Страница 7 из 34
– Landon… co za niespodzianka! – zawołała, trzymając klamkę. Jamie cieszyła się z każdego spotkania, ze mną też, odniosłem jednak wrażenie, że moja wizyta nieco ją zaskoczyła. – Wyglądasz, jakbyś przed chwilą ćwiczył.
– Nie, dlaczego? – odparłem, ocierając czoło. Kolka na szczęście szybko mijała.
– Masz koszule mokrą od potu.
– A, o to ci chodzi? – mruknąłem, spoglądając na koszule. – To nic takiego. Po prostu bardzo się pocę.
– Może powinieneś pójść do lekarza?
– Nic mi nie jest, słowo daję.
– Tak czy owak, pomodlę się za ciebie – powiedziała z uśmiechem.
Liczba osób, za których modliła się Jamie, była bardzo duża. Mogłem oczywiście przyłączyć się do ich grona.
– Dzięki – odparłem.
Jamie spuściła wzrok i przestąpiła z nogi na nogę.
– Zaprosiłabym cię do środka, ale ojca nie ma w domu, a on nie pozwala, żeby chłopcy wchodzili do mnie podczas jego nieobecności.
– Och, nie ma sprawy – mruknąłem markotnie. – Możemy chyba porozmawiać tutaj.
Gdyby to ode mnie zależało, wolałbym wejść do środka.
– Chcesz się napić lemoniady, kiedy usiądziemy? – zapytała. – Właśnie zrobiłam.
– Z przyjemnością – odparłem.
– Zaraz wracam.
Weszła do środka, ale zostawiła drzwi otwarte, więc zajrzałem szybko do środka. Zauważyłem, że salon był niewielki, ale schludny. Przy jednaj ze ścian stało pianino, przy drugiej sofa. W kącie kręcił się mały wiatraczek. Na stoliku od kawy leżały książki o tytułach takich jak „Słuchając Jezusa” oraz „wiara jest odpowiedzią”. Leżała tam również Biblia, otwarta na Ewangelii świętego Łukasza.
Chwile później Jamie wróciła z lemoniadą i usiedliśmy na dwóch krzesłach w rogu werandy. Wiedziałem, że ona i ojciec siadują tam wieczorami, bo czasem przechodziłem obok ich domu. Kiedy tylko zajęliśmy miejsca, zobaczyłem po drugiej stronie ulicy jej sąsiadkę, panią Hastings, która nam pomachała. Jamie pomachała jej również, a ja przesunąłem trochę krzesło, żeby pani Hastings nie zobaczyła mojej twarzy. Chociaż miałem zamiar zaprosić Jamie na bal, nie chciałem, by ktokolwiek – nawet pani Hastings – zobaczył mnie, gdyby Jamie przyjęła już wcześniej zaproszenie Careya.
– Co ty robisz? – zapytała Jamie. – Usiadłeś na słońcu.
– Lubię słońce – stwierdziłem.
Prawie natychmiast jednak poczułem na koszuli palące promienie i zacząłem się znowu pocić.
– Skoro tak wolisz… – powiedziała z uśmiechem. – Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać?
Podniosła rękę i poprawiła sobie włosy, które moim zdaniem w ogóle tego nie potrzebowały. Wziąłem głęboki oddech, próbując się zmobilizować, nie byłem jednak w stanie wyjawić jej, z czym przyszedłem.
– Więc byłaś dzisiaj w sierocińcu? – powiedziałem zamiast tego.
Rzuciła mi zdziwione spojrzenie.
– Nie. Byłam z ojcem u lekarza.
– Twój ojciec dobrze się czuje?
– Jest zdrów jak rydz. – odparła z uśmiechem.
Kiwnąłem głową i zerknąłem na ulicę. Pani Hastings zniknęła we wnętrzu swojego domu i nie widziałem nikogo i
– Piękny mamy dzisiaj dzień – oznajmiłem, zacinając się.
– Owszem, piękny.
– I ciepły.
