Страница 62 из 72
Kisumu, trzymający w rękach bryłki soli zaczął opowiadać łamaną angielszczyzną. Czarownik zwabił solą bongo do karmnika [194]. Zabił antylopę i umieścił ją na skraju wsi w pobliżu chaty gości, najwyraźniej po to, by przywabić lwa. Ale lew wszedł w głąb wioski. Widocznie natknął się na czarownika i zabił go.
– Ano, kto pod kim dołki kopie, sam w nie wpada – krótko skomentował tę opowieść Nowicki.
Kiedy słońce zabarwiło horyzont gamą różnorodnych barw, ruszyli tropem ra
Lew musiał być poważnie ra
Szli coraz ostrożniej. Nowicki na przedzie, rozgarniając dzidą trawę. Wtem spod jakiegoś krzaka, z głuchym warknięciem wyprysnęło płowe cielsko. Marynarz zdążył zasłonić się tarczą i jednocześnie zadać cios włócznią. Potężne uderzenie przewróciło go, a lew przetoczył się nad nim i runął w stronę Smugi. Powietrzem targnął strzał. Z boku poprawił Wilmowski. Lew zwinął się w powietrzu i upadł dosłownie o dwa, trzy metry od Smugi.
Nowicki podnosił się oszołomiony. Zadziwiające, ale nie odniósł żadnej rany. Ślady zębów pozostały na tarczy, a pazurów na skórze lamparta, co wprawiło w podziw towarzyszących myśliwym Murzynów. Marynarz rozpoczął wokół lwa triumfalny taniec, a oni ochoczo się do niego przyłączyli. Zgodnie ze zwyczajem zamierzali w tańcu przebić ciało lwa swoimi włóczniami, ale na to Nowicki nie zamierzał się zgodzić w obawie o całość skóry. Łaskawie zezwolił tylko na rozcięcie brzucha zwierzęcia. Uczynił to zręcznie Kisumu, wyjął parujące serce, położył je na przydrożnym kamieniu i pokroił na maleńkie kawałki. Murzyni wierzyli bowiem, że zjadając serce lwa, mogą posiąść jego odwagę.
Smuga i Wilmowski postanowili nie przeszkadzać Nowickiemu w utrwalaniu jego świeżo zdobytej wśród Murzynów pozycji i wracać do wioski.
– Popatrz, Andrzeju. Teraz zdejmą skórę, zjedzą mięso, zachowując tłuszcz, szczególnie ce
– Od Gordona dowiedziałem się, że doskonałą maść na tę chorobę wyrabia się z tłuszczu elanda [195].
– A o tym nie wiedziałem – przyznał Smuga i w zamyśleniu dodał: – Murzyni dziwią się bardzo, że biali nie polują dla mięsa, lecz rogów, czy jak w przypadku słonia dla kości. Dla nich najważniejsze jest mięso, pożywienie.
– Tak. Upolowana zwierzyna jest zwykle niemal w całości wykorzystywana – zgodził się Wilmowski.
*
– Janie! Wstawaj! – Nowicki szarpnął Smugę za ramię. – Wrócił Gordon!
– Słyszałem, że panowie nie próżnowali – Anglik już wchodził do chaty. – My też nie! Mamy wieści wręcz nieprawdopodobne!
Towarzyszył mu wychudzony młody Arab niewielkigo wzrostu, o charakterystycznych rysach twarzy. Gordon przedstawił go, a w jego głosie zabrzmiała radość i coś na kształt dumy.
– To jest, panowie, Madżid el-Hadż – powiedział z naciskiem. Zaskoczony Smuga spojrzał uważniej.
– Na Boga, toż to syn Jusufa. Jakże to możliwe? – nawet Smuga tracił czasem opanowanie.
– A jednak – odrzekł uradowany Gordon.
Także młody Arab zdawał się gorączkowo szukać czegoś w pamięci.
– Na Allacha! Skąd?… Przecież…
– Tak, Madżid! To ja. Obaj z bratem nazywaliście mnie kiedyś “białym wujaszkiem”. Właśnie was szukamy w tej pełnej tajemnic I niespodzianek Afryce.
Madżid nagle spoważniał i odwrócił oczy.
– Czyżby coś złego przydarzyło się twemu bratu?
