Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 30 из 33

Dziwne nauki w szkole wieszczów

Bo pisząc swoją powieść Gombrowicz musiał (i chciał) się zmierzyć z Mickiewiczem. Po pierwsze z Mickiewiczem jako twórcą podstawowych idei i wyobrażeń, które od dziesięcioleci określają odczuwanie Polaków, po drugie z Mickiewiczem jako – tak! – konkurentem… samego Gombrowicza w walce o najwyższe miejsce w polskiej literaturze; chodziło także i o to. Dlatego Trans-Atlantyk został w dużej mierze napisany jako anty-Pan Tadeusz i jako anty-Dziady. Nie tylko miał ujawnić wstydliwie skrywane treści obu romantycznych dzieł, w swobodnej zabawie demaskując polskie stereotypy, które wyrosły z mickiewiczowskiego pnia, ale też miał się stać – równoprawną! – odpowiedzią na mickiewiczowski wzór postawy polskiego pisarza wobec narodowej klęski.

Powieść zaczyna, się w istocie pytaniem o to, jak powinien zachować się polski pisarz, gdy naród w potrzebie. Polska wspólnota w Buenos Aires, do której trafia bohater Trans-Atlantyku, doskonale wie, jakie ma na nim wymusić postawy i zachowania, a wie to – sugerował Gombrowicz – właśnie od Mickiewicza, bo to właśnie Mickiewicz narzucił Polakom kanoniczne wzory zachowań w obliczu klęski, pisząc po upadku powstania listopadowego Dziady drezdeńskie i narodową epopeję, dzieła, które fatalnie zaciążyły na świadomości polskiej, odgrodziły bowiem Polaków na długie lata od rzeczywistości, wpychając ich w świat urojony i w sztywne stereotypy.

W Panu Tadeuszu (i w sarmackich opowieściach Sienkiewicza) ujrzał Gombrowicz oficjalną, optymistyczną odpowiedź polskiego ducha na narodową klęskę, odpowiedź, którą wedle zbiorowych oczekiwań powi

W Trans-Atlantyku taki optymistyczny, kompensacyjny, „eksportowy" obraz polskości, którego wzór Polacy od dziesięcioleci odnajdują u Mickiewicza, fabrykuje „dla" świata grupa poselska, żądając, by pisarz „Witold Gombrowicz" robił to samo. Zatem grupa Rachmistrza, skupiona w malowniczym związku Kawalerów Ostrogi, której nastroje są radykalnie odmie

Martyrologia, której podstawowe struktury wyobrażeniowe zostały ukształtowane w Mickiewiczowskim arcydramacie, odsłania zatem w Trans-Atlantyku swoją dwuznaczną rolę. Z jakąż to ponurą, sadomasochistyczną zaciekłością sportretowani przez Gombrowicza Polacy potęgują w sobie patriotyczną udrękę – czynią to wszakże nie tylko po to, by osiągnąć cele metafizyczne, lecz i po to – jak Gombrowicz przedstawia w Trans-Atlantyku podszewkę romantycznych; wzlotów polskiego ducha – by w ten sposób zaleczyć własny kompleks „drugorzędności"! Brakowi sukcesów militarnych (i gospodarczych!) sportretowani w Trans-Atlantyku wyznawcy patriotyzmu „makabryzującego" pragną przeciwstawić „imponującą" bezbrzeżność polskich cierpień. Cóż za koszmarna licytacja! I trzeba przyznać, że przez Gombrowicza podpatrzona trafnie! Bo zdarzało się przecie Polakom przebywającym za granicą przekonywać cudzoziemców, że Polsce należy się podziw i szacunek świata choćby za to, że… podczas wojny Niemcy wymordowali u nas więcej ludzi niż gdziekolwiek. Ale uwaga Gombrowicza skupiła się przede wszystkim na zjawisku – nazwijmy to tak – martyrologicznego „terroryzmu". Oto Polacy – tak przedstawia się symboliczny sens wątku Kawalerów Ostrogi – w nieusta

Wszystkie te cechy polskiego ducha Gombrowicz skupił w obrazie argentyńskiej Polonii, opowiadał bowiem po trosze o własnych przygodach, jakie go spotkały w Buenos Aires, ale groteskowa forma powieści pikarejskiej, w niespodziewanych dla czytelnika momentach zbliżająca się do filozoficznej paraboli, pozwoliła mu też postawić w Trans-Atlantyku problem samodzielności i autentyczności istnienia w sposób daleko wykraczający poza horyzont polskiej sprawy. To prawda, że w Trans-Atlantyku mowa o kompleksach polskiego ducha wobec Zachodu, o środkowoeuropejskim syndromie prowincji, ale forma groteskowej paraboli przenosiła zagadnienie napięć między „centrum" a „peryferiami" na płaszczyznę uniwersalną. Gombrowicz rysował groteskowe modele postaw, które mogły się pojawić wszędzie. Z jednej strony zachowania Polaków, uwięzionych w kompleksie wobec wyższej kultury (scena salonowego pojedynku Witolda z argentyńskim pisarzem), z drugiej anarchiczna dezynwoltura wobec kulturowego dziedzictwa ludzkości w pałacu Gonzala…

Ani w Dzie