Страница 16 из 58
– Czy jest tu? Chodzi mi o Garretta…
– Nie, poszedł do portu. Przyjdzie później…
– Och…
– Wiem, że sklep jest trochę zagracony, ale znajdzie tu pani wszystko, co potrzeba do nurkowania.
– Nie, dziękuję, właściwie tylko oglądałam.
– Dobrze, jeśli będzie pani chciała coś wybrać, proszę dać mi znać.
– Zrobię to – odparła.
Młody człowiek wesoło kiwnął głową i odwrócił się, chcąc odejść do kontuaru usytuowanego bliżej drzwi wejściowych do sklepu. Teresa usłyszała własny głos, zanim to sobie uświadomiła.
– Mówił pan, że Garrett jest w porcie?
Odwrócił się i podszedł ponownie do niej.
– Tak, dwie przecznice stąd. Wie pani, gdzie to jest?
– Chyba minęłam port po drodze.
– Powinien być tam jeszcze około godziny, ale jak już mówiłem, jeśli wróci pani później, będzie w sklepie. Może mu coś przekazać?
– Nie, dziękuję. Nie trzeba.
Spędziła następne trzy minuty, udając, że uważnie ogląda towary na półkach, potem wyszła, machając młodemu człowiekowi na pożegnanie.
Zamiast jednak do samochodu – skierowała się w stronę portu.
`ty
Dotarła do portu i rozejrzała się w nadziei, że dostrzeże „Happenstance”. Ogromna większość łodzi była pomalowana na biało, a ta Garretta miała barwę naturalnego drewna, więc znalazła ją bez trudu i ruszyła w kierunku właściwego doku.
Gdy szła nabrzeżem, ogarnęło ją zdenerwowanie. Pocieszała się, że przeczytane w sklepie artykuły podsunęły jej kilka tematów do rozmowy. Kiedy już go pozna, wyjaśni mu po prostu, że opis „Happenstance” zachęcił ją do obejrzenia łodzi z bliska. Brzmiało to wiarygodnie. Miała nadzieję, że uda się ten wstęp zamienić w długą pogawędkę. Wówczas zorientuje się, jakim jest człowiekiem. Potem… potem zobaczy.
Gdy podeszła do łodzi, stwierdziła, że była zamknięta, a żagiel przykryty pokrowcem. Wszystko leżało na swoim miejscu. W pobliżu nikogo nie zauważyła. Rozejrzała się jeszcze wokół, by sprawdzić, czy Garrett gdzieś się nie kręci, i przeczytała nazwę na rufie łodzi. Była to „Happenstance”. Odgarnęła włosy z twarzy i zamyśliła się na chwilę. Dziwne – pomyślała – mężczyzna w sklepie mówił, że na pewno go tutaj zastanie.
Zamiast zawrócić uważnie przyjrzała się łodzi. Była piękna, i
Postanowiła w końcu, że później zajrzy do „Nurkowania na Wyspach”. Mężczyzna ze sklepu musiał się pomylić. Po raz ostatni rzuciła okiem na łódź i odwróciła się, by odejść.
Na nabrzeżu o kilka metrów od niej stał mężczyzna i uważnie się jej przyglądał.
Garrett…
Pocił się w pora
Pod wpływem jego wzroku Teresa bezwiednie cofnęła się o krok.
– Może w czymś pani pomóc? – zapytał. Uśmiechnął się, ale nie podszedł bliżej, jakby obawiał się, że ona może odnieść wrażenie, iż znalazła się w pułapce.
Właśnie tak się poczuła, gdy spotkały się ich spojrzenia.
Przez chwilę mogła tylko wpatrywać się w niego bez słowa. Widziała jego zdjęcie, ale wyglądał lepiej, niż się spodziewała, chociaż nie wiedziała dlaczego. Był wysoki i miał szerokie bary. Nie był uderzająco przystojny, miał ogorzałą, surową twarz, jak gdyby słońce i morze zostawiły na niej swój ślad. Jego wzrok nie wywierał tak hipnotyzującego wpływu jak spojrzenie Davida, ale przykuwał uwagę. Było coś niezwykle męskiego w jego postawie.
Przypomniała sobie swój plan. Wzięła głęboki oddech. Wskazała ręką „Happenstance”.
– Podziwiałam pańską łódź. Jest naprawdę piękna.
