Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 44

Kevin pokręcił głową.

– Legcze jediesz, dalsze budiesz – wystękał Mountbatten, krzywiąc się niemiłosiernie. – Albo jakoś podobnie.

Jeremy'ego od razu rozbolała szczęka i pomasował ją.

– Tak właśnie postąpiły owady, czy też za nie uczyniła to natura. Zostawiła je w pełni uformowane, ufna, że przetrwają do właściwej chwili, i zaczęła szukać dla nich objazdu. Droga była daleka, powstało wiele gatunków, które zgładziła, bo nie dawały pomyślnych rokowań na przyszłość. Niech pan pomyśli o mezozoiku, o wielkich gadach. Co się wtedy działo! Wszak one, gdyby tylko umiały, musiałyby myśleć jak my – że są uwieńczeniem ewolucji. Czyż były jakieś przesłanki, które by temu przeczyły? Skąd! Były najpotężniejsze, jeżeli walczyły, to między sobą, bo nie miały naturalnych wrogów. Dopiero gdy pojawiły się ssaki, musiały odejść.

Ssaki to był czarny koń ewolucji. Z początku szło opornie, ale w końcu pojawiły się naczelne, a z nich człowiek, który błyskawicznie przeszedł od maczugi do bomby wodorowej. Na to czekała natura ze swymi owadami. Jak pan pewnie wie, zdecydowana ich większość jest odporna na ogromne dawki promieniowania, a taki na przykład karaluch może sobie gwizdać na skażenie. Gdyby, rzecz prosta, miał czym.

I tu dochodzimy do sedna. Jak niegdyś wielkie gady, tak my teraz stoimy przed apokalipsą, która zaplanowana została miliony lat temu.. Po prostu mieliśmy powstać, zbudować bombę i zrzucić ją sobie na głowy, by oczyścić plac dla przeobrażonych przy te| okazji owadów. Owady mutanty, wyposażone w niemożliwe do przewidzenia organy spełniające rolę płuc, mózgów, etc., zajmą nasze miejsce.

Jeremy przełknął ślinę i odważył się przez ramię popatrzeć na termitierę. W tym otoczeniu gotów był uwierzyć we wszystko, chociaż jednocześnie był przekonany, iż Mountbatten jest nieszkodliwym szaleńcem.

– Ma pan jakieś dowody na to? – wydukał, przypominając sobie

0obowiązkach reportera działu miejskiego.

– Oczywiście. Podam je w skrócie, chociaż ich ustalenie zajęło mi wiele lat. Z powodu podobieństwa do społeczności ludzkich, a więc: liczebności, kastowości, podziału obowiązków i, co za tym idzie, największej predestynacji do przejęcia naszej roli, skupiłem się na mrówkach i termitach. Pan pewnie nie wie o tym, ale termitiery i mrowiska są budowane zawsze i wszędzie według tego samego planu.

Dany gatunek na całej kuli ziemskiej tworzy je tak samo, różnice dotyczą materiału i wyglądu zewnętrznego kopców, na który zresztą najczęściej wpływa po prostu erozja. Plan korytarzy, komór, wyjść i wszelkich "urządzeń" wewnątrz jest taki sam. To normalne, uważaliśmy, bo po prostu zakodowane genetycznie. Jak budowa gniazd i legowisk przez i

– Promieniowanie? – podrzucił zainteresowany nagle Jeremy. Mountbatten skrzywił się.

– Tak, wpłynęło, ale nie w sposób, w jaki pan najprawdopodobniei sądzi. Promieniowanie, wpływ działalności człowieka, zanieczyszczenie środowiska stały się ulubionym wytłumaczeniem różnych zjawisk dla nieuków. Kładą do wspólnego worka wszystko, czego nie potrafią wyjaśnić, a na worku piszą "Wpływ cywilizacyjnych oddziaływań człowieka". I wysyłają do Sztokholmu, a potem czekają na Nobla. Nic, ja udowodniłem po prostu, że to nadszedł ich czas, czas owadów. Tak jak miały one genetycznie zakodowany dotychczasowy sposób budowania kopców, tak też natura wpisała im informację, kiedy nadi Izie ich pora. i kiedy ów plan konstrukcyjny należy zarzucić i zastąpić i

W tym wypadku ma pan rację: czy

– A zareagowały?