– To dlatego, że siedzisz na słońcu.
Rozejrzałem się dookoła, czują, jak robi mi się gorąco.
– Założę się, że na niebie nie ma ani jednej chmurki – oświadczyłem, drążąc dalej ten temat.
Tym razem Jamie nie odpowiedziała i przez kilka chwil siedzieliśmy w milczeniu.
– Nie przyszedłeś tu chyba, żeby mówić o pogodzie, Landon – stwierdziła w końcu.
– Właściwie nie.
– Więc po co przyszedłeś?
Nadeszła godzina prawdy i głośno odchrząknąłem.
– To znaczy… chciałem zapytać czy nie wybierasz się na bal na rozpoczęcie roku.
– Och – westchnęła.
Ton jej głosu wskazywał, że nie miała pojęcia o czymś takim, jak bal na rozpoczęcie roku. Wiercąc się na krześle, czekałem na jej odpowiedź.
– Naprawdę tego nie planowałam – wyznała w końcu.
– Ale czy zrobiłabyś to, gdyby ktoś cię zaprosił?
Przez dłuższą chwile milczała.
– Nie jestem pewna – odparła ostrożnie. – Ale przypuszczam, że mogłabym pójść, gdybym miała taką sposobność. Nigdy jeszcze nie byłam na balu na rozpoczęcie roku.
– Są fajne – powiedziałem szybko. – Nie aż tak strasznie fajne, ale fajne.
Zwłaszcza w porównaniu z i
– Musze oczywiście porozmawiać wcześniej z ojcem, ale jeśli nie będzie miał nic przeciwko temu, chyba mogłabym się wybrać.
Na drzewie nad werandą zaczął awanturować się jakiś ptak, zupełnie jakby wiedział, że nie powinienem w ogóle przebywać w tym miejscu. Skupiłem się na jego ćwierkaniu, próbując uspokoić nerwy. Jeszcze przed dwoma dniami w ogóle nie wyobrażałem sobie, że do czegoś takiego dojdzie, teraz jednak usłyszałem wypowiedziane przez siebie samego słowa:
– Chciałabyś wybrać się na ten bal ze mną?
Widziałem, że jest zaskoczona. Sądziła chyba, iż cały ten wstęp ma związek z jakąś i
Zamiast od razu odpowiedzieć odwróciła się i przez dłuższy czas spoglądała w bok. Żołądek podchodził mi do gardła, bo obawiałem się, że odmówi. Przez głowę przelatywały mi obrazy mojej matki, wymiotów oraz Careya Da
– Chętnie z tobą pójdę – oświadczyła – ale pod jednym warunkiem…
Zacisnąłem zęby, mając nadzieję, że to nie będzie coś zbyt strasznego.
– Tak?
– Musisz obiecać, że się we mnie nie zakochasz.
Zrozumiałem, że żartuje, bo się roześmiała, nie mogłem jednak powstrzymać westchnienia ulgi. Czasami Jamie miała zaskakujące poczucie humoru.
Uśmiechnąłem się i dałem jej słowo.
Rozdział 3
Chociaż Jamie nie była ani razu na balu na rozpoczęcie roku, chodziła przedtem na kościelne potańcówki. Tańczyła całkiem nieźle – ja też byłem na kilku takich imprezach i widziałem ją – ale szczerze mówiąc, trudno było przewidzieć, jak poradzi sobie z kimś takim jak ja. Na kościelnych potańcówkach zawsze tańczyła ze starszymi osobami, bo nie zapraszał jej żaden z rówieśników, i tak naprawdę była dobra tylko w tańcach, które cieszyły się popularnością przed trzydziestu laty. W gruncie rzeczy nie wiedziałem, czego się po niej spodziewać.
Przyznaje, że miałem również pewne obawy co do tego, jak się ubierze, ale nic jej o tym nie mówiłem. Na kościelnych potańcówkach ubrana była na ogół w stary sweter i jedną z tych plisowanych spódniczek, które widzieliśmy codzie