Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 45 из 59

Gdy rozmawiał o tym z Elza Tornwalsen i towarzyszami, Sanicki zapytał go:

– Powiedzcie, kapitanie, jak myślicie? Przecież obszary przecięte rzeką Tajmyr należą do Rosji. Rząd może nie pozwolić wam na to, potrafi zburzyć miasto i wysiedlić mieszkańców.

– Jeżeli użyje przemocy – wtedy niezawodnie dokona tego. Jeżeli zaś usłucha głosu rozsądku i prawa, nasz plan zostanie urzeczywistniony. Badając sprawy dalekiej północy, dowiedziałem się o bardzo ważnym szczególe. Zbrojny podbój Syberii, rozpoczęty przy Iwanie Groźnym i zakończony w drodze pokojowej dopiero w 1875 roku, nie jest wszędzie dostatecznie prawnie zatwierdzony. Oddzielne szczepy mongolskie podpisały umowy polityczne, przechodząc pod berło carów rosyjskich. Takimi są Ostiaki z Obi, Kirgizi z Irtyszu, Jakuci, Buriaci ze stepów położonych za jeziorem Bajkał i i

– Rozumiem! – zawołał Miguel – Teraz tylko czekać, aż dowiemy się, że królem Samojedów został obrany Lundatem, mój przyjaciel, ten, który wycyganił u mnie pudełko zapałek. Gotów jestem pojechać w jego imieniu na posła do Madrytu! Pitt zaśmiał się wesoło.

– Nie śpieszcie się zbytnio, Julianie! – odparł. – Pamiętajcie -tymczasem o hiszpańskiej policji…

– Oj, nie lubię tego słowa! – żachnął się Rudy Szczur.

– Po dziesięciu latach sam będę radził wam, abyście kandydowali na posadę posła samojedzkiego – mówił, klepiąc go po ramieniu, Hardful.

Większość przybywających z różnych krajów na „Witezia" Pitt odrzucił, gdyż był to element niezdyscyplinowany, zbałamucony i niepewny.

Po pięciu tygodniach „Witeź" wypłynął z Vardó, a w kilwaterze za nim szły dwa parowce. Jeden zawierał w swoich magazynach zakupione przez Pitta towary, a na pokładzie wynajętych ludzi; drugi należał do zawiązanej spółki handlowej i był naładowany towarami i materiałami budowlanymi, beczkami dla solenia ryb i worami z mąką i solą.

Pitt Hardful nie podejrzewał, że podczas jego nieobecności na Tajmyrze zdarzyły się nieoczekiwane wypadki.

Złoto napływało coraz obficiej do składu zbudowanego przez Nilsena.

Rynka każdego wieczoru po skończonej pracy przychodził do kapitana i opowiadał mu o bajecznej ilości drogoce

– Wynajdujemy coraz częściej nieduże zagłębienia w kamienistym gruncie napełnione kawałkami złota. Jest tak czyste, że tylko z rzadka w jego masie spotkać się dają odłamki kamieni. Ponieważ spotykamy bardzo duże bryły metalu, nasi poszukiwacze. Puchacz i Bezimie

Nilsen bardzo się ucieszył z tej wiadomości i zaczął obmyślać budowę składu z cegły, w czym dopomagał mu Rynka. Glina się znalazła w urwistym brzegu rzeki, a ze zwykłego pieca, urządzonego w tymże urwisku, wkrótce zaczęto wydobywać cegłę i budować skład o grubych ścianach i sklepieniu.

Było to zupełnie na czasie, gdyż pewnego razu, obchodząc w nocy teren robót, Olaf Nilsen spostrzegł cień człowieka przemykającego się w krzakach. Kapitan chciał zawołać na niego, lecz zaniechał zamiaru, ponieważ wzbudziło to w nim podejrzenie. Szybko skierował się do składu złota i ujrzał ślady siekiery i świdra, którymi usiłowano wyłamać zamek.

Któż by mógł to uczynić? – myślał Nilsen i podejrzenie jego mimo woli padło na ludzi przyprowadzonych przez Rudego Szczura, a nawykłych do zbrodniczych czynów.

– Pokażę ja wam teraz! – odgrażał się Nilsen, prostując potworne bary i zaciskając pięści. Zawołał Rynkę, opowiedział o swoim odkryciu i kazał postawić na straży przy składzie

uzbrojonego a zaufanego człowieka.

Nazajutrz o świcie, gdy już rozpoczęto roboty w szybie, przyszedł Nilsen i kazał ludziom zgromadzić się przy składzie narzędzi. Tu oznajmił im o wykrytym zamachu na zdobyte przez nich złoto i zażądał wykrycia i wydania winowajcy.

Tłum milczał, głęboko poruszony niespodziewaną wiadomością.

Nareszcie przy kapitanie stanął Bezimie

– Słuchajcie, wy…! – rzekł swym szyderczym głosem, zwracając się do tłumu. – Jeżeli który z was, nawet tu, z tymi ludźmi, nie mógł się powstrzymać od dawnego procederu… niech powie nam o tym… mech nie czeka, aż bractwo wykryje go… bo wtedy zastosujemy nasze więzie

– Ja o niczym nie wiem! Czyżbym się porwał na taką rzecz?! Ja nawet nie podchodziłem do składu! Śmierć złodziejowi! – wołali ludzie z nowej załogi „Witezia", a w ich głosach wyczuwało się szczere oburzenie i gniew.

– Słowa to furda! – krzyknął Bezimie

W godzinę potem na spadkach góry Numy odbyła się narada. Bezimie

Nie zdając sobie sprawy, uzbroił się i kazał Polakom wziąć ze składu dobre automatyczne rewolwery i karabiny, które polecił ukryć tak, żeby mieć je pod ręką na wypadek potrzeby.

Roboty były skończone, wzburzeni robotnicy siedzieli w swych szałasach, omawiając wypadki i dzieląc się domysłami. Dopiero po północy zgasły ogniska i cisza zapanowała w kotlinie Numy. Dochodziło tylko rzadkie szczekanie psów samojedzkich, porykiwanie pasących się reniferów i brzęczenie krwiożerczych komarów oraz drobnych, natrętnych muszek, ani w dzień, ani w nocy nie dających spokoju i wytchnienia ludziom i zwierzętom.

Nilsen siedział na progu swego domu i zasłuchany w ciszę, myślą był daleko. Widział swego „Witezia" płynącego wśród fal, słyszał cichy głos Elzy Tornwalsen i dobitne, spokojne słowa Białego Kapitana: „Ani słowa więcej, Elzo, przyrzekłem Olafowi Nilsenowi, że wszystko będzie po dawnemu… Tak musi być, bo nie nastał czas… Jeszcze płyniemy daleko… daleko… i nie widzimy dotąd portu we mgle przyszłości…"

Nagle Nilsen drgnął.