Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 74

– Fenomenalnie podbija pan! – zawołała jedna z pań, otyła blondyna z wyłupiastymi oczyma. – Zwłaszcza te rzuty ukośne… Wyjątkowe!

– Niezrównane! – rzekła druga z pań, cienka, koścista. – Chociaż jak na mój gust trochę za mocno. Moja córeczka z koleżanką potrafią przerzucać jedną piłkę o wiele dłużej. Naturalnie, to nie jest argument – pan gra wyśmienicie, a córeczka – zwróciła się do pani Ochołowskiej – anielsko, anielsko gra!

– Diabolicznie chyba! – odparła tłusta. – Co za temperament.

– No, no – rzekł radca Szymczyk – nie przesadzajmy. Nie należy przesadzać w pochwałach. Gdybyśmy wiedzieli, jak dalece pochwały przewracają w głowach, bylibyśmy bardziej oględni w udzielaniu ich. Atmosfera zdrowego krytycyzmu jest o wiele lepsza – dodał, przecierając binokle. – I nie trzeba przeceniać roli sportów!

– Prześlicznie grali! – rzekła z ekstatycznym westchnieniem zażywna dok torowa. – I w ogóle śliczna para! A jacy podobni do siebie – zdawałoby się, brat i siostra.

– Nie widzę żadnego podobieństwa – odpowiedziała chłodno pani Ochołowska.

– Zapewne, zapewne, droga pani, gdzieżby! Oczywiście! A jednak jest coś wspólnego, ten sam temperament, ta sama zawziętość, zażartość – naturalnie to tylko powierzchowne wrażenie… ale niechże kochana pani nie bierze tego do słownie.

Pani Ochołowska westchnęła nieznacznie. Nadmierny krytycyzm i dydaktyzm radcy Szymczyka był niczym wobec trudności Jakie miała z tymi paniami. Chuda była kwaśna i chłodna, a gruba słodka i gorąca w swoich serdecznościach, obie jednak nie pomijały żadnej sposobności aby jej dokuczyć i powiedzieć jakąś impertynencję.

Obie były przeświadczone, że pani Ochołowska, obywatelka ziemska zmuszona koniecznościami materialnymi do prowadzenia pensjonatu, odczuwa to jako poniżenie i z niechęcią odnosi się do swoich gości. Wobec tego (choć pani Ochołowska ani razu nie okazywała jakiejkolwiek niechęci, a nawet w głębi duszy była im szczerze wdzięczna za pobyt) na wszelki wypadek postanowiły przyjąć postawę obro

Dziedziczka na ogół przyjmowała ich sarkazmy z zupełnym spokojem, ale tym razem uwaga grubej doktorowej dotknęła ją do żywego. Było w tym coś z prawdy! Maja rzeczywiście była w jakiś sposób podobna do tego trenera i to podobieństwo zaniepokoiło matkę, gdyż nie polegało na podobieństwie rysów, ale na czymś i

O, nie było w jej uczuciu żadnej dumy, matka Maji nie miała żadnych szlacheckich narowów, zbyt dobrze orientowała się w istocie wielkich przewrotów socjalnych, które równały powoli lecz nieubłaganie wszystkie klasy i kasty. Jeżeli więc tak ją to zaniepokoiło i nawet dotknęło, to nie ze względów niewczesnego snobizmu, ale z przyczyn natury moralnej.

Wydawało jej się, że to co ich łączy, to była jakaś wspólna cecha charakteru, pokrewieństwo natur… Coś nieuchwytnego, ale na pewno złego, nawet złowrogiego. Pani Ochołowska przesunęła ręką po czole – a może złudzenie?

– Chodźmy na obiad – rzekła.

– Ach, obiad, kochana pani! – wykrzyknęła wylewnie przelewająca się tłu sta i wyłupiasta doktorowa. – Wyobrażam sobie co za delicje! Już to na wsi umie ją jeść – doprawdy je się od rana do wieczora!

Ileż to ludzi kona z głodu, gdy my zjadamy więcej niż możemy – rzekła kwaśno chuda, powstając z ławki.

– Reglamentacja jedzenia – rzekł radca. – Reorganizacja i normalizacja zarówno substancji wchłanianych Jak też substancji wydzielanych Jest z punktu widzenia gospodarczego koniecznością państwową, która zrealizowana być wi

Powoli odeszli w stronę domu.

Walczak, który zaraz po ukończeniu gry przeszedł na drugą stronę placu, żeby się uspokoić, nie słyszał o czym mówili, czuł jednak ich wzrok na sobie. Ale teraz poczuł, że jeszcze ktoś mu się przygląda. Nie była to Maja.

Rozmawiała na boku z wysokim, barczystym i bardzo stara

Widocznie przyjechał ko

– Cóż on się we mnie tak wgapia? – pomyślał ze złością.

Wszystko w nim trzęsło się ze złości. Ta gra z Mają bardziej jeszcze rozzłościła go, niż oszołomiła. Najbardziej rozzłościło go to, że dziewczyna ani słowem nie’ odezwała się do niego po zejściu z placu. Rozmawiała z narzeczonym obojętnie jak gdyby przed kwadransem nie dobywała z siebie ostatka sił w walce.

Ale przy obiedzie (tym razem jadł ze wszystkimi w jadalnym na dole) obojętność pa

Musiała być wściekła o to, że ją pobił i wyraźnie górował nad nią w grze. Nie była to obojętność, lecz właśnie na odwrót – złość i upokorzenie, że on, zwykły trener, okazał się od niej lepszy.

– Przejmuje się! – pomyślał i to upoiło go do reszty, a zarazem spoufaliło go z nią.

Siedząc na szarym końcu stołu poczuł się naraz bliższy tej dziewczynie niż wszyscy i

Aby się przekonać spojrzał na nią przez stół – choć nie patrzyła w jego stronę momentalnie zrobiła się czerwona, jak piwonia.

Pochyliła głowę, ale w tej chwili narzeczony, pan Cholawicki, zaczął opowiadać jakąś anegdotę i wszyscy się roześmieli.

Lecz to wszystko było niejasne. Dlaczego się zaczerwieniła? Czy tylko z powodu przegranej?

A dlaczego patrzyła na niego w powozie?

A dlaczego przyglądał mu się Cholawicki?

A dlaczego wzrok pozostałych osób ukradkiem przenosił się z niej na niego i z niego na nią, jakby te osoby nie mogły się powstrzymać od tego? Coraz ktoś niby przypadkiem spojrzał na niego, a potem na nią, lub odwrotnie – i nawet pani Ochołowska…

Marian zaraz po obiedzie wyruszył do lasu i szedł prędko przed siebie zarośniętą ścieżką, pośród zagajników, oganiając się od ciężkich, dużych much, które przysiadały mu na gołych ramionach.

Szalona radość rozsadzała go. Nie był w stanie myśleć o niczym i

Czy to było możliwe, że miał talent? Dlaczego nikt mu tego aż dotąd nie mówił? Co prawda w klubie grał niedbale i nigdy nie mógł pokazać, co umie – ani sobie, ani i

I znowu rozgorączkowana wyobraźnia nasunęła mu kilka wspaniałych piłek, które odbił z beznadziejnych prawie pozycji. Nie, stanowczo gra lepiej od niej! O klasę lepiej! Co ona znaczy wobec niego! Postanowił wieczorem rozmówić się z nią i prosić, aby mu dopomogła w nawiązaniu stosunków z graczami w Warszawie. Chyba nie będzie długo zazdrosna o jego grę, przecież jest kobietą, nie może być między nimi konkurencji.

I nagle znalazł się nad rzeką, która se