Pocierał dłonie, jakby chciał się pozbyć smaru.
– Dziękuję, to bardzo miłe z pani strony.
Nieruchome spojrzenie jego oczu zdawało się podkreślać realizm sytuacji. Nagle wszystko do niej wróciło – znalezienie butelki, rosnące zaciekawienie, poszukiwania, podróż do Wilmington i wreszcie to spotkanie: twarzą w twarz. Ogarnęło ją dziwne uczucie. Zamknęła oczy, próbując odzyskać panowanie nad sobą. Nie spodziewała się, że wszystko potoczy się tak szybko. Nagle poczuła strach.
Postąpił mały krok do przodu.
– Dobrze się pani czuje? – zapytał z troską.
Odetchnęła głęboko i zmusiła się do spokoju.
– Tak, chyba tak. Zakręciło mi się trochę w głowie.
– Na pewno?
Zawstydzona, odgarnęła włosy.
– Tak. Nic mi nie jest. Naprawdę.
– To dobrze – powiedział takim tonem, jakby chciał sprawdzić, czy ona mówi prawdę. Potem, gdy już się upewnił, że nie skłamała, zapytał z zaciekawieniem:
– Czy już się kiedyś spotkaliśmy?
Teresa pokręciła przecząco głową.
– Nie sądzę.
– Skąd pani wiedziała, że to moja łódź?
– Och… zobaczyłam pańską fotografię w sklepie – odpowiedziała z ulgą. – Były tam zdjęcia łodzi. Młody człowiek powiedział, że tu pana zastanę, więc pomyślałam, że skoro już tu pan jest, mogłabym przyjść i obejrzeć łódź.
– Powiedział, że będę tutaj?
Umilkła i przypomniała sobie słowa sprzedawcy.
– Właściwie wspomniał o dokach. Sądziłam, że to znaczy, iż będzie pan tutaj.
Skinął głową.
– Byłem na i
Przepływając obok, mały rybacki kuter uruchomił syrenę. Garrett odwrócił się i pomachał do mężczyzny stojącego na pokładzie. Kuter popłynął dalej, a Garrett wrócił spojrzeniem do niej. Uderzyła go jej uroda. Z bliska była ładniejsza niż wtedy, gdy patrzył na nią z przeciwnej strony nabrzeża. Spuścił wzrok i sięgnął po czerwoną chustkę wetkniętą w tylną kieszeń szortów. Otarł pot z czoła.
– Wspaniale pan ją odnowił – powiedziała Teresa.
Uśmiechnął się blado i schował chustkę.
– Dziękuję za uprzejme słowa.
Teresa zerknęła na „Happenstance”, potem popatrzyła na Garretta.
– Wiem, że to nie moja sprawa – zaczęła swobodnie – ale skoro już pan tu jest, czy mogłabym zadać panu kilka pytań na temat łodzi?
Z jego miny zorientowała się, że nie pierwszy raz go o to proszono.
– Co chciałaby pani wiedzieć?
Starając się, żeby zabrzmiało to naturalnie, spytała:
– Czy była w bardzo złym stanie, kiedy pan ją kupił, tak jak napisano w artykule?
– Właściwie to było nawet gorzej. – Podszedł bliżej i wskazywał miejsca, o których mówił. – Na dziobie było bardzo dużo zbutwiałego drewna, w burcie znaleźliśmy kilka przecieków. To był prawdziwy cud, że unosiła się na wodzie. Skończyło się na wymianie sporej części kadłuba, a to, co z niego zostało, trzeba było dokładnie oszlifować, uszczelnić i ponownie pomalować. Musieliśmy zrobić również wnętrze i to trwało o wiele dłużej.
W jego odpowiedzi wyłowiła słowo „musieliśmy”, ale postanowiła tego nie komentować.
– Była to chyba ogromna praca. – Uśmiechnęła się, mówiąc to, a Garrett poczuł ucisk w żołądku. Cholera, ale ona jest ładna.
– Owszem, ale warto było. O wiele przyjemniej żegluje się na tej łodzi niż na i
– Dlaczego?
– Ponieważ zbudowali ją ludzie, którzy na niej zarabiali na życie. Zaprojektowali ją bardzo stara
– Rozumiem, że żegluje pan od dawna.
– Od dzieciństwa.
Pokiwała głową. Po krótkim namyśle zrobiła mały krok w kierunku łodzi.