Страница 7 из 49
– Czemu zatem owa cywilizacja pozostaje w ukryciu? Potrafisz to wytłumaczyć, Gurusie? – pyta pedagog. W kosmatej kurtce z orelskiego wilka przypomina bardziej myśliwego niż nauczyciela z prowincjonalnego gimnazjum. – Nie ujawniła się podczas transferu, nie udzieliła żadnych wskazówek naszym przodkom?
– A czy ogrodnik, który przesadza rośliny, tłumaczy się ze swych motywów pomidorom? – nie ustępuje Gurus. – Jeśli jest między nami przepaść cywilizacyjna, może Przesadzający czeka po prostu na moment, gdy dojrzejemy.
– Aby nas zerwać i pokrajać – wtrąca rosły dryblas Sextus. – I wszyscy wybuchają śmiechem. Dziewczyna uderza w struny. I po chwili nad łąką niesie się jej śpiew czysty jak potok górski, a strofy Arystelona sprzed tysiąca lat znakomicie przeistaczają się we współczesną egzystencjalną balladę:
Nauczyciel nie przerywa. Sam nieraz zadawał sobie pytanie – on, który całe życie poszukiwał prawdy – czy poszukiwana prawda absolutna to róg Amaltei, czy puszka Pandory? Czy ludzie o możliwościach bliskich bogom staną się lepsi, czy tylko bardziej niebezpieczni?
Ale cóż jest pewne? Sam uczył ich historii, która bardziej przypominała homerycki mit. Gdzieś tysiąc dwieście pięćdziesiąt lat temu na I
Ów niewytłumaczalny Transfer trwał dwieście pięćdziesiąt lat. Rok po roku implantowano na I
Pomieszanie panowało także w chronologii. Początkowo każdej z grupek liczono czas od chwili przybycia na I
Dziewczyna urwała. Naraz długi nieruchomy cień przykrył cała gromadkę. Nauczyciel odruchowo zmacał rękojeść sztyletu wsuniętego między kamienie. Właściciel cienia, mężczyzna w szarej podróżnej paenuli z kapturem, szedł ku nim jak widmo na tle zachodzącego słońca.
– Ave, Leontiasie! – powiedział unosząc prawicę.
– Dawno nikt mnie tak nie nazywał – mruknął pedagog. -Prawie wszyscy, którzy znali to imię, nie żyją… Zaraz… dottorek?- Tu poderwał się na równe nogi i uścisnął gościa. Dottor Darni nie należał do olbrzymów. Nie dziw, że zniknął prawie w ramionach Leontiasa. Młodzież przyglądała mu się ciekawie. Szczupłą twarz szczurka wydłużała mała szpiczasta bródka.
– Trudno było mi ciebie znaleźć, Leo – rzekł przybysz. -Wiedziałem, że musisz być w kontakcie ze starą Sabiną, a ta udzieliła mi wskazówek.
– Zadałeś sobie sporo trudu – w głosie nauczyciela zabrzmiał niepokój. – Masz jakieś kłopoty?
– Powiedzmy, że mój przyjaciel ma problemy i jesteś nam diablo potrzebny.
Młodzież zaczęła się rozchodzić, dryblas usiłował otoczyć ramieniem balladzistkę, ale ta strząsnęła jego rękę jak zeschnięty pęd wi
– A więc odmawiasz. Nie chcesz nawet poznać sprawy – w głosie Darniego brzmiała gorycz. Uniósł kielich pod światło i popatrzył przez czerwone wino na pochyloną nad stołem sylwetkę Leontiasa. Dzięki takiemu filtrowi nauczyciel wyglądał jak skąpany we krwi wojownik.
– Porzuciłem stare zabawki, przyjacielu. Wiesz, o ile łatwiej jest obciąć człowiekowi głowę niż nauczyć go myśleć?
– Rozumiem, obraziłeś się na świat, bo ten ośmielił się cię rozczarować. Szkoda. Byłeś najlepszy w szkole, podczas służby, wreszcie w Herrii. Pamiętam, jak rozpracowałeś siatkę Lonterra. A nasz zwiad w góry Dwóch Księżyców?…
– Szkoda, że nie zostałeś z nami później. Po Enteloi…
– Ewakuowano mnie. Byłem w szpitalu.
– Za to my brnęliśmy od klęski do klęski. Kompromisy wielkiej polityki! Niekompetencja Navigatoriatu. Korupcja. Zdrada! Media wbijające nóż w plecy weteranom! Trzeba było się cofać, ustępować, paktować z diabłem. I wreszcie rzucić tych nieszczęsnych Herriów na pastwę Ekumeny. Jak wcześniej Lidów, Wenedów… A wszystko pod hasłami izolacjonizmu i pokojowej koegzystencji. Tylu naszych zginęło na marne, a w Herrii mają Czarne Inferno… A ty chciałbyś, żebym pracował dla jakiegoś Navigatora?!
– Ależ Leo, czasy się zmieniły. Doszła do władzy nowa generacja polityków. Quintus, chociaż pacyfista, to równy gość.
– Życzę mu wszystkiego najlepszego. Ale niech każdy robi swoje! Widziałeś moich chłopców. Najlepszy gimnazjon by się ich nie powstydził…
– Czy ty nie rozumiesz, Leo? Jacyś cholerni skurwysyni montują spisek przeciw legalnie wybranemu elektowi. Kroi się wielka zadyma, która może zburzyć pokój nawet w twoim zakątku. Nie wiemy, kto za tym stoi: Herdatus, wywiad Ekumeny, Wandalijczycy? Jeśli na progu navigatury nie odkryjemy zagrożenia, co będzie dalej. A rozpracować je może tylko ktoś taki jak ty. Nieznany przeciwnikowi.
Leontias nie odpowiedział. Nalał następną porcję wina, po czym uniósł kielich:
– Za naszą młodość!
– Nie rozumiem cię – westchnął Darni. – Akcja może być arcyciekawa, dobrze płatna. Można naturalnie nie kochać Cedrusa, ale na miły Bóg, pomyśl o Federacji. Nasz wywiad donosi o rosnącej desperacji Ekumeny. Przegrywają z nami wyścig technologiczny, kto wie, na co mogą się poważyć?
– Mogę wypić zdrowia twojego Cedrusa – przerwał nauczyciel. – To wszystko.
– Świetnie się tu urządziłeś. – Lekarz powiódł przekrwionymi oczami po drewnianej chacie w stylu staroorelskim. Alkohol plątał mu już trochę język i rozpalał emocje. – Masz uczniów, posadę. Swoją drogą, dziwne, że cię jeszcze z niej nie wyrzucili… W edukacji obowiązuje utylitaryzm, a ty zmuszasz ich do myślenia.
– Daję sobie radę – uśmiechnął się pedagog.
– A ta dziewczyna? – Darni wskazał głową sypialnię. – Ładniutka. Prowadzi ci dom?
– Dia nie jest służącą!
– A zatem – zarechotał lekarz. – Do czego ci służy, figlarzu…? – urwał, ponieważ dostrzegł złowieszczy błysk w spojrzeniu Leontiasa. Który jednak zgasł równie szybko, jak się pojawił.