśmy. Było nas pięciu. Żarówkami załadowaliśmy cały tył ciężarówki, a przewody zostawiliśmy. To było najgorsze, ponieważ wyglądało tak, jakby jakiś potwór z bajki przeszedł ulicą. Spędziliśmy tam prawie dwie godziny, zarykując się ze śmiechu. Poprzedniego dnia opisano w gazetach tę ulicę jako jedną z najładniej udekorowanych w mieście… A kiedy skończyliśmy… Nie potrafię sobie wyobrazić, co ludzie o tym myśleli. Musieli być wściekli.

– To straszne!

– Wiem. Zachowaliśmy się okropnie, ale wtedy było cudownie.

– A ja myślałam, że taki miły z ciebie chłopiec…

– Jestem miły…

– Nie, byłeś potworem z bajki. Co jeszcze wyprawiałeś z przyjaciółmi? – dopytywała się zaciekawiona.

– Naprawdę chcesz wiedzieć?

– Chcę.

Opowiedział jej o i

– Nigdy nic takiego jak ty nie zrobiłam – odparła skromnie. – Zawsze byłam grzeczną dziewczynką.

Roześmiał się, czuł się trochę oszukany, ale mu to nie przeszkadzało. Wiedział, że nie powiedziała całej prawdy.

Przeszli całą długość plaży, wspominając dzieciństwo i młodość. Teresa próbowała go sobie wyobrazić jako młodego chłopca. Zastanawiała się, co by o nim pomyślała, gdyby poznała go na studiach. Czy uznałaby go za tak atrakcyjnego jak teraz? Czy ponownie zakochałaby się w Davidzie? Chciała wierzyć, że doceniłaby dzielące ich różnice, ale czy na pewno? David wydawał się taki doskonały.

Przystanęli na chwilę i popatrzyli na wodę. Stał obok niej, dotykali się lekko ramionami.

– O czym myślisz? – spytał Garrett.

– O tym, jak dobrze się z tobą milczy.

Uśmiechnął się lekko.

– Właśnie uświadomiłem sobie, że powiedziałem ci mnóstwo rzeczy, których nikomu nie zdradziłem.

– Czy dlatego, że wracam do Bostonu i wiesz, że nikomu nie powiem?

Zaśmiał się krótko.

– Nie, to nie tak.

– Więc jak?

Spojrzał na nią zdziwiony.

– Nie wiesz?

– Nie – odparła z uśmiechem, który miał go zachęcić do zwierzeń.

Zastanawiał się, jak wyjaśnić coś, czego sam do końca nie rozumie. Trochę trwało, zanim uporządkował myśli i zaczął mówić.

– Chyba dlatego, że chciałbym, abyś wiedziała, jaki jestem naprawdę. Jeśli mnie poznasz i nadal będziesz chciała spędzić ze mną trochę czasu…

Teresa nie zareagowała, ale zdawała sobie sprawę, co próbuje jej powiedzieć. Garrett odwrócił głowę.

– Przepraszam. Nie chciałem postawić cię w niezręcznej sytuacji.

– Nie znalazłam się w niezręcznej sytuacji – uspokoiła go Teresa. – Cieszę się, że to powiedziałeś.

Po krótkiej chwili ruszyli dalej.

– Ale nie czujesz tego co ja.

Spojrzała na niego.

– Garrett… ja…

– Nie musisz mi nic mówić.

– Muszę. – Nie pozwoliła mu dokończyć. – Oczekujesz odpowiedzi, a ja chcę ci jej udzielić… – urwała, zastanawiając się, jak najlepiej wyrazić swoje uczucia. Głęboko zaczerpnęła powietrza. – Po rozstaniu z Davidem nastał dla mnie okropny czas. Kiedy uznałam, że mam go już za sobą, zaczęłam umawiać się na randki. Ale mężczyźni, których spotykałam… Nagle okazało się, że świat zmienił się w czasie trwania mojego małżeństwa. Wszyscy pragnęli coś dostać, nikt nie chciał nic dać. Chyba rozczarowałam się do mężczyzn w ogóle.

– Nie wiem, co powiedzieć…

– Garrett, nie mówię ci o tym dlatego, że uważam, że ty też taki jesteś. Sądzę, że jesteś zupełnie i

– Nigdy bym cię nie skrzywdził – powiedział łagodnie.

Zatrzymała się i popatrzyła mu prosto w twarz.

– Wiem, że w to wierzysz, Garrett. Przez ostatnie trzy lata walczyłeś z własnymi upiorami. Nie wiem, czy jesteś już gotów żyć dalej, a jeśli nie, to właśnie mnie skrzywdzisz.

Mówiła bez ogródek… Upłynęła dłuższa chwila, nim odpowiedział. Zmusił się do spojrzenia jej w oczy.

– Tereso… od kiedy się poznaliśmy… sam nie wiem… – urwał i uświadomił sobie, że nie potrafi opisać swoich uczuć.