Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 11 из 23

– Tak? Och, rozumiem. To fatalnie. Filmy Madeline Bainbridge musiały być bardzo drogie.

– Po zapłaceniu okupu będą jeszcze droższe.

– To chyba tym gorzej dla pana. Pan grał przecież w jednym z tych filmów, prawda?

– “Opowieść z Salem” była bardzo złym filmem. Prawdę mówiąc, był to taki kicz, że nigdy nie dostałem następnej roli. Prawdziwą karierę zrobiłem dopiero jako reporter zajmujący się przestępczością.

– A Madeline Bainbridge zarzuciła aktorstwo – Jupiter wracał do tematu z uporem dziecka. – Moja ciocia ją pamięta i twierdzi, że było coś dziwnego w niej i jej przyjaciołach. Mówiono o zgromadzeniu magicznym Madeline Bainbridge.

– Magiczne zgromadzenie? – w zachowaniu Longa pojawiła się nagle ostrożność. – To śmieszne. Tak, jakby należały do tego jakieś czarownice?

– Tak. Pan pracował z Madeline Bainbridge. Czy istniało jakieś zgromadzenie czarownic?

– Oczywiście, że nie! To znaczy, ja nic o tym nie wiem! Przyjaciele Bainbridge byli… po prostu ludźmi, z którymi pracowała.

– Pan ich znał?

– Naturalnie. Byłem jednym z nich.

– Może i

– Ależ skąd! – wykrzyknął Long. – Nie mam teraz nic wspólnego z tymi ludźmi! Mam przyjaciół jedynie wśród strażników prawa i porządku. Co do Madeline Bainbridge, to nie widziałem jej od trzydziestu lat i nie mam ochoty jej widzieć przez następne trzydzieści! Ta rzekoma aktorka była osobą zepsutą i kapryśną. Była niemal równie złą aktorką jak ten typek Desparto, z którym się zaręczyła. To był dopiero fatalny aktor!

– Umarł zaraz po przyjęciu u niej, prawda?

– Tak – Long wyglądał teraz staro i w oczach miał pustkę. – Po przyjęciu. Tak.

Wyprostował się i otrząsnął, jakby odpędzał złe wspomnienie.

– Ale… ale to było tak dawno temu. Nie wracam już myślą do tamtych czasów. Nie ma sensu rozpamiętywać przeszłości. Ale dlaczego właściwie o tym rozmawiamy? Myślałem, że chcesz się ze mną zobaczyć, bo interesuje cię mój program o walce z przestępczością.

– Przyszedłem z powodu Madeline Bainbridge – odparł Jupe po prostu. – Piszę pracę z zakresu historii filmu. Jeśli praca będzie dobra, zostanie opublikowana w szkolnej gazecie.

Jefferson Long wyraźnie stracił zainteresowanie gościem.

– Życzę ci sukcesu – powiedział chłodno. – A teraz musisz mi wybaczyć. Nie mogę ci poświęcić więcej czasu. Mam umówione spotkanie.

– Rozumiem – Jupe podziękował Longowi i opuścił biuro.

– No i co? – zapytał Beefy, gdy detektyw wsiadł z powrotem do samochodu.

– Jefferson Long nie lubi pa

Pete zachichotał.

– Wpadniesz na to, jak zwykle… Ale teraz mamy coś i

Rozdział 10. Klątwa czarownicy

Trzej Detektywi nie musieli zmyślać żadnych historii o szkolnej gazecie, żeby zobaczyć się z Elliotem Farberem. Nie było broniącej do niego dostępu recepcji, i żeby porozmawiać z byłym operatorem, chłopcy weszli po prostu do jego małego, zakurzonego warsztatu. Była to wąska nora, wciśnięta między zakład fryzjerski i tapicerski.

– Proszę pana, czy to prawda, że był pan ulubionym kamerzystą Madeline Bainbridge? – zapytał zwyczajnie Jupe.

Elliot Farber był chudym człowiekiem o pożółkłej cerze. Mrużąc oczy, patrzył na chłopców poprzez chmurę dymu, który wydobywał się z tkwiącego w jego ustach papierosa.

