Страница 23 из 34
– Było bardzo miło, kiedy siedzieliśmy razem pod choinką – rzuciłem lekkim tonem.
– Tak, owszem – odparła. Ale myślami była wciąż gdzieś indziej.
– Ty też wyglądałaś bardzo ładnie.
– Dziękuję.
Wszystko to nie odnosiło większych efektów.
– Mogę cię o coś zapytać? – powiedziałem wreszcie w nadziei, że odzyskam jej uwagę.
– Jasne – odparła.
Wziąłem głęboki oddech.
– Czy jutro po nabożeństwie… i oczywiście po tym, jak spędzisz trochę czasu ze swoim ojcem… – przerwałem i spojrzałem na nią. – Czy przyszłabyś jutro do mojego domu na świąteczny obiad?
Chociaż jej twarz wciąż odwrócona była do okna, zobaczyłem na niej niewyraźny cień uśmiechu.
– Tak, Landon. Przyjdę bardzo chętnie – odparła.
Odetchnąłem z ulgą, nie bardzo wierząc, że rzeczywiście ją zaprosiłem, i nadal zachodząc w głowę, jak do tego wszystkiego doszło. Mijaliśmy domu, w których oknach stały udekorowane choinki, a potem przecięliśmy Beaufort City Square. Kilka minut później wyciągnąłem rękę i wziąłem jej dłoń w swoją i żeby dopełnić miary mojego szczęścia Jamie wcale jej nie cofnęła.
Gdy zatrzymaliśmy się przed jej domem, światła w salonie wciąż się paliły i widziałem za zasłonami Hegberta. Przypuszczałem, że czekał na nas, bo pragnął się dowiedzieć, jak udał się wieczór w sierocińcu. A może nie chciał, żebym pocałował w progu jego córkę. Wiedziałem, że wcale by mu się to nie podobało.
Myślałem o tym – to znaczy, co zrobić w momencie pożegnania – kiedy wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę drzwi. Jamie sprawiała wrażenie spokojniej i zadowolonej; myślę, że cieszyła się z tego, że zaprosiłem ją do siebie. Ponieważ była dość sprytna, żeby zgadnąć, co zrobiłem dla sierot, podejrzewałem, że była również dość sprytna, by zrozumieć dobrze sytuację, w jakiej znalazłem się przed balem na rozpoczęcie roku. Uświadomiła sobie chyba, iż dopiero teraz zapraszam ją z własnej woli.
Kiedy wchodziliśmy po stopniach, zobaczyłem, że Hegbert wygląda zza zasłony i szybko się cofa. W przypadku niektórych rodziców, na przykład Angeli, oznaczało to, iż wiedzą, że wróciliście do domu, i macie jeszcze jakąś minutę, nim otworzą się drzwi. Na ogół dawało to wam obojgu czas na to, żeby zmrużyć oczy i przygotować się do psychicznie do pocałunku. Trwało to zwykle mniej niż minutę.
Nie miałem pojęcia czy Jamie mnie pocałuje; w gruncie rzeczy bardzo w to wątpiłem. Ale wyglądała tak ładnie z rozpuszczonymi włosami, a to, co stało się tego wieczoru, było takie wspaniałe, że nie chciałem stracić okazji, gdyby się przypadkiem trafiła. Czułem, jak ze zdenerwowania zaczynają drżeć mi ręce, i w tym samym momencie Hegbert otworzył drzwi.
– Słyszałem, jak podjechaliście – powiedział cicho.
Jego skóra miała ten sam co zawsze ziemisty odcień i wyglądał na zmęczonego.
– Dobry wieczór, wielebny – powiedziałem nieśmiało.
– Cześć, tato – dodała radosnym tonem Jamie. – Żałuję, że z nami nie pojechałeś. Było cudownie.
– Bardzo się z tego cieszę – odparł, a potem wyprostował się i odchrząknął. – Dam wam chwilę, żebyście mogli powiedzieć sobie dobranoc. Zostawię otwarte drzwi.
Odwrócił się i wrócił do salonu. Wiedziałem, że może nas obserwować z miejsca, gdzie usiadł. Udawał, że coś czyta, ale nie widziałem, co trzyma w rękach.