Mountbatten skinął głową.

– Tak. Moje badania dowiodły tego. Budują od kilkudziesięciu lat i

Entomolog wstał i jeszcze bardziej niż przedtem podobny do żuka podreptał w stronę ogromnej sterty papierów, która okazała się przysypanym nimi biurkiem. Chwilę kopał tam zawzięcie i przyniósł dwie grupy odbitek fotograficznych. Podał je Jeremy'emu i wrócił na swój fotel. Kevin niezdecydowanie obracał zdjęcia w rękach.

– Te. które pan trzyma w lewej ręce, to zdjęcia rysunków, jakie wykonałem na podstawie przekrojów termitier. Niech je pan obejrzy i porówna z tymi z drugiej ręki. a potem panu powiem, co one przedstawiają Kevin obejrzał przekroje. Niektóre były poziome, i

Są prawie identyczne… – zawahał się Jeremy.

– Nie prawie, one są identyczne. Te drugie odbitki to plany schronów przeciwatomowych w hrabstwie Yorkshire. Co pan na to?

Kevin pokręcił głową, zezując to na jedne, to na drugie odbitki i nic nie odpowiedział. Mountbatten wydawał się jednak usatysfakcjonowany.

Można tylko pogratulować naszym inżynierom – powiedział – którzy stworzyli optymalną konstrukcję, zaprogramowaną przez naturę przed milionami lat. Jak przenieść te rysunki na kalkę, przyłożyć do siebie i obejrzeć pod światło, to w zasadzie różnic nie ma. Zasięgałem prywatnie opinii na ten temat i wiem, że w projektowaniu schronów nie kierowano się żadnymi schematami z przyrody. Wysunąłem więc wniosek, że wojna atomowa jest nieunikniona, a jej perspektywa, bliska. Owady przygotowują się do jej przetrwania. zmiany, jakie wprowadziły w swych nadziemnych i podziemnych budowlach korzystne są dla magazynów żywności, a moje termity przeniosły uprawę grzybków do znacznie powiększonych komór pod powierzchnią ziemi. Do zasklepienia wejść przygotowały jakiś porowaty materiał, który pod względem filtracyjnym porównywalny jest z węglem aktywnym.

– Pan jednak mówił – wydobył wreszcie z siebie głos Jeremy – że owady i tak mogą znieść większe promieniowanie niż ssaki. Po co im te przygotowania?

Większe to nie znaczy nieograniczone. Trudno powiedzieć, jakie będzie natężenie radiacji, gdy dojdzie do wojny. Jeżeli wszyscy wypalą ze wszystkich rur, to nic nie będzie wtedy przesadną ostrożnością. Pan przecież wie, co się dzieje na świecie. Pan pracuje w gazecie, nie ja. Południe nie oddaje Północy długów, w Afryce głód, ziemie stepowieją, wojujący islam zwołuje wiernych pod swe sztandary, floty USA z jednej, a Rosji z drugiej strony nie opuszczają Morza Śródziemnego. Daleki Wschód to jeden wrzący kocioł, w Europie święci triumfy separatyzm i terroryzm, sztuczne twory państwowe są kością niezgody Wschodu i Zachodu, a wielkie mocarstwa są o krok od wypowiedzenia wojny. Czego pan jeszcze chce?

– To prawda – westchnął Kevin – ale tak jest od lat i wszyscy się do tego przyzwyczaili.

Mountbatten wzruszył ramionami i Jeremy zrozumiał, że się wygłupił. Właśnie to było najgroźniejsze i zapowiadało nieuchro

Czemu zatelefonował pan do nas? Przecież mój "Obserwator" to najgorszy szmatławiec. Kto pana wysłucha i zrozumie?

Pewnie nikt. Ale też nikt i