Страница 22 из 57
· Wygląda na to, że nikogo nie ma w domu – oznajmiłam.
· Alexander jest w mieście, więc Ha
· Niezły pomysł, ale ja sądzę inaczej.
· I tak warto było spróbować – orzekł Morelli.
Rorfączyliśmy się i zajęłam się z powrotem węszeniem. Morelli pewnie miał rację, Ha
Szłam ścieżką rowerową, trzymając w dłoni sprej. Było ciemno jak w piekle. Żadnego światła. Wszyscy wokół spali. Dostałam się do tylnego wejścia do domu Ha
Kiedy stanęłam w drzwiach, Rex kręcił się w swoim kole, a Bob podbiegł do mnie z błyszczącymi ślepiami, sapiąc w oczekiwaniu na poklepanie po łbie i jedzenie. Przywitałam się z Reksem i dałam mu rodzynka. Potem podsunęłam kilka rodzynków Bobowi, co sprawiło, że zaczął machać ogonem tak gwałtownie, iż cała tylna część jego ciała ruszała się z prawa na lewo.
Postawiłam pudełko z rodzynkami na kuche
· Masz zaburzenia przewodu pokarmowego – powiedziałam do Boba. – Każdy, kto się na tym zna, powie ci, że nałogowe obżeranie się nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zanim się zorientujesz, skóra na tobie pęknie.
Babcia zostawiła mi w pokoju gości
Obudziłam się z uczuciem zmęczenia i dezorientacji. Popatrzyłam na zegarek. Druga. Spojrzałam w ciemność.
· Komandos?
· Co to za pies?
· Opiekuję się nim. Zdaje się, że nie ma zbyt wiele cech psa obro
· Gdyby tylko mógł znaleźć klucz, na pewno otworzyłby mi drzwi.
· Wiem, że poradzić sobie z zamkiem to pestka, ale co zrobiłeś z łańcuchem?
· Tajemnica zawodowa.
· To także mój zawód.
Komandos wręczył mi dużą kopertę.
· Przejrzyj te zdjęcia i powiedz mi, kogo rozpoznajesz.
Usiadłam, zapaliłam lampkę nocną i otworzyłam kopertę. Rozpoznałam Alexandra Ramosa i Ha
· Kto to jest?
· Ostatnia przyjaciółka Homera. Nazywa się Cynthia Lotte. Pracuje w centrum. Recepcjonistka u kogoś, kogo znasz.
· O rany! Teraz poznaję. Pracuje u mojego byłego męża.
· Tak – stwierdził Komandos. – Świat jest mały.
Powiedziałam mu o ciemnym domu Ha
· Co to znaczy? – zapytałam Komandosa.
· To znaczy, że w tym domu ktoś jest.
· Ha
· Ha
Komandos zgasił lampkę i wstał. Był w czarnym podkoszulku, czarnej wiatrówce z goreteksu i czarnych spodniach, wpuszczonych w czarne buty, styl wojskowy. Dobrze ubrany miejski komandos. Założę się, że każdy facet, który spotkałby go na pustej ulicy, miałby pełno w gaciach. A każda kobieta oblizywałaby suche wargi i sprawdzała, czy ma zapięte wszystkie guziki. Objął mnie wzrokiem, trzymając ręce w kieszeniach. Jego twarz ledwie było widać w ciemnościach pokoju.
· Zechciałabyś odwiedzić swojego eks i sprawdzić Cynthię Lotte?
· Jasne. Coś jeszcze?
Uśmiechnął się, a kiedy odpowiadał, zmiękł mu głos.
· Nie wtedy, kiedy twoja babcia śpi w pokoju.
A niech to.
Kiedy wyszedł, założyłam łańcuch i zwaliłam się na łóżko, rozmyślając. Przychodziły mi do głowy erotyczne myśli. Nie było cienia wątpliwości. Byłam zdesperowaną dziwką. Popatrzyłam w stronę nieba, natykając się wzrokiem jedynie na sufit.
