Страница 28 из 72
Sally była urzeczona. Marzyła o tej chwili od lat. Patrzyła z zachwytem na szczątki kamie
– Sally, kochanie, jesteśmy na miejscu!
Tak, czuła to! Byli na miejscu. Tym miejscu, które powoli odsłaniało tajemnice sprzed tysięcy lat.
Chwile grozy
Wilmowscy postanowili używać w Luksorze panieńskiego nazwiska Sally. Lord Allan z małżonką i siostrzeńcem oraz towarzyszący im lokaj zamieszkali w apartamencie na jednym z wyższych pięter hotelu “Winter Pałace”. Z tarasu apartamentu mogli oglądać ponury pejzaż ruin Karnaku, rozległy fragment Nilu i piętrzące się na zachodnim brzegu skalne urwiska. Sally nie pozwoliła im ochłonąć po trudach przebytej drogi. Najpierw nalegała na spacer wśród starożytnych ruin Karnaku, co zajęło im dobrych kilka godzin. Teraz, po półgodzi
– Sikorko, daj odetchnąć! Mam już dosyć tych trumie
– Myślę, że za parę dni dołączą do nas ojciec ze Smugą – wszedł w rozmowę Tomasz, by zmienić nużący dla nich temat.
– Tymczasem nie siedźmy z założonymi rękami, wdychając ten przeklęty, suchy pusty
Rzeczywiście, wiał chamsin , południowo-wschodni wiatr pusty
– Możemy przecież zwiedzać tutejsze zabytki.
– Ech, ta znowu swoje… Tylko te kamienie ci w głowie. Mam już od nich łepetynę pełną zamętu. Nic, tylko zwiedzaj i zwiedzaj! – zirytował się Nowicki.
– Wypada nam jednak zobaczyć to i owo – łagodził Tomasz.
– To sobie zwiedzajcie! Ja wolałbym nieco powęszyć – zaznaczył Nowicki.
– Jedno nie przeszkadza drugiemu – mitygowała Sally. – Proponuję zobaczyć jeszcze dziś świątynię w Luksorze.
– Po cóż tam iść. Przecież widać – Nowicki gestem wskazał pobliskie ruiny i niespodziewanie począł parodiować styl przewodników oprowadzających wycieczki.
– Jesteśmy na dziedzińcu, oto wschodni portyk. Stąd mamy widok na kolumnadę, a kolumny stoją jak na paradę… To są reliefy, ten posąg z wieku przed wiekami, a tamten jeszcze wcześniejszy. Te kolumienki są papirusowe, bo rozłożyste jak liście, a tamte, proszę państwa, zamknięte, mają kształt kwiatu lotosu, a to tutaj to jest brr… pyton, nie, pylon. Przez westybul przechodzimy do sali hypostylowej. Patrzmy na ściany. Co widzimy, proszę szanownych państwa? To sceny prowadzenia jeńców, a to zarzynanie wołów [107]… – młodzi Wilmowscy byli zdumieni zarówo nagle ujawnionym rozdrażnieniem starego druha, jak i jego talentem do zapamiętywania trudnych terminów.
– Niech się zamienię w sardynkę zamkniętą w blaszanej puszce, jeśli wkrótce nie stanę się znawcą sztuki egipskiej – marynarz odetchnął głęboko. – Co masz jeszcze w zanadrzu, sikorko? Wyciągaj, bo niecierpliwie czekam. Czy tylko ta świątynia w Luksorze tak cię absorbuje? Wolałbym już, do stu funtów hawajskiego tytoniu, jechać i popatrzeć na tych umarlaków naprzeciw.
– Raz mówisz tak, raz tak, kapitanie – Sally poczuła się całkiem rozbrojona. – Jesteśmy przecież tu dopiero od wczoraj i już zwiedziliśmy cały kompleks świątyń w Karnaku, który był północną dzielnicą Teb. W Luksorze, stanowiącym niegdyś południową część miasta, jest tylko jedna świątynia.
