Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 42

Wolf Bierma

Książka ta nie potrzebuje ani przedmowy, ani posłowia. W gruncie rzeczy nie potrzebuje żadnego komentarza. Ale Władysław Szpilman poprosił mnie, abym dodał do niej, po pięćdziesięciu latach od pierwszej publikacji, kilka uwag. Chciał, aby było jasne: tekst ten powstał w Warszawie bezpośrednio po wojnie, a więc w czasie, gdy autor znajdował się jeszcze pod jej głębokim wrażeniem, a dokładniej, w stanie najgłębszego szoku.

Znamy wiele książek, w których ludzie opisują Holocaust. Jednakże większość tych relacji napisano wiele lat po wojnie. Nie muszę chyba wyjaśniać, dlaczego.

Czytelnicy z pewnością zauważą sami: mimo że pamiętnik ten pisany był „na gorąco”, gdyż powstał, gdy ruiny jeszcze dymiły, gdy tlił się jeszcze popiół światowej pożogi, to język, jakiego używa Władysław Szpilman, jest zadziwiająco powściągliwy. Autor z melancholijnym niemal dystansem opisuje to wszystko, co właśnie przeżył. Odnoszę wrażenie, że nie doszedł wtedy jeszcze całkiem do siebie po podróży do różnych piekielnych kręgów i opowiadał jakby o kimś i

Hosenfeld, z zawodu nauczyciel, walczył w stopniu porucznika w pierwszej wojnie światowej, był więc w 1939 roku już za stary, by znaleźć się na froncie. Mogłoby to tłumaczyć, dlaczego oficer ten został odkomenderowany do kierowania ośrodkami sportowymi, zajętymi przez Wehrmacht w okupowanej Warszawie, gdzie niemieccy żołnierze, uprawiając sport, utrzymywali się w sprawności fizycznej. Kapitan Hosenfeld dostał się w ostatnich dniach wojny do niewoli i zmarł po siedmiu latach w Rosji. Sensacyjnymi nazywam też zapiski woje

Książka Władysława Szpilmana została opublikowana w 1946 roku w Polsce pod tytułem jednego z jej rozdziałów: Śmierć miasta. Za sprawą polskich stalinowców szybko została wycofana z obiegu i od tego czasu nigdzie nie była już publikowana.

Im bardziej kraje podbite przez Armię Czerwoną dusiły się w żelaznym „bratnim” uścisku „wyzwolicieli”, tym mniej władze krajów bloku wschodniego mogły zaakceptować tak autentyczne świadectwo jak to.

Zawierało ono zbyt wiele niewygodnej prawdy, również o kolaboracji wśród podbitych narodów – Rosjan, Polaków, Ukraińców, Litwinów i Żydów – z niemieckimi nazistami.

Ale również w Izraelu ludzie nie chcieli nic o tym wszystkim wiedzieć. Niesłychane, ale zrozumiałe: temat ten był nie do zniesienia dla obu stron, zarówno dla ofiar, jak i dla katów, choć z odmie

Język jako znak rozpoznawczy. Nie tylko wychudła twarz, nędzne ubranie czy charakterystyczne gesty zdradzały bezdomnego i prześladowanego człowieka. Po aryjskiej stronie Warszawy wystarczył cień żydowskiego akcentu w prawie doskonałej polszczyźnie, by poławiacze Żydów, tzw. szmalcownicy wciągali człowieka do najbliższej bramy. Tam ściągali mu spodnie i sprawdzali dokument, który trudno było sfałszować. Nieszczęśnika obrabowywano, a następnie za kilka kilogramów mąki i cukru wydawano w ręce gestapo. Trzeba wiedzieć, że Władysław Szpilman mówił po polsku lepiej niż większość Polaków, a także że nie znał języka żydowskiego.

Ten, co odmierzał godziny nasze, Mierzy nadal.

Cóż może odmierzać, powiedz. Mierzy i mierzy…

(Paul Celan)

Liczby. Liczby. Z trzech i pół miliona polskich Żydów wojnę przeżyło dwieście czterdzieści tysięcy. Antysemityzm szalał w Polsce już na długo przed niemiecką napaścią. Mimo to od trzystu do czterystu tysięcy Polaków zaryzykowało życie, by ratować Żydów. Z szesnastu tysięcy Aryjczyków, którzy ratowali Żydów w Europie i zostali uczczeni „drzewkiem sprawiedliwych” w Yad Vashem, jedną trzecią stanowią Polacy.

Dlaczego należy przytaczać te liczby? Ponieważ cały świat wie, jak silna jest tradycyjna zaraza antysemityzmu wśród Polaków. Ale tylko niewielu wie, że żaden i

Każdy, kto kiedykolwiek zajmował się historią Holocaustu i zna, czy to z literatury, czy z rodzi

Dobór: Darwin. Selekcja: Mengele.

Hitlerowcy byli najpojętniejszymi uczniami pseudodyscypliny „darwinizm społeczny”. Darwin: At some future period, not very distant as measured by centuries, the civilized races ofman will almost certainly exterminate and replace the savage races throughout the world.

(Charles Darwin, The Decent of Man)

Tego zdania nie muszę tłumaczyć: Adolf Hitler dokonał w praktyce perfekcyjnego przekładu na niemiecki.

W latach sześćdziesiątych wytoczono w Niemczech proces jednemu z lekarzy SS, który na rampie w Oświęcimiu dokonywał selekcji dowożonych Żydów. Adwokat żądał uniewi

Jacy byli Żydzi, którym udało się przeżyć Holocaust? Silni? – Z pewnością, cokolwiek by to znaczyło. Odważni? -Tak, nawet jeśli ze śmiertelnego strachu. Sprytni? – Może.

Czy zdarzały się w tych kataklizmach pełne poświęcenia przyjaźnie? -Tak. Czasami. Czy ci straceńcy znali bezinteresowną miłość bliźniego? – Tak, często. Czy zdarzał się u tych wyklętych brutalny egoizm? – U wielu. Czy majątek, np. pieniądze, odgrywał rolę? – Tak, czasami. Dobre kontakty? – Oczywiście, jak zawsze w życiu.

Zdolności? Znajomość języków? Sława? Zdrowie i młodzieńcza energia? Przytomność umysłu?

Zdarzały się wśród głodujących przypadki kanibalizmu? – Tak, ale zadziwiająco rzadko, podobnie jak w oblężonym Leningradzie. Prawdziwymi ludożercami byli doskonale odżywieni hitlerowcy.

Co było najbardziej życiodajnym eliksirem w czasach masowej zagłady? – Beznadziejna nadzieja, czyli nadzieja, o której się mawia, że zawsze umiera ostatnia.

Czasem ratunek przynosił kawałek spleśniałego chleba, znaleziony w kieszeni jakiegoś zmarłego. Co pomagało tam, gdzie nic już nie mogło pomóc? – Często jakaś wstrząsająco lekkomyślna i związana z największym ryzykiem pomoc z zewnątrz.