Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 4 из 23

Maksymilian Mistyczny mówił tak groźnie, że Bob i Pete głośno przełknęli ślinę. Nawet Jupiter miał niepewną minę.

– Nie mogę sprzedać panu tego kufra – wykrztusił – ponieważ go nie mam. Zeszłej nocy został ukradziony.

– Ukradziony! Czy mówisz prawdę, chłopcze?

– Tak, proszę pana. – I Jupiter już po raz trzeci tego poranka zrelacjonował wydarzenia ubiegłej nocy. Maksymilian słuchał z uwagą. Na koniec westchnął.

– Jaka szkoda! – powiedział. – Powinienem był tu przyjechać natychmiast po przeczytaniu gazety. Czy zauważyliście coś szczególnego u tych złodziei?

– Uciekli, zanim zdążyliśmy się do nich zbliżyć – odparł Jupiter.

– To niedobrze, bardzo niedobrze – mruknął magik. – I pomyśleć tylko, że kufer Guliwera Wielkiego pojawił się tak niespodziewanie, by zaraz na nowo zniknąć. Ciekawe, do czego był im potrzebny.

– A może faktycznie zawiera coś ce

– Nonsens! – powiedział Maksymilian. – Guliwer Wielki nigdy nie posiadał niczego ce

Przez chwilę milczał zamyślony. Nagle wzruszył ramionami i pieniądze z jego dłoni zniknęły.

– Cała wyprawa na nic – stwierdził. – Ale istnieje jeszcze możliwość, że odzyskacie kufer. A jeśli tak się stanie, to pamiętajcie, Maksymilian Mistyczny potrzebuje go!

Utkwił w Jupiterze przenikliwe spojrzenie.

– Czy zrozumiałeś, młody człowieku? Potrzebuję tego kufra. Dobrze za niego zapłacę, jeśli się znajdzie. Skontaktujesz się ze mną w “Klubie Czarnoksiężników”. Zgoda?

– Nie wiem, jakim cudem mielibyśmy odzyskać ten kufer – powiedział Pete.

– Niemniej, może tak się stać – nalegał Maksymilian. – A jeśli tak będzie, to ja mam do niego pierwszeństwo. Umowa stoi, chłopcy?

– Jeśli kufer się odnajdzie, to nie sprzedamy go nikomu bez porozumienia z panem, panie Maksymilianie. To wszystko, co mogę obiecać. Ale jak już powiedział Pete, nie wiem, jakim cudem mielibyśmy odzyskać ten kufer. Złodzieje są już pewnie daleko stąd.

– Pewnie tak – zgodził się magik przygnębiony. – No cóż, poczekamy i zobaczymy, co się wydarzy. Tylko nie zgub mojej wizytówki.

Włożył rękę do kieszeni i zdziwiony wyjął z niej jajko.

– Skąd się to, u licha, wzięło w mojej kieszeni? Hej, chłopcze, łap!

Rzucił jajkiem w Pete'a. Ten podniósł rękę, aby je schwytać, ale rozpłynęło się w powietrzu, zanim do niego doleciało.

– Hmm – mruknął magik – to musiało być jajo ptaka dodo. Jak zapewne wiecie, to gatunek wymarły. Tak, tak, pora na mnie. Nie zapomnijcie do mnie zadzwonić.

Ruszył do samochodu. Trzej Detektywi w każdej chwili spodziewali się kolejnej sztuczki, ale ich dziwny gość po prostu wyjechał przez bramę i skręcił w główną ulicę.

– O rany! – odezwał się Pete. – To się nazywa klient!

– Rzeczywiście bardzo mu zależało na tym kufrze – dodał Jupiter. – Ciekawe, czy tylko z tego powodu, że on i Guliwer Wielki byli magami? Czy też może kufer zawiera coś specjalnego, co Maksymilian chciał mieć tylko dla siebie?

Kiedy zastanawiali się nad tym, przez bramę wjechał drugi samochód. W pierwszej chwili myśleli, że wraca Maksymilian. Był to jednak mniejszy, zagraniczny samochód typu sedan. Zatrzymał się i wysiadł z niego młody mężczyzna. Poznali reportera, który zrobił im zdjęcie na aukcji.

– Cześć – powiedział – pamiętacie mnie? Fred Brown…

– Tak, proszę pana – odpowiedział Jupiter. – Co możemy dla pana zrobić?

– Przyjechałem, żeby zobaczyć, czy otworzyliście już kufer – odparł reporter. – Myślę, że byłby to znowu materiał na pierwszą stronę. Zdaje się, że w tym kufrze jest coś wyjątkowego. Sądzę, że jest w nim mówiąca czaszka!

