Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 20 из 57

O pierwszej po południu nadal czekałam na telefon od Komandosa i właśnie pomyślałam, że chętnie zjadłabym lunch, kiedy drzwi od garażu Ha

Niech to szlag, dom wcale nie był pusty!

Drzwi się zamknęły, jaguar skręcił i pojechał w przeciwną stronę, w kierunku autostrady. Trudno powiedzieć, kto siedział za kierownicą^ ale założę się, że był to Ha

Minęliśmy centrum miasta, jadąc na południe, a potem w kierunku wschodnim, na autostradę międzystano-wą. W Monmouth konie jeszcze nie biegały, a „Wielka Przygoda” była nadal zamknięta. W znacznym stopniu skracało to drogę do Deal.

Bob traktował moje podniecenie ze stoickim spokojem, pochrapując na tylnym siedzeniu. Nie mogłam tego samego powiedzieć o sobie. Nie zajmowałam się na co dzień tropieniem mafiosów. Chociaż z formalnego punktu widzenia Ha

Przy Parkway Ha

Ha

Zapewne różowe kamyczki miały charakter bardzo śródziemnomorski. I zapewne w lecie, kiedy rolety były odsłonięte, meble wystawione na werandę, a upalne słońce zalewało wybrzeże Jersey, dom ożywiał się. W marcu jednak wyglądał tak, jakby czekał na prozac, który mu doda energii. Blady, zimny i otępiały.

Przejeżdżając koło domu, rzuciłam okiem na człowieka, który wysiadał z jaguara. Sylwetka i kolor włosów takie same, jak u Ha

· Co o tym sądzisz? – zapytałam Boba.

Bob otworzył jedno oko, zerknął na mnie bezmyślnie i znowu zasnął.

Byłam takiego samego zdania.

Pojechałam kilkaset metrów wzdłuż Ocean Avenue, zawróciłam i jeszcze raz przejechałam koło różowego domu. Zatrzymałam się za rogiem, tak żeby nie było mnie widać.

Schowałam włosy pod czapkę z daszkiem z wizerunkiem zespołu Metallica, włożyłam ciemne okulary, wzięłam Boba na smycz i ruszyłam w kierunku twierdzy Ra-mosa. Deal to cywilizowane miasteczko ze staroświeckimi chodnikami z cementu, które zostały zaprojektowane z myślą o nianiach i wózkach dla dzieci. Świetnie nadawały się dla szpiegów, którzy udawali ludzi wyprowadzających psy na spacer.

Byłam jakieś sto metrów od bramy wjazdowej, kiedy podjechał czarny cadillac. Brama otworzyła się i samochód wjechał do środka. Z przodu siedziało dwóch mężczyzn. Tylne szyby były zaciemnione. Szarpnęłam za smycz Boba i pozwoliłam mu trochę powęszyć. Cadillac zatrzymał się przed wejściem w kształcie portyku i wysiedli z niego dwaj mężczyźni. Jeden z nich poszedł wyjąć rzeczy z bagażnika. Drugi otworzył tylne drzwi dla pasażera. Pasażer wyglądał na sześćdziesiątkę. Średniego wzrostu. Szczupły. Ubrany w sportową kurtkę i półbuty. Kręcone szpakowate włosy. Ze sposobu, w jaki wszyscy koło niego skakali, wywnioskowałam, że to Alexander Ramos. Zapewne przyleciał na pogrzeb syna. Ha

Żaden z nich nie wyglądał na szczególnie ucieszonego tym zjazdem rodzi

Jednak odruchowo się wzdrygnęłam. Nawet z tej odległości dostrzegłam, że Ha

rozdział 6

Przez całą drogę do domu jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Czy ojciec opłakujący śmierć syna przywitałby się ze swoim pierworodnym, waląc go w łeb?

· Hej, co ty wiesz? – powiedziałam do Boba. – Może startują w konkursie na najbardziej patologiczną rodzinę roku.

Mówiąc prawdę, to miłe odkryć, że istnieje rodzina, która jest bardziej patologiczna niż moja własna. Zresztą moja rodzina nie jest aż tak pokręcona, oczywiście według standardów panujących w Jersey.

Kiedy dojechałam do Hamilton, zatrzymałam się przy sklepie Rite’a, wyjęłam komórkę i zadzwoniłam do mamy.

· Jestem pod sklepem mięsnym – powiedziałam. -Chcę zrobić pieczeń rzymską. Co mam kupić?

Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza, a ja już wyobraziłam sobie matkę, która właśnie się przeżegnała i zastanawia się, co mogło sprawić, że jej córka chce zrobić pieczeń rzymską, łudząc się nadzieją, że chodzi o mężczyznę.

· Pieczeń rzymską – powiedziała w końcu.

· To dla babci – wyjaśniłam jej. – Miała ochotę na pieczeń rzymską.

· Oczywiście – ucieszyła się moja matka. – O czym ja myślałam?

Kiedy wróciłam do domu, znowu zadzwoniłam do matki.

· W porządku, jestem już w domu – powiedziałam. -Co się teraz z tym robi?

· Mieszasz wszystko, wkładasz do brytfanki i wstawiasz na godzinę do piekarnika nagrzanego do stu osiemdziesięciu stopni.

· Nic nie mówiłaś o żadnej brytfance, kiedy byłam w sklepie – zajęczałam.

· Nie masz brytfanki?

· Oczywiście, że mam brytfankę. Chciałam tylko powiedzieć, że… Nieważne.

· Powodzenia – powiedziała mama. Bob siedział na środku kuchni, próbując to wszystko zrozumieć.

· Nie mam brytfanki – pożaliłam się Bobowi. – Ale przecież nie możemy pozwolić, żeby taki drobiazg nam przeszkodził, prawda?

Wrzuciłam do miski mielone mięso i resztę składników niezbędnych do przyrządzenia pieczeni rzymskiej. Dodałam jajko i obserwowałam, jak rozpływa się po powierzchni. Zamieszałam wszystko łyżką.

· Rany boskie – poskarżyłam się Bobowi.

Bob pomachał ogonem. Wyglądało na to, że jest żarłokiem. Znów zamieszałam masę łyżką, ale jajko nie chciało się z nią połączyć. Wzięłam głęboki oddech i zanurzyłam w mięsie obie dłonie. Po kilku minutach ręcznego mieszania wszystkie składniki połączyły się w jednolitą masę. Ulepiłam z niej bałwana. Potem Humpty Dumpty’ego. Następnie wszystko wyrównałam. Masa bardzo przypominała to, co zostawiłam na parkingu przy McDonaldzie. W końcu uformowałam z niej dwie kule.

Na deser kupiłam mrożony placek z kremem bananowym, przełożyłam ciasto z aluminiowej tacki na talerz, a tackę wykorzystałam jako brytfankę.