Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 34 из 40

Gdyby Piotr podzielał pasję porównawczą świętej pamięci Ateusza, dostrzegłby bez trudu źródło tej dwoistości, mianowicie w dziedzictwie przedchrześcijańskich kultur, zwłaszcza staroperskiego mazdaizmu, gdzie dwa potężne bóstwa walczą stale ze sobą: dobry Ahura-Mazda i zły Aryman. Nauczyciel nie tropił jednak wtórności doktryny chrześcijańskiej, jej rozlicznych zapożyczeń z dawniejszych religii, lecz postawił sobie pytanie, który z tych mocarzy pozaziemskich jest istotą dobrą a który uosobieniem zła. Jeśli toczy się bezpardonowa walka to obie strony stosują perfidne podstępy i kamuflaż, usiłują pozyskać sobie zwole

Po czynach poznacie ich, mówi Pismo. Biorąc pod uwagę morze przelanej krwi, rzezie i

Doszedłszy do tak zaskakującego wniosku, Piotr uświadomił sobie nagle, że podąża tropem rozumowania średniowiecznych gnostyków: katarów, bogomilców, albigensów, uznanych przez Rzym za heretyków i wytępionych mieczem do ostatniego. Oto dokąd prowadzą spekulacje myślowe! Dlatego przezorny Kościół nakazuje wiernym modlić się gorliwie, pracować w pocie czoła i wierzyć tylko w prawdy przez Watykan uznane. Kto angażuje szare komórki do oddzielania ziarna od plew, zagraża niewzruszonej doktrynie, obwarowanej zakazami i nakazami niby oblężona twierdza.

– Wiesz – powiedział do ojca – doszedłem do wniosku, że jestem potencjalnym zagrożeniem dla prawomyślnych katolików.

– Też odkrycie! – parsknął Śliwa – twój ojciec został pasowany na wroga własnej partii i nowego porządku równocześnie. Pójdziemy na przemiał.

– Ale z podniesionym czołem.

– I to jest, synku, najważniejsze. Wierność własnym poglądom i obrona przed praniem mózgów, jakie doktrynerzy wszelkiej maści urządzają dziś narodowi.

Nabił fajkę i zaczął to swoje pykanie; kłęby aromatycznego dymu wypełniły pokój. Nagle roześmiał się.

– Wyobrażasz sobie, jakie psy wieszano by dziś na komuchach, gdyby w przeszłości werbowali zwole

– To znaczy?

– W kołysce. Każdemu niemowlakowi, po wyrecytowaniu odpowiedniej formułki, sekretarz komitetu wręczał by uroczyście legitymację partyjną.

– Bzdura!

– Pewnie. Taka sama, jak taśmowa produkcja katolików z nieświadomych osesków. Dlatego wychowaliśmy ciebie nie absorbując parafii. Chyba nie masz o to pretensji?

– Skądże. Już w liceum odkryłem zaskakujący fakt: nie ma żadnego naukowego dowodu że Bóg istnieje, ani że nie istnieje. Oba poglądy są więc równoprawne, a narzucanie któregokolwiek jest uzurpacją. Wybór należy do człowieka psychicznie dojrzałego.

– Słusznie. I ten wybór należy uszanować, ja tak pojmuję tolerancję. Jestem, jak widzisz, naiwnym komuchem. Ale przyznaję, że natrętna klerykalizacja mnie denerwuje.

– Tato, spójrz na problem z dystansu. Twoja partia chciała kontrolować każdą dziedzinę życia i wreszcie to wścibstwo przejadło się społeczeństwu, z wiadomym skutkiem. Kościół radośnie podąża tą samą drogą, a skutek będzie identyczny: imponujące rozmnożenie niedowiarków i buntowników. Czym się przejmować?

– Może masz rację. Oby.

Piotr gwoli rozweselenia zaczął przytaczać wywody uczonych satanologów z różnych epok. Usiłowali oni policzyć diabelską populację, a ich szacunki różniły się krańcowo: od piętnastu miliardów do dziesięciu tysięcy bilionów; tym minimalistą okazał się Polak, ksiądz Jan Bohomolec w XVIII wieku. Co sprytniejsi ograniczali się do ogólnikowego stwierdzenia, że czartów mnogość, jak ziaren morskiego piasku. Zdarzali się też obsesjonaci konkretu, zazwyczaj kabaliści – sprecyzowali oni, że na każdego człowieka przypada jedenaście tysięcy diabłów, uszeregowanych nieproporcjonalnie, bo tysiąc z prawej strony nabożnej duszyczki, a dziesięć tysięcy z lewej.

– To potwierdza obecną tezę kaznodziejów, że moce piekielne trzymają się lewicy -powiedział kpiąco stary – co źle wróży naszej socjaldemokracji. Ksiądz Pyrko powinien doradzić parafianom, żeby dla odczyniania uroków spluwali przez lewe ramię, wtedy szansę trafienia sługi Lucyfera są znacznie większe.

– Kościół musi bezzwłocznie zaktualizować wnioski satanologów. Przecież społeczność diabelska rośnie, piekłu grozi wyż demograficzny, bo niedowiarków i heretyków przybywa w zastraszającym tempie. Jak można walczyć z wrogiem nie znając jego liczebności? Episkopat dla zbadania sprawy na miejscu mógłby delegować ekspertów, na przykład księży Jankowskiego i Tischnera, wzmocnionych błyskotliwym intelektem profesora Stelmachowskiego. Byłby to wymierny polski wkład w umocnienie Królestwa Bożego.

– Widzisz, co nam pozostało: wisielczy humor. I całe szczęście, bo musiałbym wyć na rozstajach jak zbłąkana sobaka, taki mnie czasem ponury nastrój chwyta za gardło. Odkąd odeszła Maleńka…

– Myślisz, że mnie jest lekko?

– Młodyś, wytrzymasz. Dobranoc, synku.

ROZDZIAŁCZTERNASTY

Pelagia powróciła z Włoch w rodzi

Z żywej dyskusji wyłonił się program działań, związanych z zapowiedzianym nawiedzeniem Trzydębów przez arcybiskupa. Jednogłośnie zatwierdzono też bojowe zawołanie TOK-u: „Łapy precz od naszych majtek". Bojowniczki zabrały się gorliwie do dzieła a to szyjąc coś tam, malując to i owo, lub hasła komponując różnorakie. Spychane dotąd przez mężczyzn na margines nurtu odnowicielskiego, Odnalazły sens politycznego zaangażowania.

W niedzielę Pelagia poszła na sumę i siadła w pierwszej ławce przed ołtarzem. Gdy ksiądz kanonik zwrócił się ku wiernym i ujrzał swoją gwałcicielkę, oremus utknął mu w gardle i krew uderzyła do skroni. Opanował się z najwyższym wysiłkiem, choć palce mu drżały gdy przewracał kartki mszału. Ona uśmiechnęła się na widok jego zmieszania i podtrzymywała je perfidnie do końca nabożeństwa. Ilekroć Pyrko musiał spojrzeć w głąb kościoła trafiał wzrokiem na rozpustnicę, ta zaś rozchylała apaszkę ukazując głęboki dekolt, a jej wypieszczona dłoń słała dyskretnie całusy kapłanowi. Zaiste, męki piekielne przeżywał zacny duszpasterz sławiąc Pana, bowiem ucieleśniony w niewieście szatan mieszał jego słowa, przywodząc na myśl wspomnienie rozpasanej golizny i szaleństwo lubieżności, której wówczas uległ. Ledwo dotarł do końca, by co prędzej posłać kościelnego po komendanta posterunku. Ten przybiegł natychmiast.