Страница 2 из 49
Tymczasem cały panovid wypełniła twarz podnieconego sprawozdawcy:
– Wszystko wskazuje, że rywale idą łeb w łeb – wołał. – Na Ultimie spływają dane z ostatnich parochii, ale… – tu fala magnetycznych zakłóceń przerwała przekaz.
Wzrok zgromadzonych pobiegł ku mapie. Cyferki wyświetlane w centralnym punkcie Ultimy przeskakiwały jak szalone. Różnica między głosami stro
330 tysięcy głosów różnicy, 319, 215, 185, 147, znów 152. Teraz wszyscy wpatrywali się wyłącznie w punkt ekranu, gdzie licznik wyświetlał różnicę. W napiętej ciszy słychać było już tylko warkot wentylatorów. I naraz rozległ się wysoki dźwięk obwieszczający zakończenie głosowania. Ursin podniósł głowę. Cyfry znieruchomiały:
Cedrus 48 013 122
Herdatus 47 988 125
Longinus 43 005 011
Raptowna wrzawa, oklaski, wiwaty. Ave, Cedrus! Quintus szybkim krokiem wyszedł z term na galerię obiegającą patio. Wszystko pulsowało wokół niego, a on doszedł do barierki obejmując Octavię. Rufix, Ursin i Druzzus stanęli nieco z tyłu… Stało się! Został trzydziestym drugim SuperNavigatorem Archipelagu, Pierwszym Konsulem, Wielkim Pontifexem, Szefem Legionów i Czterech Flot. Demokratycznym Zwierzchnikiem Federacji.
O 4.25, siódmego żeńca, Roku Pańskiego1504 tłum gęsty jak zupa ultimijska wypełnił cały kryty wirydarz "Asilium IV". Kwietne stroje krajowych mediaferrów mieszały się z nakrochmalonymi togami Wandalijczyków i przaśnymi uniformami correspondansów z Ekumeny. Ruffix uwijał się w tej ciżbie jak pracowita pszczoła. Przesuwał, ustawiał, ugniatając tłum niczym ciasto. Ursin z zazdrością obserwował kolegę, usiłując dojść, skąd rudzielec znajdował w sobie tyle sił, inwencji. Pracowali równo, Marek był jednak tak zmęczony, że litery gratulacyjnej bulli od przegranego Longinusa skakały mu przed oczami, natomiast Ruffix wyglądał, jakby właśnie wrócił z dwutygodniowych wczasów w Zefirii. Wytrzymałość barbarzyńskiego materiału? Działanie jakichś nieznanych specyfików? Consulantor mimo zażycia pastylki stymulującej rozpaczliwie walczył z se
– Mamy incydent! Są ra
Marek czuje, jak cała se
– Czy ktoś zginął? – niepokoi się Ursin.
– Skończyło się na skaleczeniach, dwóch zabrała salvatoria. Ważne, że naszym chłopakom udało się zatrzymać najagresywniejszego z napastników, niejakiego Nerensa. Piątnik myślał o przekazaniu napastnika w ręce vigiliantów, ale gość zaczął gadać takie głupoty, że pomyślałem o tobie.
– Jakie głupoty?
– Że celowo dołączył do napastników tylko po to, aby trafić w nasze ręce. Chce osobiście przekazać coś Cedrusowi.
– Wymienił jakieś konkrety?
– Chce rozmawiać wyłącznie z Quintusem. "Jak nie – wrzeszczał – to pogadam z pismakami, a wtedy cały Archipelag się zatrzęsie". – Powiadomisz szefa?
– Najpierw sam pomówię z tym ptaszkiem. Po konferencji. Pilnujcie go dobrze.
