Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 19 из 47

I o swojej żonie opowiedział im bałagułą. Jaka to była ślicznotka w czasach swego panieństwa. Przepadał za nią. Usychał z miłości. O mało co nie umarł. Taka to była krasawica. Dziś, gdyby znowu został kawalerem, nie zechciałby spojrzeć na nią. Wtedy jednak był jeszcze żółtodziobem. Chłopaki nie bardzo rozumieli słowo „żółtodziób”. Kiedy Meir Wełwł dalej snuł swoje wspomnienia, dowiedzieli się, że jego żona w niespełna rok po ślubie urodziła mu chłopczyka i potem jeszcze jednego chłopaka, wtedy zaczęli pojmować, co to znaczy „żółtodziób”.

Ukończywszy opowieść o własnym życiu, Meir Wełwł przeszedł do opisywania dziejów Jankiela Bułgacza i i

Od furmanów Meir Wełwł przeszedł do handlarzy koni, Cyganów, złodziei i „proroków”. Różnica między złodziejem a „prorokiem” polega na tym – Meir Wełwł wyjaśniał to prosto – że złodziej wyprowadza konia ze stajni, zaś „prorok” zgaduje i wskazuje, gdzie koń obecnie przebywa. Dlatego należy z „prorokami” trzymać sztamę bardziej aniżeli ze złodziejami. – Nie ma co. W ciągu dwóch lat dzieci nie usłyszałyby od nikogo tego, czego dowiedziały się od Meira Wełwła podczas dwóch dni podróży.

Teraz, gdy poznaliśmy już bałagułę, jego wóz i jego „rumaki”, możemy wrócić na chwilkę do Woronki i opowiedzieć, jak bohater niniejszej powieści biograficznej pożegnał się ze swoim miasteczkiem, nim je opuścił na zawsze.

23. ŻEGNAJ, WORONKO!

Bohater żegna się z rodzi

I choć miasteczko przejadło się już Szołemowi i ludzie w nim żyjący obrzydli, a Pinełe, syn Szymeły, zdołał w swoim czasie dostatecznie je poniżyć, to jednak mimo wszystko przed ostatecznym opuszczeniem Woronki nabrała ona w oczach dzieci Nachuma, syna Wewika, dawnego blasku i czaru. Serdecznie żal było się z nią rozstać. Żegnał się z Woronką Szołem jak z żywą istotą, jak z wiernym i oddanym przyjacielem. Zaczął od sadu. Od każdego drzewa z osobna. Należały już do i

Specjalnie zatrzymał się w tym miejscu, w którym według obietnic Szmulika – a ten wiedział przecież najlepiej – spoczywał ukryty skarb. Stał jak zaczarowany. Samotny i skupiony w świętej ciszy. Różne myśli kłębiły się w głowie. Co będzie ze skarbem? Co się stanie, gdy wpadnie w ręce nie Żyda, lecz goja? A czy to w ogóle możliwe, żeby goj go znalazł? Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Szmulik.

A gdzie teraz może być Szmulik? Czy spotka się z nim kiedyś w życiu? A co będzie, jeśli się spotkają? To wtedy pierwszą ich czy

Najwięcej przypadnie, rzecz jasna, w udziale ojcu Szołema. Stryj Nysł też dostanie przyzwoitą część. Poza tym dostanie coś stryj Pinie, a resztę otrzymają krewni. Bardzo duża część skarbu przypadnie miastu, czyli Żydom woronkowskim. Żona rzezaka, biedna wdowa! Trzeba jej dać tyle, aby przestała gadać o powtórnym zamążpójściu i zaniechała pielgrzymki do Chwostowa, do ubogich krewnych, którzy sami ledwo zipią. Obydwie „starościny”, dziewoja Fruma i Fejgełe Diabeł, chociaż na to nie zasłużyły, też coś dostaną, znacznie więcej niż ich mężowie mogliby sobie w najśmielszych snach wymarzyć. Stara Ruda Basia, która żyje z wypieku obwarzanków, blinów i sucharów, a całą rodzinę utrzymuje tymi swoimi spuchniętymi rękami, powi

