Страница 29 из 33
– Ze złota? – wykrzyknął Bob. – Skąd oni je wynoszą?
– Standardowe, duże sztaby złota wytwarzane przez rząd ważą około trzydziestu pięciu kilogramów! Mniejsze mają ciężar około dziesięciu kilogramów i każda z nich ma wartość dziewięciu tysięcy sześciuset dolarów! Zdaje mi się, że Shelby i bracia Morganowie obrabiają właśnie Federalny Bank Rezerw!
– O rany! – wykrzyknął cicho Bob. – A ile jest warta każda z tych dużych sztab?
Jupe zmarszczył brwi, starając się policzyć jak najprędzej.
– W przybliżeniu będzie to dziewięćset sześćdziesiąt dolarów za kilogram razy trzydzieści pięć… czyli… – Jupe gwizdnął cichutko -… ponad trzydzieści tysięcy dolarów, a dokładnie trzydzieści trzy tysiące sześćset!
– Hooolender! – wykrzyknął znowu Bob. – A Shelby powiedział, że tych sztab ma być trzysta!
– Czyli w sumie dziesięć milionów osiemset tysięcy dolarów – obliczył szybko Jupe. – Nieźle się obłowią!
– Jesteśmy więc świadkami całkiem poważnego rabunku – szepnął – Jeżeli nam życie miłe, powi
Jupe kiwnął potakująco głową.
Problem w tym, jak to zrobić – szepnął ochrypłym głosem z podniecenia. – Shelby stoi za blisko smoka!
W zamyśleniu zrobił parę kroków w kierunku przedniej części smoka. A potem nagle skoczył przed siebie.
Bob pobiegł za nim, pewny, że Jupe znalazł jakąś lepszą kryjówkę.
Jupe zatrzymał się tak nagle, że Bob wpadł na niego z rozpędu.
– Przepraszam – mruknął – nie przypuszczałem, że…
Jego towarzysz położył palec na ustach. A potem pochylił się do przodu, wpatrując się błyszczącymi z podniecenia oczami w tablice rozdzielczą.
– Hurra! – syknął triumfalnym szeptem.
– Zostawili kluczyk w stacyjce!
Bob rozdziawił usta ze zdumienia.
– Jak to? Masz zamiar… uruchomić go? Będziesz umiał go poprowadzić? Nic nie widząc? Tu nie ma żadnej szyby!
Jupe wzruszył ramionami.
– Warto spróbować. Jestem pewien, że ten smok jeździ jak zwykły samochód, a ja się na tym znam. Wiem, jak działa nożne sprzęgło, hamulec, skrzynia biegów i pedał gazu. Aż do wylotu tunelu będziemy jechać po torach.
Zwi
– Ruszamy – rzucił krótko i przekręcił kluczyk.
Silnik obrócił się z przeraźliwym zgrzytem. A potem jeszcze raz. Wreszcie kichnął parę razy, zakasłał i zatrzymał się.
– Jupe, on kaszle! – krzyknął Bob. – To nie Shelby kastet przedtem.
Jupe kiwnął głową i zagryzł wargi.
– Tak, dławi się – powiedział z odcieniem zawodu w głosie, a potem jeszcze raz przekręcił kluczyk, tym razem przytrzymując go dłużej.
Silnik obrócił się znowu parę razy. Wreszcie zagrzmiał równym, donośnym warkotem.
Jupe westchnął z ulgą. Włączył pierwszy bieg i powoli zwolnił pedał sprzęgła.
Smok rzucił się konwulsyjnym skokiem do przodu. A potem doszedł ich jeszcze bardziej złowieszczy odgłos.
Usłyszeli, że ktoś otwiera pokrywę luku.
– Powi
Jupe kiwnął głową. W jego oczach pojawił się strach.
– Wiem. Przepraszam. Nie pomyślałem o tym.
Rozdział 19. Rozpaczliwe położenie
Pete zatrząsł się ze strachu. Oparł się mocno o skalną ścianę, gotów do zadania ciosu trzymaną w ręku ciężką latarką. Zdawał sobie sprawę, że jest w stanie unieszkodliwić jedno z włochatych stworzeń, ale nie będzie mógł podjąć walki ze wszystkimi. Było ich za wiele.
Także pan Carter, nawet gdyby zgubił w ciemności swoją strzelbę, był zbyt mocnym przeciwnikiem.
Na szczęście Carter leżał teraz na ziemi, potknąwszy się o kłębiące się we wnętrzu pieczary zwi
To nie był atak. Czarne cienie przemknęły nad rozciągniętym na ziemi ciałem pana Cartera i pognały do szerokiej szczeliny, powstałej po odsunięciu deski.
