Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 36 из 69

– Wśród nich De

– Pasował mi. Miał własne środki, zaplecze w ekologistach, dość wyobraźni i sprytu, wreszcie – sporo odwagi. I tu niestety spotkał mnie zawód. W czasie akcji, co ustalono niepodważalnie, De

– Czy taka demonstracja nie wyglądała podejrzanie?

– Byłaby podejrzana, gdyby nie fakt, że cały czas – no, może z krótkimi przerwami – przebywał z nimi mój osobisty agent, bułgarski ornitolog, Wyłko Georgijew. Rozstali się dopiero w Tananarivie, dwa tygodnie po terminie akcji… De

– A co z porwanymi? Przepadli jak kamień w wodę?

– W akcji uczestniczyły dwa samoloty. Jeden większy, specjalnie spreparowany aby uchodzić radarom, udał się w kierunku Ameryki Południowej. Stwierdzono, że dokonał dodatkowego tankowania w starej, nieczy

– No tak – kiwa głową Admirał – a przypomnijcie mi, co się stało z drugim samolotem?

– Dużo, dużo później szczątki awionetki odnaleźli tubylcy w sercu wyschłych bagnisk Okavango. Rozbite i spalone. Czego nie zdziałał ogień, musiały dokonać hieny i szakale.

– Co zatem mamy? – głos Człowieka-Cytryny jest bardziej suchy niż zwykle.

– Codzie

Dwaj wysocy funkcjonariusze ożywiają się.

– Analizując sprawę Marindafontein zbyt skupiliśmy się na Zielonym Śladzie, zbyt łatwo pomijając Czarny.

– Oni? Ależ po ostatnich wypadkach, po aresztowaniach we Frankfurcie i Monachium, po procesie w Paryżu i upadku dyktatury islamskiej w Republice Proroka, Czarna Międzynarodówka jest w rozsypce. Wątpię, żeby oni… – mruczy Admirał.

– Nie złapano jednak legendarnego “camerade Reinera", nie rozszyfrowano ich zasobów finansowych – nieoczekiwanie wspiera Levecque'a major.

– Stwierdziłem, że “camerade Reiner" znał Morelo – dodaje profesor, a rysopis tego terrorysty pasuje do sylwetki szefa napastników, opisanego przez żołnierzy z Marindafontein. W każdym razie Georgijew ma się tym zająć.

– Ten Bułgar?

– Obecnie występuje jako turecki przemytnik broni, Feridun Gassari. Zobaczymy, czego dokona. Muszę być ostrożny w formułowaniu jakichkolwiek prognoz.

– Słusznie – podsumował Admirał.

Audiencja dobiegła końca. Wychodząc, kątem oka profesor napotkał świdrujące spojrzenie szefa.

– Nie ufa mi – pomyślał. – Ale niech i nie ufa, byle nie przeszkadzał. – A potem pomyślał o rozmaitych metodach karania zdrajców i zrobiło mu się znacznie mniej przyjemnie.

9 marca

W malowniczym zakątku Badenii, w jednym z licznych wąwozów w jakie obfituje Schwartzwald znajduje się prywatny pensjonat doktora Horstheima, światowej znakomitości w dziedzinie rehabilitacji. Pensjonat przeznaczony jest dla ludzi bogatych, a ze wszystkich haseł wymyślonych przez Hipokratesa i jego następców najwyższą cenę ma w nim jedno – dyskrecja. Ani prasa, ani nawet policja, nie mają wstępu na teren, gdzie można powiększyć piersi następczyni tronu, poprawić nosek gwieździe filmowej, czy złożyć z kawałków rajdowego championa. Kiedy tylko według mass mediów jakaś postać z pierwszych stron gazet udaje się w niejasnym celu do renomowanej kliniki, można domniemywać, że w istocie przewożona jest dalej, aby po wielu manewrach maskujących, wylądować na prywatnym lotnisku na płaszczyźnie powyżej pensjonatu. Zresztą określenie “pensjonat" nie oddaje w pełni istoty zakładu doktora Horstheima. Posiada on bowiem dwie znakomite sale operacyjne i supernowoczesną stację analiz, wyposażoną w pełny zestaw aparatury od tomografów komputerowych do interholografów.

Po zabiegach i intensywnej terapii pacjenci przenoszeni są do luksusowych pawilonów ukrytych w lesie, gdzie samotnie, lub w towarzystwie wykwalifikowanych pielęgniarek, lektorek, czy nawet gejsz, mogą dochodzić do zdrowia. Podziemny basen i kort tenisowy, sale gimnastyczne i gabinety odnowy biologicznej. Pacjenci są odseparowani i mogą stykać się ze sobą jedynie za zgodą obu stron. Obowiązuje natomiast ścisły zakaz wizyt z zewnątrz…

Pielęgniarka odwinęła bandaż i podała lustro. David przymknął oczy. Spodziewał się zobaczyć twarz Frankensteina. Zaczerpnął powietrza, a potem desperacko podniósł powieki na pełną szerokość.

Domniemany Frankenstein okazał się przystojnym człowiekiem o otwartej, jasnej twarzy i płomie

Jasny europejski pigment, i

Dass czytał kiedyś o doświadczeniach ze zmianą pigmentacji. Stosowano już pewne zabiegi mogące niwelować odbarwienia ciała wynikłe z przeszczepów lub oparzeń. Nie miał – pojęcia, że możliwe jest już zmienianie zabarwienia całego osobnika. Pomyśleć tylko, ileż to lat kolorowi marzyli o przemianie w białych, dziś stało się to możliwe, choć akurat status białego człowieka wyraźnie podupadł…

Oczywiście David był uprzedzony o fakcie zmiany swej powierzchowności – nie umniejszyło to jednak jego zaskoczenia.

– Czy jest pan zadowolony? – doktor Horstheim cofnął się o krok i spoza grubych, pozbawionych oprawek szkieł przyglądał się swemu dziełu.

– Jestem trochę…

– Zaskoczony? No cóż, normalny, zdrowy objaw, ale to minie. Słyszałem, że jest pan w dobrej formie, ćwiczył pan przez ostatnie dni. Dlatego na operację twarzy zdecydowaliśmy się na samym końcu, kiedy organizm doszedł do siebie po wstrząsie poprzednich zabiegów. Jak noga?

– Lepsza niż własna. – Dass mówił o tyle szczerze, że sam nie dałby nawet za całego człowieka jednej dziesiątej sumy, którą pochłonęło doskonałe urządzenie ortopedyczne.

– Powinien pan zostać u nas jeszcze ze dwa tygodnie, ale pańscy przyjaciele gwarantują panu opiekę nie gorszą od tutejszej.

– Moi przyjaciele? – powtórzył w duchu. Od chwili, kiedy pod Marindafontein stracił przytomność, nie widział ani De

– Jest gość do pana – powiedziała pielęgniarka – przepisy uniemożliwiają bezpośredni kontakt, dysponujemy jednak wideotelefonem.

Na wózeczku, którym normalnie rozwożą lekarstwa, oczekiwał monitor. Pielęgniarka i lekarz taktownie wycofali się. Dass przycisnął włącznik. Ekran wypełniła twarz Le

– To ty, chłopie? Ten skubany Irlandczyk to ty? – wychrypiał Le