Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 103 из 104

Docieramy do podestu na ostatnim piętrze, skrzypią drzwi. Staje w nich kobieta w czarnej sukni, podpiera się laską i mruży oczy.

Początkowo jej nie rozpoznaję. Włosy nieznajomej mają kolor cyny, zakrywa je chusta. Jej grube nogi są powykręcane i żylaste pod beżowymi lekarskimi rajstopami. Kiedy jednak kobieta się prostuje i wymieniamy spojrzenia, widzę ją taką jak niegdyś w Harbinie, w eleganckiej szyfonowej sukni, z rozwianym włosem, stojącą przy furtce w oczekiwaniu na mój powrót ze szkoły.

– Aniu! – krzyczy.

Jej głos łamie mi serce. To głos starej kobiety, nie mojej matki. Wyciąga do mnie drżącą dłoń, a następnie przyciska ją do serca. Ma plamy na dłoniach i głębokie bruzdy wokół ust. Wygląda staro jak na swój wiek, to przez trudne życie, ja zaś wyglądam młodo. Ale jej oczy są piękniejsze niż zwykle. Migoczą niczym diamenty.

– Aniu! Aniu! Ukochane dziecko! Piękne dziecko! – krzyczy kobieta, a jej oczy czerwienieją od łez.

Robię krok w jej kierunku, ale się chwieję. Odwaga mnie opuszcza, szlocham. Iwan kładzie mi rękę na ramieniu. Tylko jego głos w moim uchu łączy mnie z rzeczywistością.

– Pokaż jej Lily – szepcze, popychając mnie do przodu. – Pokaż jej wnuczkę.

Bierze mnie za ręce i układa na nich Lily, odsłaniając jej buzię.

Mała otwiera oczy i patrzy na mnie ze zdumieniem. Ma takie same oczy jak kobieta, która wyciąga ręce do mnie. Bursztynowe i piękne. Mądre i dobre. Lily gaworzy i przebiera nóżkami, po czym nagle odwraca się do kobiety i wychyla, odsuwając ode mnie.

Znowu jestem w Chinach, mam dwanaście lat. Upadłam i się skaleczyłam, mama chce mi pomóc. Każdy krok ku niej jest niezręczny, ale szeroko rozpościera ramiona. Kiedy do niej dochodzę, przytula mnie do piersi. Jej ciepło otacza mnie niczym para z gorącego źródła.

– Moja kochana! Moja córeczka! – mówi cicho, spoglądając na mnie z taką czułością, że niemal pęka mi serce. Kołyszemy razem Lily i wpatrujemy się w swoje twarze, przypominając sobie, co przeżyłyśmy. Odnalazłyśmy to, co zaginęło. Możemy zacząć od początku. Mama i ja wracamy do domu.

OD AUTORKI

Rosjanie wypracowali oficjalny sposób zwracania się do siebie z użyciem określeń patronimicznych. Przykładowo, w Białej gardenii pełne imię i nazwisko Ani brzmi A

Aby uniknąć tego rodzaju nieporozumień, postanowiłam stosować patronimikę bohaterów tylko w wyjątkowo oficjalnych sytuacjach, w listach, w testamencie Siergieja, przy formalnej prezentacji i tak dalej. W ten sposób pragnęłam oswoić czytelnika z tym rosyjskim zwyczajem. Przez większość książki używam jednak wyłącznie nieformalnych imion bohaterów. Postanowiłam też, że po przybyciu do Australii Ania powi

Jednym z najprzyjemniejszych aspektów pracy przy pisaniu Białej gardenii było tworzenie opowieści o więzi między matką i córką, a także dopasowywanie jej do kontekstu historycznego. Starałam się zadbać o to, aby wszystkie szczegóły książki były precyzyjne i autentyczne, niemniej w kilku miejscach musiałam zabawić się w Stwórcę i nieco ścieśnić historię, aby nie wypaść z rytmu. Po raz pierwszy postąpiłam tak w chwili przybycia Ani do Szanghaju, wkrótce po zakończeniu drugiej wojny światowej. Co prawda w tamtym czasie w mieście znajdowała się pewna grupa Amerykanów, lecz pod względem chronologicznym Ania przyjeżdża parę tygodni przed pojawieniem się amerykańskiej marynarki woje

George Burns powiedział: „Najważniejsza w aktorstwie jest uczciwość. Jeśli potrafi się ją zagrać, reszta przyjdzie sama!”. W Białej gardenii niektóre fikcyjne miejsca lepiej nadawały się do opisania rzeczywistości niż prawdziwe, na przykład klub Moskwa – Szanghaj. Lokal ten jest wytworem mojej wyobraźni, a jego wygląd odzwierciedla architekturę kilku carskich pałaców, niemniej trafnie przedstawia on panujący podówczas w Szanghaju klimat dekadencji. Podobnie australijski obóz dla imigrantów, do którego trafiają Ania i Irina, nie jest konkretnym miejscem na środkowym zachodzie Nowej Południowej Walii, chociaż większość moich prac badawczych wiązała się z obozami dla imigrantów w Bathurst i Cowra. Wyszłam z założenia, że najlepiej będzie, jeśli Ania nawiąże osobisty kontakt z dyrekcją obozu, lecz nie chciałam w bezpośredni sposób wprowadzać do książki rzeczywistych postaci kierowników obozów w Australii. Z tego samego powodu stworzyłam fikcyjne czasopismo „Sydney Herald”, w którym Ania znalazła zatrudnienie. Dzięki takiemu manewrowi mogłam podkreślić zażyłość bohaterki z redaktorką Dianą. Rodziny z „towarzystwa” są również fikcyjne i nie zamierzałam opisywać żadnej konkretnej osoby, która mogłaby się z nich wywodzić, chociaż nocne kluby Prince’s, Romano’s i Chequers naprawdę istniały w Sydney w latach pięćdziesiątych XX wieku. Swój stosunek do tych fikcyjnych miejsc i osób mogę opisać za pomocą sentencji, którą podzieliła się ze mną pewna hołdująca wymogom mody przyjaciółka: „Jeśli włosy i buty są w porządku, wszystko i

Pragnę też podkreślić, że o ile inspiracją do napisania niniejszej książki były rzeczywiste zdarzenia z podróży mojej matki i matki chrzestnej z Chin do Australii, wszystkie postaci i sytuacje w książce są wytworem mojej wyobraźni. Nie miałam zamiaru opisywać historii rodziny w formie fikcji literackiej i żadnego z głównych bohaterów nie należy utożsamiać z jakąkolwiek osobą żyjącą lub zmarłą.

Prowadzenie prac przygotowawczych oraz pisanie Białej gardenii było dla mnie prawdziwą radością. Liczę na to, że czytanie tej książki sprawiło państwu przyjemność.

PODZIĘKOWANIA

Podobno pisarz wiedzie samotne życie, lecz odnoszę wrażenie, że w chwili, gdy przykładałam pióro do kartki papieru (a właściwie palce do klawiatury), aby przystąpić do napisania Białej gardenii, szczęśliwie znalazło się przy mnie niewiarygodnie dużo osób gotowych służyć mi natchnieniem, informacją i wsparciem.

Na początek pragnęłabym wyrazić wdzięczność dwóm kobietom, które zainspirowały mnie do napisania powieści o Rosjanach: mojej matce Dea