Rozdział 3. Tajemnica za tajemnicą

– Mówiąca czaszka? – krzyknęli chłopcy jednocześnie.

Fred Brown skinął głową.

– Zgadza się. Prawdziwa mówiąca czaszka. Czy znaleźliście ją?

Jupiter zmuszony był wyznać, że niczego nie znaleźli, ponieważ kufer został ukradziony. Ponownie opowiedział całą historię. Reporter zmarszczył brwi.

– No, proszę! – wykrzyknął. – I już mam materiał na pierwszą stronę! Ciekawe, kim są złodzieje? Pewnie dowiedzieli się o kufrze z mojego artykułu.

– Mnie też się tak wydaje, panie Brown – zgodził się Jupiter. – I być może ktoś jeszcze wiedział o tej czaszce i chciał ją zdobyć. Czy ta czaszka naprawdę wydaje z siebie ludzki głos?

– Mówcie do mnie Fred – powiedział reporter. – Nie mogę potwierdzić, czy ta czaszka mówi, czy nie. Podobno ma takie właściwości. Widzicie, zastanowił mnie napis na kufrze – “Guliwer Wielki”. Byłem pewien, że już gdzieś zetknąłem się z tym nazwiskiem. Sprawdziłem więc w kostnicy… wiecie, co to jest kostnica w gazecie?

Kiwnęli potakująco głowami. Ojciec Boba pracował w gazecie, więc wiedzieli, że kostnica prasowa to pomieszczenie, w którym trzyma się stare numery, wycinki, zdjęcia. Wszystko posegregowane tak, by można było korzystać z tych informacji. W rzeczywistości jest to archiwum faktów o ludziach i wydarzeniach.

– A więc – kontynuował Fred Brown – postanowiłem poszukać czegoś o Guliwerze Wielkim. Jak się domyślacie, znalazłem o nim kilka wzmianek. Magikiem, zdaje się, wielkim nie był, lecz zasłynął z pewnej niezwykłej sztuczki. Posiadał gadającą czaszkę. Rok temu Guliwer zniknął. Ulotnił się jak przedmioty z jego magicznych sztuczek. Nikt nie wie, czy umarł, czy nie. Zostawił jednak swój kufer w hotelu, a ty wczoraj kupiłeś go na aukcji. Pomyślałem, że pewnie schował w kufrze magiczne przyrządy, łącznie z czaszką, i że może być z tego całkiem niezły materiał.

– Powiedziałeś, że zniknął? – odezwał się Bob.

– Cała ta sprawa wygląda mi dość tajemniczo – Jupiter zmarszczył lekko brwi. – Znikający magik, znikający kufer i czaszka, która podobno mówi. Doprawdy, bardzo to wszystko tajemnicze.

– Zaraz, zaraz! – zaprotestował Pete. – Nie podoba mi się twoja mina, Jupe. Czuję, że chodzi ci po głowie rozpoczęcie dochodzenia. A ja nie chcę mieć do czynienia z żadnymi gadającymi czaszkami. Przede wszystkim nie wierzę w ich istnienie i wolałbym się nie przekonywać, że jest inaczej.

– Nie możemy prowadzić dochodzenia, ponieważ kufer zniknął – odpowiedział mu Jupiter. – Ale chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej o Guliwerze Wielkim, Fred.

– Nie ma sprawy – odparł reporter. Usiadł na jednym z jeszcze nie pomalowanych, żelaznych krzeseł Jupitera. – W ogólnym zarysie wygląda to tak: Guliwer był mało znanym magikiem, ale miał tę czaszkę, która podobno mówiła. Leżała sama na szklanym stole, bez żadnych i

– Brzuchomówstwo? – zapytał Jupiter. – To sam Guliwer odpowiadał bez poruszania ustami?

– Być może. Ale czaszka mówiła nawet wtedy, gdy Guliwer siedział w odległym kącie pokoju, albo kiedy w ogóle go w nim nie było. Nawet i

– Jak do tego doszło? – zapytał Bob.

– No cóż, Guliwerowi nie wiodło się zbyt dobrze jako magikowi, zajął się więc przepowiadaniem przyszłości, co jest nielegalne. Nie nazywał tego wróżeniem. Nazywał siebie doradcą. Ubierał się jednak w orientalne stroje i przyjmował w pokoju pełnym mistycznych symboli. Za odpowiednią opłatą ludzie przesądni mogli tam przyjść i zadawać czaszce pytania. Nadał jej nawet imię – Sokrates, po mędrcu starożytnej Grecji.

– I czaszka odpowiadała na pytania? – zapytał Bob.