Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 67 из 69

– No i co z tym piwem? – po trzydziestu sekundach kompletnej ciszy zabrzmiał głos Gardinera.

– Draniu! – Le

– Nie! – zagrodził mu drogę De

– Słusznie – ucieszył się na moment skulony Red – skoro już po meczu, możemy spokojnie porozmawiać. Jest trochę do ustalenia.

– Czy wiesz dlaczego cię oszczędzam? Boże, jakże zmienił się głos De

– Wiemy obaj – pada odpowiedź – przekalkulowałeś wszystko. Nie możesz już wygrać, ale chcesz zminimalizować klęskę.

– Tak! Nie chcę cię zabijać. Red. Przynajmniej teraz. Jeśli masz jakiś wpływ na Gronera, w co wątpię, być może pohamujesz jego zamiary. Wiesz równie dobrze jak ja, że to szaleniec z atomową brzytwą w ręku. Fanatyk gotowy z Ziemi zrobić jedną wielką Kampuczę… Pamiętasz Plac Centralny?

– Żaden fanatyk – prycha Murzyn, płucząc poranione usta przyniesionym piwem – zwykły konfident. Sprzedajna szmata, którą mam w ręku. Od początku prowadził nędzną grę… – tu ekologista sypie szczegółami.

– Dużo o nim wiesz – mówi sucho De

– Na razie jestem mu potrzebny. Podobnie jak Ziu Dong, czy nasz zacny pastor. Wywijając czternastoma wielogłowicami można świat sterroryzować, ale nie można nim rządzić… Słuchaj, Burt. Imponujesz mi. Przegrałeś w wielkim stylu. I dlatego gotów jestem zaproponować ci układ. Zostaniesz z nami. Nie jako pierwszy, jako drugi. Pozbędziemy się Gronera. a potem…

– Dzięki, ja już swoje zrobiłem – pada odpowiedź – przynajmniej próbowałem. Teraz ty rób swoje.

– Chcesz się wycofać?

– Tak. Ale dymisji nie złożę.

– A Ziu Dong?

– Podporządkuje się woli większości w Konwencie… Nie sprawi ci kłopotów.

De

– Powiedz mi tylko jedno, jak to było z Barbarą? – pyta.

– Z tego co wiem, przebywa w szpitalu Reagana w Los Angeles. Choroba popromie

– Cooo?

– To był pomysł Bongote! Nie mój! Chodziło o naznaczenie jej izotopem radioaktywnym, aby doprowadziła nas do ciebie.

Bolesny skurcz targnął moim sercem.

De

– Masz córkę. Red…? Twarz Murzyna spochmurniała.

– Wiesz przecież… – deputowany homoseksualistów zawiesza głos. Może jest ogłuszony własnym triumfem. A może odczuwa strach.

– Trzeba go zabić, szefie – odzywa się Le

– Niech mu Bóg wybaczy – odpowiada Burt, a potem kładzie mi rękę na ramieniu.

– Pojedź do niej. Proszę cię o to…

Na ekranie telewizora pojawia się twarz pastora Lindorfa. Czyta oświadczenie Konwentu Ekologicznego. Wezwanie do narodów świata:

“Jutro – Światowy Dzień Zieleni. Jutro, w Poniedziałek Wielkanocny, wyjdziemy na wszystkie ulice i place naszych miast świętować zwycięstwo. Drugie zwycięstwo człowieka. Prawie dwa tysiące lat temu pierwsze odniósł Jezus Chrystus swym krzyżem na Golgocie. Dziś zwyciężył Człowiek. Nasze sześć miliardów ludzi zostało pozbawionych raz na zawsze widma atomu i wojny. Zniszczyliśmy śmierć. Oczywiście wkraczamy dopiero w nową erę. W okresie przejściowym, zanim nie wyeliminujemy całkowicie z naszego życia gwałtu i przemocy, zanim na całym świecie nie zapanuje pełny pokój, a Konwent Ekologiczny nie stanie się prawdziwym Uniwersalnym Rządem, musimy posiadać zabezpieczone gwarancje nieodwracalności zmian. Mamy takie niezwyciężone gwarancje. Ta łódź podwodna – nasze ramię zbrojne. Ostatnia łódź uzbrojona w wielogłowicowe rakiety, których, da Bóg, nie użyjemy nigdy. Ale jeśli ktoś sprzeciwi się wyrokom Opatrzności, nie zawahamy się, jak Stworzyciel wobec występnej Sodomy i Gomory…"

Nie zauważyłem kiedy De

Epilog

Niniejsza relacja ma swoją własną historię. Kiedy przed kilku laty zabierałem się do opisania pewnych wydarzeń roku sześćdziesiątego Zielonej Ery i trafiłem na notatnik doktora Pawłowskiego, postanowiłem zaopatrzyć moją pracę we wstęp, który nam, ludziom z całkiem i

Cóż bowiem zdarzyło się później?

Jan Pawłowski w ciągu trzech dni przemierzył ogarniętą chosem Amerykę i dotarł do szpitala Fundacji Reagana w Los Angeles. Barbara Gray po operacji szpiku kostnego przeżyła jeszcze miesiąc. Umierała otoczona miłością młodego mężczyzny czuwającego nad nią do końca jako salowy, pielęgniarka, spowiednik. Później, wiele miesięcy później, rozpoczął on poszukiwania Marthy, którą odnalazł dopiero po pięciu latach. Syna już niestety nie poznał. Karolek zaginął podczas wędrówek ludów w trakcie wielkiej epidemii Roku Trzeciego.

Losy świata potoczyły się dokładnie tak, jak obawiał się tego De

Argument przekonał. Światem wstrząsnęła fala rozruchów i rewolucji. Lindorf, nie mogąc się pogodzić z hekatombą, szantaż tak! – ludobójstwo nie!, ustąpił. Jego miejsce zajął Tardi. Do Prezydium Konwentu dokooptowano również Liona Gronera i jego protegowaną. Erikę Studder.

Taki był początek. Wydawać by się mogło, że siły rozsądku i umiaru zwyciężą. Owszem, dokonano serii gwałtownych przewrotów, ludzie Ziu Donga oddali nieocenione usługi w przejmowaniu mass mediów i baz, ale nad Ziemią cały czas unosił się duch nadziei. Ofiary atomowych uderzeń uznano za konieczne na ołtarzu Zmiany. Rozwiązano wszystkie armie i zmniejszono policję. Obalając centralne administracje, postulowano utworzenie wspólnoty gmin. W czerwcu odbyły się Globalne Wybory, które Ekologiści wygrali w 87.6 procent, ponosząc klęski jedynie tam. gdzie miały miejsce atomowe pokazówki. Wściekli stanowili w wybranym Konwencie nie więcej niż 12 procent.

Atoli po okresie euforii pojawiły się trudności. Wielki kryzys energetyczny i komunikacyjny spowodował z końcem zimy klęski głodowe, a za nimi nowe rozruchy w wielkich metropoliach, tłumione brutalnie przez Policję Pokoju. Później zaczęto exodus na wieś. W łonie samych Zielonych pojawiły się wątpliwości, czy dążąc do eliminacji szeregu technologii nie podjęto się zadania ponad siły? Sarkano na Wściekłych. Tardi. zagrożony w swym przewodnictwie, sam dość bezbro