– Wszystko jak na dłoni widać z tego tarasu – z uporem powtórzył No wieki.
– Tak, możemy się czuć trochę jak żołnierze Napoleona, którzy przybyli tu w pogoni za Mamelukami pokonanymi w bitwie pod piramidami i zaprezentowali broń na znak zachwytu dla tej świątyni. – Sally znowu nie mogła się powstrzymać. – Zbudował ją Amenhotep III, ojciec faraona, który próbował zmienić wiarę w Egipcie.
– Pamiętam, pamiętam – odrzekł No wieki. – Miał na imię Echnaton… To ten, co w nazwie bóstwa zmienił jedną literę…
– Tak, właśnie on. Echnaton albo Amenhotep IV – uzupełniła Sally.
– Zięciem, którego z kolei był Tutanchamon – tym samym tonem wtrącił Tomasz.
– Niech wam będzie. Piękna świątynia, zbudowana wzdłuż Nilu, ma ze 260 metrów długości, jak porządny okręt dalekomorski – uspokajał się Nowicki. – Ale, skoro już jesteśmy przy tym, jak go zwał… Tu, tam… Tuman… Cham… – marynarz zaplątał się niczym Patryk. – Niech mnie wieloryb połknie, jeśli nie połamię sobie na nim języka – westchnął. – Skoro już przy tym trudnym faraonie jesteśmy, to weźmy się do rzeczy i zacznijmy węszyć. Po to tu przecież przybyliśmy…
– To dziwne, że pamiętasz tyle szczegółów z wykładów Sally, a zapominasz imię tego faraona.
– Zawsze miałem kłopoty z nazwiskami. Zresztą, ty, Tomku, też! Pamiętasz, opowiadałeś mi o tym – roześmiał się już ze zwykłą dla siebie pogodą Nowicki.
– Stare dzieje… – westchnął Tomek.
– Nic mi o tym nie mówiłeś – nalegała Sally, ciekawa szkolnych przygód męża.
– Po prostu nie było okazji… To było w rosyjskiej szkole w Polsce. Nauczyciel geografii uparł się nie przepuścić do następnej klasy mojego przyjaciela, Tymowskiego.
– A Tymowski i Wilmowski to bardzo podobne nazwiska – wtrącił Nowicki.
– Tak, no i na dodatek tego właśnie dnia Krasawcew, bo tak się ów nauczyciel nazywał, zapomniał okularów, bez których bardzo słabo widział [108]. Poszedłem więc do odpowiedzi za mojego przyjaciela…
– To dopiero była heca – roześmiała się Sally.
Ale już znowu Nowicki przypominał im, że powi
– Cierpliwie czekajmy na naszą grupę ubezpieczeniową – powiedział Tomasz. – Napad na statku świadczy, że o nas wiedzą.
– Co nie przeszkadza, by się nieco rozejrzeć – zdecydowanie odparł Nowicki. – Smarujcie jutro rano z Patrykiem na suk [109], rozejrzyjcie się po sklepach. Pogadajcie z handlarzami… Ja pochodzę trochę własnymi ścieżkami… I obiecuję, że będę codzie
Nowicki wyraźnie postanowił położyć kres turystyce.
– Ów koptyjski mnich żyje gdzieś w pobliżu wioski Medinet Habu – odrzekł Tomek, który rozumiał starego druha, gdyż jego również znużyło już miasto i tęsknił za otwartymi przestrzeniami.
[105] Miasto żywych – administracyjne centrum państwa i kultu, w przeciwieństwie do położonego na zachodnim brzegu Nilu – Miasta Umarłych, które już od czasów IX i X dynastii stało się nekropolią.
[106] Chamsin (samum) – gorący, południowo-wschodni, porywisty wiatr pusty
[107] Portyk czy pylon to monumentalna budowla przed wejściem np. do świątyni. Westybul – przedsionek. Hypostyl – sala o wielu kolumnach. Reliefy – płaskorzeźby.
[108] Historia opisana w powieści Tomek w krainie kangurów.
[109] Suk (ar.) – targ.