Pozostaje teraz tylko jeden Gergełe Złodziej. Co zrobić z tym chłopakiem, aby przestał kraść? Przede wszystkim należy spowodować, żeby jego matka przestała być kucharką. Zaś jego przybranemu ojcu trzeba kupić niezwłocznie mieszkanie. Na własność. Co do pieniędzy, to należy mu dać ich tyle, aby mógł wypychać nimi wszystkie kieszenie. Trzeba mu jednak oświadczyć wyraźnie, że to nie przez wzgląd na niego, tylko z powodu pasierba Gergełe. Od tej chwili niech nie śmie go bić ani przezywać złodziejem.

Nagle przed Szołemem wyrasta Gergełe Złodziej. Bosy i obdarty jak zwykle.

– Skąd się wziąłeś?

– A ty?

Rozmowa. Razem ruszają na spacer. Szołem powiadamia go o swoim wyjeździe. Gergełe wie już o tym. Słyszał w mieście. Zdążył nawet już obejrzeć wóz z trzema końmi.

– Widziałeś? Co powiesz o nich?

– O kim?

– O koniach.

– A co mam powiedzieć? Konie…

– A wóz z budą podoba ci się?

– Buda jak buda…

Gergełe jest nie w sosie. Czegoś mu brak. Przyjaciel chce mu poprawić humor.

– Wiesz co? Przed chwilą myślałem właśnie o tobie. I akurat zjawiłeś się.

– Rzeczywiście? A co myślałeś o mnie?

– Myślałem… Miałem ciebie na myśli przy podziale skarbu.

– O jakim ty skarbie mówisz?

Szołem jest w rozterce. Powiedzieć mu czy nie? Gergełe ponawia pytanie: – Co za skarb?

I Szołem opowiada mu historię o skarbie. Gergełę wprost rozsadza ciekawość.

– A gdzie ten skarb się znajduje?

Szołem znalazł się w jeszcze większym kłopocie. Powiedzieć? W oczach Gergeły pojawiają się jakieś błyski.

– Czego się boisz? Sprzątnę go czy co?

Szołem żałuje już, że w ogóle zaczął rozmowę na ten temat. Przemawia więc tym samym tonem, jakim w swoim czasie przemawiał do niego Pinełe, syn Szymeły. Z góry.

– Głuptasku, gdybym ci nawet powiedział i tak nie będziesz w stanie dotrzeć do niego. Do tego trzeba znać Kabałę. Trzeba też odbyć czterdzieści postów, a na czterdziesty pierwszy dzień…

– A na czterdziesty pierwszy dzień stajesz się idiotą! – Gergełe przerywa Szołemowi i zerka na jego nowe buty z cholewami. Widać spodobały mu się.

– Nowe?

Szołem jest zawstydzony. Ma zupełnie nowe buty, a Gergełe chodzi boso. Powiada więc do Gergeły:

– Jeśli chcesz, to pójdź ze mną do stryja Nysła. Dam ci coś w prezencie…

Coś w prezencie? Dlaczego nie? Gergełe jest zadowolony. Idą szybkim krokiem. W domu zastają stryja Nysła oraz całą hałastrę przyjaciół, bardzo dobrych przyjaciół. Przyszli na wieść o przybyciu wozu z budą, który ma zawieźć dzieci Nachuma do Perejasławia, aby pożegnać je i przesłać za ich pośrednictwem najlepsze pozdrowienia dla rodziców.

Wśród zgromadzonych znalazły się też obie „starościny”: Fruma oraz Fejgełe Diabeł. Na razie same, bez mężów. Nieco później przyjdą i oni pożegnać się i przesłać pozdrowienia. Wszyscy spoglądają na dzieci z szacunkiem. Jadą przecież do wielkiego miasta, do Perejasławia. I

Stryjek Nysł, jak to ma w zwyczaju, każdemu daje prztyczka w nos i pyta, czy łobuzy napiszą kiedyś liścik do niego. Co za pytanie? Oczywiście, że napiszą. Co tydzień list. Co tam jeden list? Dwa na tydzień. Codzie