– Dajcie mi zgadnąć: jesteście miłośnikami starych filmów, prawda? – spytał.

– Coś w tym rodzaju – przytaknął Jupe.

Farber się uśmiechnął i wsparł plecami o kontuar.

– Pracowałem z Madeline Bainbridge niemal przy wszystkich jej filmach. Była wspaniała. Wielka aktorka! – Farber rzucił na podłogę niedopałek papierosa i rozdeptał go butem. – I niezwykle piękna. Niejedna z tak zwanych olśniewających piękności potrzebowała dobrego makijażu i specjalnego oświetlenia, by wyglądać korzystnie. Operator musiał się nieźle napracować dla dobrego efektu. Dlatego rzuciłem tę pracę. Miałem dość obwiniania mnie o to, że jakaś pani nie jest wystarczająco dobra jako Kleopatra, królowa Nilu. Ale z pa

– Nie było więc trudno z nią pracować? – zapytał Jupe.

– Och, kiedy zdobyła już uznanie, lubiła narzucać to, co chciała. Tak wrobiła nas wszystkich w ten straszny kicz o czarownicach i purytanach.

– “Opowieści z Salem” – podsunął Jupe.

– Właśnie. Ramonowi Desparto zdawało się, że to będzie wspaniałe. Madeline oszalała dla niego i robiła wszystko, by miał, czego pragnął. Martwiliśmy się, że zniszczy jej karierę.

– I tak się stało, prawda? – odezwał się milczący dotąd Pete. – Po jego śmierci tak się załamała, że już nie grała więcej.

– Czuła się wi

– Czy widział się pan ostatnio z Madeline Bainbridge, albo może z nią rozmawiał? – zapytał Jupiter.

– Nie. Nikt ani jej nie widuje, ani nie ma z nią żadnego kontaktu.

Bob pokazał panu Farberowi fotokopię zdjęcia znalezionego w bibliotece.

– Czy Estelle Du Barry nie była jedną z najbliższych osób Madeline Bainbridge? Jest na tej fotografii z przyjęcia.

– Ach, to – Farber wziął od Boba fotografię. – Tak. Magiczny krąg. Są tu wszyscy, łącznie ze mną. Cała trzynastka.

– Trzynaścioro gości przy jednym stole. Czy to nie feralna liczba? – zapytał Jupe.

– Dla czarownicy nie.

– Więc rzeczywiście istniało czarodziejskie zgromadzenie! – wykrzyknął Bob.

Farber roześmiał się na głos.

– A pewnie! Madeline była czarownicą, a w każdym razie myślała, że nią jest. Nazywała to Starym Obrządkiem. Nie miało to nic wspólnego z lataniem na miotle ani sprzedawaniem duszy diabłu, ale Madeline była przekonana, że ma jakąś magiczną siłę. Daliśmy się wszyscy wciągnąć w tę grę. Była w końcu gwiazdą i gdyby sobie zażyczyła, żebyśmy się pomalowali na fioletowo, też byśmy to zrobili. Zostaliśmy członkami zgromadzenia. Estelle Du Barry, Lurine Hazel, Janet Pierce i nawet biedna nudziara Klara Adams – wszystkie zostały czarownicami.

– A Jefferson Long? – spytał Jupe.

– Pewnie. Nie sądzę, by sobie dzisiaj życzył, żeby o tym wiedziano. Bardzo się teraz puszy w swoich programach telewizyjnych. Ale był czarownikiem.

Jupiter się uśmiechnął.

– Czy utrzymuje pan kontakty z którąś z tych osób?

– Z nielicznymi. Jefferson Long rozmawia obecnie wyłącznie z policjantami, nikt więc spośród nas nie ma z nim styczności. Biedna mała Estelle, która wywołała straszliwy konflikt między Madeline i Despartem, nigdy nie zrobiła kariery. Nie miała naprawdę talentu i czas nie obszedł się z nią łaskawie. Wygląda teraz jak moja babcia i prowadzi mały motel w Hollywoodzie. To nie jest zła kobieta.