Страница 38 из 69
– Absolutnie.
Pociąg zwalnia. Groner sięga po neseser.
– Pan nie wysiada, profesorze?
– Jadę dalej… Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Kontakt jak ustaliliśmy.
Kiedy ekspres ruszył ponownie, a za oknami wypiętrzyły się monumentalne wieże kolońskiej katedry, ekspert przyjrzał się notatkom. Szczególnie trzem nazwiskom. Dwa oznaczył krzyżykiem, przy trzecim postawił kropkę. Potem podarł papier i włożył sobie do ust. Pociąg nabierał pędu.
Od przybycia na farmę upłynęło kilka godzin, a Dass ciągle nie może wyjść ze zdumienia. Koncepcja kosmiczna jest tak nieprawdopodobnie zuchwała, a w optymistycznych wypowiedziach Burta tak realna…
David jest już bardzo zmęczony, a ciągle musi wchłaniać setki danych. W przerwie zjedli obiad, a potem De
– Debatowaliśmy dotąd o sprawach technicznych – teraz wypadałoby zająć się sprawą bezpieczeństwa operacji.
Zgromadziłem na tej farmie tych, którym mogę ufać jak samemu sobie. Albo przynajmniej muszę. Nasza operacja jest, być może, najodważniejszym posunięciem w historii ludzkości i dlatego najmniejsze potknięcie, lub przechwycenie inicjatywy przez ludzi lub siły niepowołane, spowodować może niewyobrażalną katastrofę… Powiedzmy jeszcze raz czego chcemy? Uratować ten świat, być może na pięć przed dwunastą. Niestety, nasze życie i doświadczenia udowodniły, że trzeba to zrobić wbrew jego woli. Kiedyś byłem demokratą egalitarystą. Dziś niewiele zostało z tych przekonań. Może się zestarzałem, a może nauczyłem. Dziećmi demokracji były dyktatury, o jakich nie śniło się w monarchiach absolutnych. Z demokracji antyku zrodziły się zwyrodniałe tyranie cezarów, z dziewiętnastowiecznego egalitaryzmu – tragedie dwudziestego wieku. Masy zawsze są wpływowe, zmie
Ziegler, Silvestri, Dass słuchają w milczeniu. Le
– Oczywiście, zniszczenie w ciągu paru godzin wszystkich zasobów broni nuklearnej, reaktorów mogących ją wytwarzać, magazynów materiałów rozszczepialnych, samo w sobie nie rozwiązywałoby sprawy.
– To prawda – wtrąca Ziegler. – Zastanawiałem się,jak zamierzasz to poprowadzić dalej. Powiedzmy, uda ci się opanować Californię i z jej pokładu unicestwić promieniami kappa wszystko, co radioaktywne. Zdejmując znad głów ludzkości miecz Damoklesa, otwierasz puszkę Pandory…
Dobre klasyczne wykształcenie ma ten profesorek – myśli Wilde.
– Istnieje teoria – kontynuuje Roy – że długotrwały pokój, od drugiej wojny światowej, jest rezultatem równowagi strachu. Wynikiem braku rozsądnej alternatywy. Jeśli zniknie perspektywa totalnej zagłady, coś powstrzyma rywalizujące mocarstwa od spróbowania swoich sił konwencjonalnych? Wiadomo, że to w latach pokoju nabrzmiewają przyszłe konflikty. Ile zostanie zakwestionowanych granic, stref, wpływów? Ilu wasali spróbuje zrzucić jarzmo hegemonów?…
– Poza tym – dołącza się Silvestri – co zagwarantuje, że uratowana ludzkość powierzy rządy Zielonym? Zresztą zniszczenie broni nuklearnej dziś nie zapewni jej nieprodukowania w przyszłości.
– Całkiem słusznie – odpowiada De
– Ludzkość nigdy nie odczuwała wdzięczności dla swych proroków i najchętniej krzyżowała własnych zbawicieli, ale skoro nie ma i
– A ty, Dave, co o tym sądzisz? – Burt spogląda na milczącego Hindusa.
– Zastanawiam się, czy i
– Staram się, by znali jak najmniej szczegółów. Wiedzą o mobilizacji powszechnej w okresie Wielkiejnocy. Będą współtwórcami masowych wieców zwołanych na Poniedziałek Wielkanocny, nie orientują się natomiast, że wiece te odbędą się już po Przełomie. Nie znają również sposobu jego realizacji.
– Czy to znaczy, że im nie ufasz? – pyta Silvestri.
– Jestem jedynie ostrożny. Poza tym to indywidualiści, intelektualiści, a nie ludzie czynu. Może poza Gardinerem…
– A Gardiner?
– Zmienił się ostatnio. To człowiek chorobliwie ambitny. Ma też wiele kontaktów, którymi się nie chwali. Ale kłopot polega na czym i
– Rozumiem twój dylemat – zgadza się Silvestri – ale tu widzę jedynie obsadę dla grupy florydzkiej, kogo odkomenderujesz na Pacyfik? Zieglera?
– Ewentualnie. Ludzi dostarczy Ziu Dong, ma w dyspozycji na Hawajach drużynę bardzo sprawnych Chińczyków. A pokieruje bezpośrednio… Jest taki miły człowiek. Używa kilku nazwisk, ale szczególnie preferuje kostium bułgarskiego ornitologa – Wyłko Georgijewa. Wezwiemy go w odpowiedniej chwili.
12 marca
Feridun Gassari vel Wyłko Georgijew posuwał się ciemnawą przecznicą wśród zacinającej mżawki, klnąc porę, miejsce i zasady konspiracji, która nakazała pozostawienie samochodu z dala od miejsca spotkania. Hamburg, z wyjątkiem rozrywkowej dzielnicy Sankt Pauli, spał, a i na Reeperbahnie życie zaczynało wygasać, dyżurowały tylko najbardziej zdeterminowane panienki i co podlejsze lokale.
Pora nie należała do przyjemnych, ale agent, a zwłaszcza agent podwójny nie wybiera sobie czasu do działania. Toteż wezwanie od L-18, zgodnie z procedurą alarmową nie zaskoczyło go. Oczywiście zachowywał ostrożność, o pięćdziesiąt metrów podążał za nim Carlo, sobowtór De
Wyłko nie miał humoru z jeszcze jednego powodu. Na poprzednim spotkaniu łącznik przekazał polecenie zmieniające dotychczasowe priorytety śledcze. Odtąd, zamiast śledzić na zlecenie L-18 De