Страница 22 из 33
– Kazałeś nam dobrze przyjrzeć się temu smokowi – odezwał się po chwili Bob. – Wytrzeszczałem gały, jak tylko mogłem, i nie dostrzegłem żadnej różnicy między naszym smokiem i tym na filmie. A ty Pete?
Pete przejechał ręką po włosach.
– Zauważyłem tylko, że ten filmowy smok trochę ładniej ryczał.
– Nie wydaje mi się – odparł Bob. – Nasz po prostu bez przerwy kaszle.
Jupiter uśmiechnął się.
– Tak, dokładnie tak.
– Jupe, co masz na myśli? – spytał Pete.
– To, że nasz smok z Seaside jest najwidoczniej bardziej wrażliwy na złą pogodę. Zdaje mi się, że musiał się przeziębić.
Bob ukradkiem przyjrzał się Jupiterowi, który siedział z najwyraźniej zadowoloną miną. Ogarnęły go wątpliwości. Z doświadczenia wiedział już, że kiedy Jupiter ma taki wyraz twarzy, oznacza to, że odkrył coś ważnego. Coś, co umknęło uwagi ich obu.
– Jakim cudem nasz smok mógł się przeziębić – spytał Bob. – Przecież wszystkie smoki żyją w wilgotnych jaskiniach i w wodzie.
Jupiter przytaknął.
– Właśnie to mam na myśli. Za parę godzin, kiedy znajdziemy się tam znowu, rozwikłamy tajemnicę tego kaszlu. Jeśli moja teoria jest prawidłowa, wyjaśni się też, dlaczego mogliśmy wydostać się stamtąd i nie stracić życia.
Pete zamyślił się i zmarszczył brwi.
– To, co mówisz, Jupe, wygląda dość obiecująco. Ale co się stanie, jeżeli twoja teoria okaże się błędna?
Jupiter wydął policzki.
– Lepiej, żeby się sprawdziła. Ostatecznie stawiam na tę kartę i moje, i wasze życie.
Rozdział 15. Pytania i odpowiedzi
– Może byś wreszcie przestał być tak tajemniczy, Jupe – wybuchnął nagle Pete – i powiedział nam, co się szykuje. Stworzyliśmy zespół Trzech Detektywów, aby rozwiązać różne zagadki i wyjaśniać tajemnicze sprawy. Nie było mowy o tym, że mamy zamienić się w jakichś kamikadze. Lubię życie, które prowadzę, Bob prawdopodobnie także wolałby nie rozstawać się z tym światem. Bob, co o tym myślisz?
Bob uśmiechnął się i kiwnął głową.
– Oczywiście, że nie. A gdybym się przypadkiem rozstał, kto zająłby się dokumentacją i badaniami? Pete ma rację, Jupitku. To nie miałoby sensu.
Jupe wzruszył ramionami.
– Nie mam jeszcze całkowitej pewności. Nie miałem oczywiście zamiaru narażać bez potrzeby siebie i was na utratę życia. Ale czasami po prostu trzeba podjąć ryzyko.
Pete poruszył się niespokojnie.
– Och, nie pójdzie ci tak łatwo. Jeżeli o mnie chodzi, to najpierw będziesz musiał mnie przekonać do tego. Dwa dni temu oglądałem film, który tata przyniósł do domu. Było w nim mnóstwo specjalnych efektów. A główny bohater, naukowiec, podjął takie właśnie ryzyko. Wolałbym nie opowiadać ci, co się z nim stało.
Jupe spochmurniał.
– Zapomniałem na śmierć, że twój ojciec jest ekspertem od specjalnych efektów filmowych, Pete. O czym to było?
– O owadach – odparł Pete szczerząc zęby.
– O owadach?
– Tak, o mrówkach i chrząszczach, które przejęły władzę nad światem – wyjaśnił Pete. – Jeden z tych fantastycznonaukowych horrorów. Wierz mi, to było tak samo przerażające, jak ten stary film o smoku, który dopiero co obejrzeliśmy. Owady miały po piętnaście, a nawet trzydzieści metrów. Były wielkie jak domy.
– Jak oni to nakręcili?
– Wykorzystali prawdziwe mrówki i robale.
– Daj spokój, Pete – żachnął się Bob. – Prawdziwe mrówki wielkie jak domy?
Pete skinął głową.
– Tata wytłumaczył mi to. Technika jest trochę i
Jupiter znów zaczął się bawić dolną wargą.
– Masz ten film jeszcze w domu? – zapytał w zamyśleniu.
