Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 28 из 57

· Nie mogę narzekać – powiedziałam. – A co u ciebie?

· Nie wiem, facetka. Trudno uwierzyć, że już nie ma Dilera. Myślałem, że Diler jest wieczny. To znaczy, że zawsze będzie kręcił swój interes. Zawsze będzie Dile-rem. – Pokiwał głową. – To zburzyło mój świat, facetka.

· Potrzebuje jeszcze jednego piwka i trochę relaksu -orzekła babcia. – A potem będzie miła kolacja. Zawsze lubiłam towarzystwo przy posiłku. Zwłaszcza jeśli to był mężczyzna.

Nie byłam pewna, czy Księżyca można uznać za mężczyznę. Raczej za kogoś w rodzaju Piotrusia Pana. Księżyc spędzał mnóstwo czasu w krainie marzeń.

Bob wybiegł z kuchni i wetknął nos między nogi Księżyca.

· Hej, facet – powstrzymał go Księżyc. – Nie od razu na pierwszej randce, koleś.

· Kupiłam dzisiaj samochód – zawiadomiła mnie babcia. – I Księżyc przywiózł mi go pod dom. Czułam, że rozdziawiam usta.

· Ale przecież ty już masz samochód. Masz buicka wuja Sandora.

· To prawda. Nie zrozum mnie źle, ale myślę, że to syf, a nie samochód. Doszłam do wniosku, że nie pasuje do mojego nowego wizerunku. Pomyślałam, że powi

· Kupiłaś samochód od Dougiego?

· Chcesz się założyć? Prawdziwe cacko.

Spojrzałam groźnie na Księżyca, ale nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia. Skala jego emocji kończyła się na stanie otumanienia.

· Czekaj no, aż zobaczysz brykę babci – powiedział. -To wspaniały wózek.

· Bryczka dla lasek – uściśliła babcia. – Wyglądam w niej całkiem jak Christie Brinkley.

Zapewne chodziło babci o Davida Brinkleya. Christie była jedynie wytworem jej wyobraźni. Ale jeśli dzięki temu babcia czuła się szczęśliwa, mnie to nie przeszkadzało.

· Co to za wóz?

· Corvetta – oznajmiła babcia. – Czerwona.

rozdział 8

Tak więc babcia miała czerwoną corvettę, a ja bui-cka rocznik 1953 i wielki pryszcz na policzku. Do licha, mogło być gorzej, powiedziałam sobie. Co mi tam pryszcz.

· Zresztą – oświadczyła babcia – wiem, jak lubisz bui-cka. Nie chciałam ci go zabierać.

Kiwnęłam głową, usiłując zaimprowizować coś na kształt uśmiechu.

· Przepraszam – powiedziałam. – Idę umyć ręce przed obiadem.

Poszłam spokojnie do łazienki, zamknęłam drzwi na klucz, popatrzyłam w lustro nad umywalką i pociągnęłam nosem. Łza poleciała mi z lewego oka. Weź się w garść, nakazałam sobie. To tylko syfek. Zniknie. Tak, ale co z buickiem? – zadałam sobie pytanie. Buick to prawdziwe utrapienie. Nie było żadnych widoków na to, żeby zniknął. Poleciała mi druga łza. Jesteś zbyt uczuciowa, powiedziałam do postaci w lustrze. Robisz z igły widły. Zapewne to chwilowe zachwianie równowagi hormonalnej, spowodowane brakiem snu.

Ochlapałam twarz wodą i wysiąkałam nos. Przynajmniej tej nocy będę spała spokojnie, wiedząc, że mam alarm przy drzwiach. Właściwie nie chodziło mi o to, że Komandos składa mi wizyty o drugiej w nocy… Nie mogłam znieść tego, że się skrada i mnie obserwuje. A jeśli ślinię się w czasie snu, a on siedzi i się przygląda? Albo gapi się na mój pryszcz?

Księżyc wyszedł zaraz po kolacji, a babcia pokazała mi swój nowy samochód i położyła się spać. Pięć po dziewiątej zadzwonił Morelli.

· Przepraszam, że nie oddzwoniłem wcześniej – powiedział. – Miałem jeden z tych przyjemnych dni. A co u ciebie?

· Mam pryszcz.

· Chyba cię nie przebiję.

· Znasz kobietę, która nazywa się Cynthia Lotte? Ludzie mówią, że była przyjaciółką Homera Ramosa.

· O ile wiem, Homer zmieniał dziewczyny jak rękawiczki.

· Poznałeś jego ojca?

· Rozmawiałem z nim kilka razy.