· To wszystko przez hormony -powiedziałam do kogokolwiek, kto mógł mnie słyszeć. – To nie moja wina. Mam zbyt dużo hormonów.
Wstałam, wypiłam szklankę soku pomarańczowego, wróciłam na kanapę i rozmyślałam dalej, ponieważ babcia chrapała tak głośno, że obawiałam się, by nie wessała języka do gardła i nie udusiła się.
· Czyż to nie cudowny poranek? – zagadnęła babcia, idąc do kuchni. – Mam ochotę na ciasto!
Popatrzyłam na zegarek. Szósta trzydzieści. Zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki, gdzie długo stałam pod prysznicem, w podłym nastroju. Wyszłam spod prysznica i popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze nad umywalką.
Miałam ogromnego syfa na policzku. Czyż to nie wspaniałe? Muszę zobaczyć się z moim byłym mężem, mając taki ohydny pryszcz na policzku. Pewnie Pan Bóg mnie pokarał za wczorajsze lubieżne myśli.
Pomyślałam o rewolwerze kalibru 38 w misce na herbatniki. Zacisnęłam dłoń w pięść, wystawiłam palec wskazujący, a kciuk podniosłam do góry. Przyłożyłam palec wskazujący do skroni i powiedziałam:
· Pif, paf!
Ubrałam się w stylu Komandosa. Czarny podkoszulek, czarne spodnie, czarne buty. Wielki pryszcz na twarzy. Wyglądałam jak idiotka. Zdjęłam czarny podkoszulek, spodnie i buty i wskoczyłam w biały podkoszulek, flanelową koszulę w kratkę i levisy z małą dziurką w kroku, co do której byłam przekonana, że nikt jej nie zobaczy. To był strój odpowiedni dla kogoś z pryszczem.
Kiedy wyszłam z łazienki, babcia czytała gazetę.
· Skąd ją masz? – zapytałam.
· Pożyczyłam od tego miłego pana, który mieszka po przeciwnej stronie korytarza. Tylko on jeszcze nic o tym nie wie.
Babcia czytała szybko.
· Lekcję jazdy mam dopiero jutro, więc idziemy z Louise obejrzeć kilka mieszkań. Sprawdzałam też, co słychać na rynku pracy, i wygląda na to, że jest mnóstwo ciekawych ofert. Szukają kucharzy, sprzątaczek, wizaży-stek i sprzedawców do salonów samochodowych.
· A gdybyś mogła mieć dowolną pracę, to jaki zawód wybrałabyś?
· To proste. Zostałabym gwiazdą filmową.
· Byłabyś niezła – powiedziałam.
· Jasne. Chciałabym być najlepsza. Niektóre części ciała odmawiają mi posłuszeństwa, ale nogi nadal mam niezłe.
Popatrzyłam na nogi babci, które wystawały spod sukienki. Myślę, że wszystko jest względne.
Bob stał już pod drzwiami, więc zapięłam mu smycz i wyszliśmy. Proszę, proszę, od rana ćwiczę. Po dwóch tygodniach wyprowadzania Boba będę musiała kupić nowe ubrania, bo zrobię się chuda jak szczapa. Świeże powietrze nie zaszkodzi też mojemu pryszczowi. Do licha, może nawet całkiem go wyleczy. Zanim wrócę do mieszkania, pryszcz zniknie.
Spacerowaliśmy z Bobem w całkiem niezłym tempie. Skręciliśmy za róg i weszliśmy na parking, gdzie zobaczyłam Habiba i Mitchella, którzy czekali na mnie w swoim dziesięcioletnim dodge’u, całym pokrytym jakimiś paskudztwami. Neon na dachu reklamował sklep z dywanami „Art’s”. Latająca maszyna była przy tym szczytem dobrego smaku.
· Niech mnie kule biją! – zdumiałam się. – Cóż to jest?