– Będzie jeszcze przynajmniej przez tydzień – powiedział Pete. – Tata powiedział nawet, że na pewno spodobałby się tobie i Bobowi. Zapraszam was, kiedy tylko chcecie. Wstęp wolny!
Jupiter poruszył się niespokojnie.
– Obawiam się, Pete, że skorzystamy z niego prędzej, niż myślisz. – Spojrzał na zegarek, a potem znowu na Pete'a. – Czy twój projektor może działać na baterie?
Pete kiwnął głową.
– Jasne. I na baterie, i na prąd z sieci.
Jupiter zacisnął usta.
– Ale jest waszą własnością, tata nie wypożyczył go z wytwórni?
– Oczywiście, że jest nasz. To znaczy, mojego taty. Ale dlaczego właściwie tak się dopytujesz?
– Chodzi o to, żebyśmy nie stracili życia… a przy okazji wyjaśnili tę zagadkę. Jak myślisz, czy twój tata wypożyczyłby nam projektor razem z tym filmem, który oglądałeś? Jeszcze na dziś wieczór?
Pete dostał prawie oczopląsu.
– Chcesz go tam zabrać?
– Tak, chcę go tam zabrać – powtórzył Jupe. – Pomysł jest tak samo fantastyczny, jak film, który chciałbym komuś pokazać.
Pete potarł czubek nosa, a potem wzruszył ramionami.
– Nie mam pojęcia, Jupe. Ale myślę, że tata się zgodzi. Musiałbym oczywiście zadzwonić do niego, żeby mi udzielił pozwolenia.
– To wspaniale – powiedział Jupe.
– Tak, tak, wspaniale – odparł Pete. – Ale zanim zabiorę się do przekonywania taty, że wszystko będzie dobrze, chciałbym wiedzieć, dokąd jedziemy dziś wieczorem, i po co. Mam już dość tego wodzenia za nos po omacku.
Bob kiwnął głową na znak swego poparcia.
Obaj utkwili wzrok w twarzy Jupitera. On zaś przez chwilę próbował zignorować ich surowe spojrzenia. W końcu wzruszył ramionami i rozłożył ręce.
– Dobrze, skoro tak wam zależy – powiedział. – Miałem nadzieję, że uda mi się utrzymać moje domysły i wnioski w sekrecie. Przede wszystkim dlatego, że nie jestem całkowicie pewien ich poprawności. A nawet jeżeli są poprawne, nie bardzo wiem, dokąd one mogą nas zaprowadzić. Zaczęliśmy to dochodzenie od próby odnalezienia psa, który zaginął. Ale potem wyłoniły się i
– No właśnie, co z tym smokiem? – spytał Bob. – Dałeś nam jasno do zrozumienia, że uważasz go za podróbkę. A więc?
– Tak – przyznał Jupe. – Mimo że miałem takiego samego pietra i uciekałem jak i wy obaj, sądziłem, że jest sporo powodów, żeby wątpić w prawdziwość tego smoka z jaskini.
– No to zdradź nam chociaż jeden – powiedział Pete. – Dlaczego pomyślałeś, że on nie może być prawdziwy?
– Z wielu względów. Nieprawdziwa była jaskinia. Nieprawdziwy stary tunel. Nieprawdziwe wejście do niego. Jeżeli wziąć to wszystko pod uwagę, podejrzenie o nieautentyczność smoka nasuwa się samo.
– Nie zauważyłem ani jednej z tych rzeczy – przyznał się Bob.
– Zacznijmy od pierwszej jaskini – powiedział Jupe. – Znaleźliśmy tam jakieś podejrzane deski. Odsunęliśmy jedną z nich i ukazało się wejście do przemytniczej pieczary.
– Pamiętam, że przyglądałeś się im z trochę dziwną miną – powiedział Bob. – Co tam było nieprawdziwego?
– Miała to być stara jaskinia, kryjówka przemytników i piratów. Deski były wprawdzie stare, ale tylko niektóre.
– Niektóre? – zapytał Pete.
Jupiter kiwnął głową.
– Na przykład deska, którą odsunęliśmy. Ale był też długi i szeroki kawał sklejki. Nie muszę wam chyba przypominać, że sklejka jest dość niedawnym wynalazkiem. Nie mogli posługiwać się nią piraci ani nawet przemytnicy.
– Sklejka? – powtórzył Pete, marszcząc brwi. – No, może i tak. Ale nie jest to żaden istotny szczegół, który by czegoś dowodził.
Jupiter wrócił do swego wywodu.