· Co o nim sądzisz?

· Typowy dobry grecki przemytnik broni ze starej gwardii. Nie widziałem go ostatnio. – Tu nastąpiła chwila ciszy. – Babcia Mazurowa wciąż u ciebie mieszka?

· Mhm.

Morelli westchnął głęboko.

· Mama pyta, czy chciałbyś przyjść jutro na kolację. Robi pieczeń wieprzową.

· Jasne – powiedział Morelli. – Będziesz tam, prawda?

· Ja, babcia i pies.

· O nie! – zajęczał Morelli.

Odłożyłam słuchawkę, wzięłam Boba na spacer wokół bloku, dałam Reksowi winogrono i chwilę oglądałam telewizję. Zasnęłam mniej więcej w połowie meczu hokejowego i obudziłam się w drugiej części programu o seryjnych mordercach i medycynie sądowej. Kiedy program się skończył, sprawdziłam trzy razy zamki w drzwiach wejściowych i włączyłam wykrywacz ruchu w klamce. Jeżeli ktoś otworzyłby drzwi, alarm się odezwie. Oczywiście miałam nadzieję, że to się nie zdarzy, ponieważ po programie o seryjnych mordercach byłam trochę przestraszona. Komandos gapiący się na mój pryszcz nie stanowił powodu do niepokoju w porównaniu z kimś, kto obciąłby mi język i zabrał go do domu, powiększając swoją kolekcję zamrożonych języków. Na wszelki wypadek poszłam do kuchni i schowałam wszystkie noże. Nie ma sensu ułatwiać sprawy jakiemuś szaleńcowi, który zakradnie się i poderżnie mi gardło moim własnym nożem do steków. Następnie wyjęłam rewolwer z miski z herbatnikami i wetknęłam go pod poduszkę na kanapie na wszelki wypadek, żebym w razie czego mogła szybko po niego sięgnąć.

Zgasiłam światło i wpełzłam pod kołdrę na moim tymczasowym posłaniu. W sypialni chrapała babcia. W kuchni warczała zamrażarka, która właśnie weszła w fazę roz-mrażania. Słychać było przytłumiony dźwięk trzaskania drzwiami na parkingu. Typowe odgłosy, powiedziałam sobie. Tylko dlaczego serce głucho łomotało mi w piersiach? Ponieważ obejrzałam ten głupi program o seryjnych zabójcach, właśnie dlatego.

W porządku, zapomnij o programie. Śpij. Pomyśl o czymś i

Zamknęłam oczy. I pomyślałam o Alexandrze Ramo-sie, który zapewne nie był o wiele lepszy od tych obłąkanych morderców, przyprawiających mnie o palpitację serca. O co chodzi z tym Ramosem? Człowiek, który kontroluje przepływ nielegalnej broni na całym świecie, musi jechać okazją z kimś obcym, żeby kupić sobie papierosy. Plotki głoszą, że Ramos jest chory, ale kiedy z nim rozmawiałam, nie wyglądał mi na kogoś, kto cierpi na Alzhei-mera albo popadł w obłęd. Być może był nieco agresywny. Nie grzeszył też cierpliwością. Myślę, że chwilami jego zachowanie mogłoby się wydawać dziwaczne, ale byliśmy w Jersey i – według mnie – z Ramosem było wszystko w porządku.

Do tego stopnia straciłam głowę, że ledwo mogłam z nim rozmawiać. Teraz, kiedy od naszego spotkania upłynęło trochę czasu, miałam do niego milion pytań. Nie tylko chciałam z nim dłużej porozmawiać, ale odczuwałam niezdrową ciekawość, żeby zajrzeć do wnętrza jego domu. Kiedy byłam dzieckiem, rodzice zabrali mnie do Waszyngtonu, żebym zobaczyła Biały Dom. Staliśmy godzinę w kolejce, a potem poszliśmy za przewodnikiem do pokoi udostępnionych do zwiedzania. Większość była oszustwem. Kogo obchodzi Rządowa Jadalnia? Chciałam zobaczyć kuchnię. Chciałam zobaczyć łazienkę prezydenta. A teraz chciałam zobaczyć dywan w pokoju gości

To wszystko sprawiło, że zaczęłam myśleć o Ha

Kiedy wyszłam z łazienki, usłyszałam, że ktoś gmera w moich drzwiach wejściowych, skrobiąc przy zamku. Drzwi się otworzyły i włączył się alarm. Zatrzymał je łańcuch, a kiedy weszłam do przedpokoju, w szparze między drzwiami i framugą zobaczyłam Księżyca, który zaglądał do środka.