Zaintrygowany tym widokiem Pete przykucnął, gotów do skoku. Usłyszał jeszcze jedno dziwne jęknięcie i odwrócił się ku przejściu do wielkiej groty. Do pieczary wpadł jeszcze jeden zwierzak świecąc dziko oczami i zanim Pete zdążył zrobić jakikolwiek ruch, przemknął ocierając się o jego wystające kolana. Zwi
Pete nie wahał się ani chwili. Przypuszczał, że Carterowi nic się nie stało, może tylko stracił przytomność. Za chwilę mógł znowu stanąć na nogi z tą przerażającą strzelbą w garści.
Jupe polecił mu wprawdzie, aby siedział tu gotów do wyświetlenia filmu. Ale nie przewidział chyba, że Pete może znaleźć się na celowniku strzelby pana Cartera. Pete pomyślał, że znajdzie jakiś i
Skoczył do otwartego wciąż wejścia do groty, chwycił projektor i pchając go przed sobą, przepełznął na drugą stronę. Usiadł i zaczął nasłuchiwać. Doszło go ciężkie sapanie pana Cartera.
Nie było czasu na zmaganie się z zaklinowaną przez Jupe'a kamie
Jego oczom ukazało się nagle w świetle latarki otwarcie w ogromnej, szarej ścianie. Instynktownie przemknął przez nie na drugą stronę.
W tym momencie usłyszał za sobą jakiś dziwny szmer. Obejrzał się i poczuł, że zimny pot spływa mu po plecach.
Wielka, szara ściana zamykała się za nim!
Rzucił się, aby przeskoczyć z powrotem, lecz było już za późno. Dwie połówki ściany zetknęły się ze sobą.
Jego uwagę przykuł teraz i
Smok zbliżał się z głośnym chrzęstem i rykiem!
Pete zgasił latarkę i z przerażeniem zrobił krok do tyłu. Poczuł za plecami ścianę. Dalej nie można się było wycofać.
Trzymając przed sobą projektor niczym tarczę, odsunął się powoli na bok i wcisnął do najciemniejszego kąta.
Smok zbliżał się wielkimi skokami. Pete z przejęciem obserwował jego kołyszący się łeb i otwartą paszczę. Nigdzie ani śladu po obu przyjaciołach. Pete zagryzł wargi i jęknął boleśnie.
Bob i Jupe byli już na pewno w ogromnym brzuchu potwora. Nie było żadnej szansy na ich uratowanie! Kiedy smok znalazł się całkiem blisko, Pete zaczął się zastanawiać, jaki też los stanie się jego udziałem.
W otwartym włazie smoka zagrzmiał głos Arthura Shelby'ego. Nie był to wcale głos kochającego żarty dowcipnisia. Przypominał raczej jakiś głośny ryk, dobywający się z głębi gardła.
– Wyłazić, dranie, kimkolwiek jesteście, jeśli wam życie miłe!
Bob wlepił oczy w Jupe'a. Jupe zacisnął wargi ze stanowczą miną i potrząsnął dziko głową. Jego palce zaczęły wściekle błądzić po przyciskach na tablicy rozdzielczej.
– To nasza jedyna szansa. Muszę uruchomić tego przeklętego smoka!
Nagle motor zawarczał znowu. Ogromne cielsko niepewnym ruchem skoczyło do przodu. Gruba szyja uniosła się naraz do góry.
Bob wyciągnął rękę w jej kierunku.
– Patrz, Jupe! Któryś z tych przycisków musiał ją uruchomić. Zobacz, tam się zrobił duży otwór. Będziemy widzieć drogę!
Jupe kiwnął głową i mocniej nacisnął na pedał. Smok zatrzymał się nagle. Usłyszeli odgłos dławienia się motoru i krzyk pana Shelby'ego. Z góry doszedł ich jakiś łoskot, a potem odgłos głuchego uderzenia.
– Jupe, zdaje się zgubiliśmy pana Shelby'ego. Wal dalej! – krzyknął ponaglającym tonem Bob.
– Spróbuję… Ale robię chyba jakiś błąd. Ciągle się zatrzymuje. Jeszcze raz włączył stacyjkę i nacisnął starter. Przez szum silnika przebijały się krzyki pana Shelby'ego, wołającego obu Morganów.
Bob skoczył do tyłu i przycisnął czoło do małego iluminatora, umieszczonego trochę z boku.