– O tak! – odrzekł Arab. – Jest w niewoli u łowców niewolników.
– Czy przynajmniej żyje? – zniecierpliwił się Smuga.
– Żyje – odpowiedział Madżid. – Ale jest uwięziony. Mnie uwolnił pan Gordon.
– Po kolei, panowie! Wysłuchajcie wszystkiego po kolei – Anglik przerwał tę pełną napięcia rozmowę. – Przede wszystkim usiądźmy i podsumujmy to, czego się dowiedzieliśmy.
Tak też zrobili, a Gordon zaczął opowiadać:
– Czwartego dnia po wyjściu z wioski obozowaliśmy na skraju dżungli i sawa
– Nie udało się wam więc zdobyć zbyt wielu informacji… – zaczął sceptycznie Smuga.
– Trudno byłoby winić Mungę za nierozwagę. Ta kobieta to jego narzeczona – przerwał mu Gordon.
– Prowadzono nas – wyjaśnił Madżid – na zachód. Szeptano bowiem, że na południowo-zachodnim krańcu Jeziora Alberta w grubych, piaskowych pokładach znaleziono złoto. Utrzymywano to w tajemnicy, ale najpewniej tam mieliśmy być zatrudnieni.
– Ale czy odnaleźliście przynajmniej kryjówkę tych drani? – Nowicki wymownie zacisnął swe sękate pięści.
– Owszem – spokojnie, choć nie bez dumy, odrzekł Gordon. Na chwilę zawiesił głos, po czym z wahaniem dodał: – Mówią, że handlarze uwięzili tam jakiegoś Europejczyka.
W nagłym napięciu zwróciły się ku niemu wszystkie twarze.
Rozprawa
Na południe od miejsca, gdzie Nil wpada do Jeziora Alberta, by wkrótce wyrwać się z niego szerokim na kilometr korytem, w swą mozolną drogę ku północy, niemal dokładnie pośrodku między dwoma osadami, Butiabą i Butisą, utworzyła się spora zatoka. Niegdyś zatonął u jej brzegów angielski parostatek [196]. Po latach wody zatoki opadły. Zasilająca je rzeka zmieniła koryto, a teren przeistoczył się w niedostępne bagnisko. Statek powoli zaczął wynurzać się na powierzchnię. Nie mógł zostać zepchnięty na wodę i uruchomiony, ale świetnie nadawał się na mieszkanie dla wędrowców różnego autoramentu: poszukiwaczy skarbów i przygód, handlarzy, uciekinierów przed prawem. Przed kilku laty przybył tu “człowiek z Północy”, by przejąć władzę nad mieszkańcami statku. Wkrótce kierował stąd łupieżczymi wyprawami po kość słoniową, futra, skóry i sól. Organizował napady na karawany. Aż wreszcie zaczął uprawiać proceder oficjalnie surowo zakazany: łowienie niewolników. Na ów “towar” nadal jeszcze nietrudno było znaleźć nabywców, zwłaszcza w niemieckich koloniach Afryki Wschodniej [197], jak również na znanej z handlu żywym towarem wyspie Zanzibar.
“Człowiek z Północy”, znany też jako “żelazny faraon”, znalazł nabywców i dostarczał im ludzi. Przeprowadził wiele takich transakcji. Zaczynał od wyłapywania Murzynów w dżungli bez zbytniego rozgłosu. Napad na wioskę Kisumu był pierwszym z przedsięwzięć zaplanowanych na szerszą skalę. Po którymś z takich “przedsięwzięć” na parostatek sprowadzono dwu arabskich kupców z Asuanu. Czy zostali porwani, czy przybyli tu robić jakieś interesy? Nie bardzo zaprzątano sobie tym głowę. W każdym razie wkrótce po gości
[194] Niektóre plemiona tak właśnie polują na antylopę bongo. Wokół karmnika z solą budują zagrodę z bambusów.
[195] Eland (Taurotragus oryx), zwana także “ka
[196] W 1886 r. po Jeziorze Alberta pływały dwa parostatki “Kedyw” i “Njanza”, które po pewnym czasie zatonęły.
[197] Na terenie dzisiejszej Tanganiki handlowano niewolnikami jeszcze w latach dwudziestych XX wieku.