– Jest na trzynastym, żadnego styku z postro
Druzzus oddala się swym charakterystycznym, lekko kołyszącym się krokiem morskiego wilka. Ursin wraca na salę. Wcale mu się nie uśmiecha przesłuchiwanie intruza. Na co dzień dość miał najróżniejszych deviantissimów i fabulantów usiłujących dopchać się do Cedrusa. A jeszcze "Agressores". Już czwarty z kolei WielkiNavigator będzie miał kłopoty z "Wściekłymi". Na szczęście grupki tych nawiedzeńców, tyle hałaśliwe co rozproszone, z absurdalnymi egalitarnymi hasłami i egzotycznymi doktrynami religijnymi nie znajdywały większego posłuchu w społeczeństwie dobrobytu. Przy stałych postępach relatywizmu i konsumpcjonizmu kogo tak naprawdę interesowały spory Trynitatystów i Unodeistów? Jak mawiał Klaudiusz Settens, "Co nas obchodzi, czy Bóg jest Jednym w Trzech Osobach, czy Trójcą stanowiącą Kolektywne Kierownictwo, skoro naukowo udowodniono, że go nie ma".
Z drugiej strony dość było wskazówek, że cała trynitatystyczna ideologia "Agressores" stanowi jedynie przykrywkę dla dywersyjnej roboty gerontokratów z Ekumeny. Przy zrównoważonych od blisko pół wieku siłach nuklearnych Ekumeny, Archipelagu i Wandalii, zdolnych po wielekroć zniszczyć się nawzajem, konflikt o hegemonię na I
– Jak w dniu elekcji zapatruje się Ekscelencja na stosunki z imperium Ekumeny? – padło nagle pytanie correspondansa "Poranka Akropolii". Ursin, który zna swego szefa lepiej niż niejedna libratorka, zauważa to drgnięcie grdyki i minimalny błysk w oku.
– Decydując się na kontynuowanie naszej długoletniej strategii równowagi uczynię wszystko, aby zmniejszać dzielące nas nieufności, zbliżać oba narody, tak aby zachowując swą tożsamość, stawały się bardziej otwartymi na moralne i kulturowe wartości partnera.
– Pan wierzy w taką możliwość?! – przerywa legat Florentyńskiego "Wieńca". – Wierzy pan w koegzystencję nas, wyznawców Jedynego, z tymi aliantami szatana?
– Przepraszam – correspondans ekumeński zrywa się z miejsca – ale to my jesteśmy wyznawcami prawdziwego Boga…
Narasta tumult. Zdezorientowany Cedrus milczy. Błyskawicznie reaguje natomiast Ruffix przeraźliwie dmąc w gwizdek. Nieszablonowy pomysł skutkuje. Emocje cichną. A Quintus odpowiada okrągłymi zdaniami, tak by i Archipelag był zadowolony, i Ekumena cała.
– Mam pytanie – zwraca się niesłychanie spokojnie przedstawiciel agencji "Nowa Wandalia". – Trochę prywatne. Nie wszystko da się wyczytać z oficjalnych życiorysów. Kiedy ekscelencja wpadł po raz pierwszy na pomysł zostania Generalnym Navigatorem Federacji?
Ursin uśmiecha się – zna doskonale odpowiedź szefa. "Półtora roku temu Kierownictwa Fakcji Błękitnych z Orelii, Nowej Istrii i Superiory zwróciły się do mnie z propozycją kandydowania…"
Tymczasem przy wejściu znów pojawia się Druzzus, gestami przywołując Marka.
Ten przeciska się przez tłum rejestrując jeszcze, że elekt recytuje ustaloną formułę po dłuższej, niepotrzebnej pauzie.
– Ten Narens dostał szału – szepce ochroniarz. – Moi ludzie chcieli mu dać coś do picia, ale zaczął krzyczeć, że nie da się sprzątnąć, że musi koniecznie, natychmiast spotkać się z Cedrusem. Pytam, o co chodzi? Ale nawymyślał mi tylko od wynajętych goryli. "Ja – wołał – wychodzę z siebie, udaję deviantisimussa, aby do was dotrzeć i ostrzec Navigatora, a wy mnie potraficie tylko zamknąć. Muszę się z nim widzieć, i to przed inauguracją, bo inaczej pokażę mediom moje notatki, a jego nic nie uratuje". Zaproponowałem, aby sprawę przekazał na piśmie, no to jak nie wybuchnie: "Jakie mam gwarancje, że i ty nie jesteś w spisku?"