– Siedziałam wspaniały wieczór, Landon – powiedziała Jamie.
– Ja też – odparłem, czując na sobie wzrok Hegberta.
Zastanawiałem się, czy wie, że w samochodzie trzymałem ją za rękę.
– O której mam do ciebie jutro przyjść? – zapytała.
Brwi Hegberta lekko się uniosły.
– Przyjdę po ciebie. Odpowiada ci po południu?
Jamie obejrzała się przez ramię.
– Nie masz nic przeciwko temu, tato, żebym jutro odwiedziła Landona i jego rodziców?
Hegbert podniósł ręce do oczu i zaczął je trzeć. Po chwili westchnął.
– Jeśli to dla ciebie ważne, proszę bardzo – powiedział.
Nie było to najbardziej wzruszające wotum zaufania, jakie w życiu słyszałem, ale nie trzeba mi było niczego więcej.
– Co mam przynieść? – zapytała.
Na Południu zadanie takiego pytania należało do tradycji.
– Nie musisz niczego przynosić – odparłem. – Przyjadę po ciebie za kwadrans piąta.
Staliśmy tam jeszcze chwilę, nic nie mówiąc, i wiedziałem, że Hegbert traci powoli cierpliwość. Nie odwrócił ani jednej kartki, odkąd stanęliśmy na werandzie.
– Do zobaczenia jutro – powiedziała w końcu.
– Dobrze – odparłem.
Jamie zerknęła na swoje nogi, a potem z powrotem na mnie.
– Dziękuję, że odwiozłeś mnie do domu.
Powiedziawszy to, odwróciła się i weszła do środka, ale na chwile przed tym, nim zamknęły się drzwi, wyjrzała zza nich i zobaczyłem igrający na jej ustach lekki uśmiech.
Nazajutrz pojechałem po nią tak, jak się umówiliśmy, i ucieszyłem się, widząc, że znowu ma rozpuszczone włosy. Zgodnie z obietnicą założyła sweter, który dałem jej w prezencie.
Zarówno mama, jak i tato byli zaskoczeniu, gdy zapytałem, czy nie będzie im przeszkadzało, jeśli Jamie przyjdzie do nas na obiad. Nie było z tym większego problemu; za każdym razem, kiedy tato wracał do domu, nasza kucharka, Helen, przygotowywała dość jedzenia, żeby starczyło dla małej armii.
Nie wspominałem o tym wcześniej, to znaczy o tym, że mieliśmy kucharkę. Mieliśmy również pokojówkę, nie tylko dlatego, że było nas na to stać, ale ponieważ moja mama nie najlepiej radziła sobie z prowadzeniem domu. Robiła mi czasem kanapki na drugie śniadanie, ale zdarzało się, że poplamiła sobie paznokcie musztardą i nie mogła wtedy przez trzy albo cztery dni dojść do siebie. Bez Helen dorastałbym, jadając bez przerwy przypalone kartofle i zwęglone steki. Ojciec, na szczęście zdał sobie z tego sprawę zaraz po ślubie i jeszcze przed moim narodzeniem zatrudnił kucharkę i pokojówkę.
Choć nasz dom był większy od i
Dom odnotowany był w rejestrze zabytków historycznych – chyba jest tam w dalszym ciągu – i choć Jamie odwiedziła nas już wcześniej, wchodząc teraz do środka, wydawała się onieśmielona. Matka i ojciec byli bardzo ładnie ubrani, podobnie jak ja, i mama pocałowała Jamie na powitanie. Patrząc na nią, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że straciła dla Jamie głowę jeszcze przede mną.
Zjedliśmy niezły obiad, składający się z czterech dań, choć wcale nie tuczący, nic z tych rzeczy. Moi rodzice i Jamie cudownie ze sobą konwersowali – kłania się pa
Po obiedzie, chociaż była zima i nie kwitły żadne kwiaty, zaproponowałem Jamie, że przespacerujemy się po ogrodzie. Założyliśmy oboje płaszcze i wyszliśmy na mroźne powietrze. Widziałem, jak nasze oddechy zamieniają się w małe obłoczki pary.