Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 82 из 86

– Aha, znaczy „lepszy diabeł znany" i tak dalej?

– Nie. Serio pytam; co z tego? Załóżmy, że Judas faktycznie podstawił mnie, przewidując z modeli naszych frenów wzorzec interakcji. Że zaplanował instynkty, sny i uczucia. A przynajmniej obstawił jedne przeciwko i

Zamoyski powoli pokręcił głową. Miał za plecami czerwony blask tonącej gwiazdy i Angelika nie widziała dokładnie jego twarzy. Zaraz jednak Sophia, program zarządzający McPherson, podkręciła stosownie kontrast i ostrość obrazu.

– Musisz przecież to znać. – Angelika oparła się łokciami na szklanym blacie i zamknęła dłoń Adama w swoich dłoniach. Powstrzymała odruch odrzucenia na plecy włosów, które opadły jej na okulary. Ścisnęła dłoń Zamoyskie-go. – Tak było od zawsze – zaczęła półszeptem. – Na przykład bogacze. Odwieczne pytanie: „Zakochałaś się we mnie, czy w moich pieniądzach?" I co ma nieszczęsna odpowiedzieć? Tak czy inaczej – skłamie. Nie można oddzielić człowieka od jego życia: jeśli jest, jaki jest, to między i

wyobraźnię. Cokolwiek. Nie istnieje człowiek bez właściwości. Jak ocenisz, które uczucie „prawdziwe"? To niemożliwe. Trzeba grać z kotem Schródingera.

– Widzę, że bardzo dokładnie to przemyślałaś. Uśmiechał się pod wąsem. Zirytowała się. Puściła jego

dłoń, usiadła prosto, o mało nie strącając przy tym szklanki.

Niepotrzebnie wygłosiłam tę przemowę. Błąd, błąd. Teraz będzie sobie wyobrażał Bóg wie co. I czemu właściwie miałoby mi zależeć na jego zaufaniu? Nie tkwimy już w jednym Saku czy w brzuchu Deformantu. Mogłabym na przykład wrócić do Puermageze. Zresztą „gdzie" nie ma już takiego znaczenia dla mieszkańców wyższych partii Krzywej. Puermageze, nie Puermageze – tak naprawdę mieszkam teraz w swojej głowie. Ja. Ja: Angelika McPherson minus ciało.

Ale, czemu u licha, on się bez przerwy uśmiecha? A może to znowu jego randomizer…?

– No co? – warknęła. – Szpiega nie widział? Leniwym machnięciem odpędził pszczołę.

– Loża przyznała mi właśnie Klucz – rzekł. – Ogłoszą za kilka minut.

Zmieszała się; nie wiedziała, co powiedzieć. Taka władza – na dodatek do Narwy w jego głowie – czyniła z Za-moyskiego de facto jednoosobową instytucję polityczną Cywilizacji HS. Zważywszy, iż Sak z Narwą utrzymywało w zwinięciu tysiące deformanckich Kłów, przekazanych przez Zmartwychwstańca w bezpośredni zarząd Adama, był on także jednym z najbogatszych stahsów. Czy zresztą Zmartwychwstaniec musiał je w ogóle Zamoyskiemu przekazywać? Być może Zamoyski od początku zarządzał Kłami, Sakiem. Czyż nie w ten sposób obronił się przed plazmą Suzerenowej mortmanifestacji na weselu Beatrice? A może jednak nie on, może zrobiła to sama Ul z wnętrza Saka. No ale właśnie: jaka to różnica? Skoro Adam jest jej

awatarem. A jest, ani on w to już nie wątpi, ani Angelika, ani nawet meta-fizycy Gnosis.

W politykę zostałby wmieszany tak czy owak: negocjatorzy pełnomocni rozmaitych zrzeszeń Deformantów od tygodnia prowadzą rozmowy trójstro

Teraz jednak został uprawomocniony w swym statusie przez Lożę.

Jej wywód sprzed minuty nie wyglądał więc już na tak oderwany od rzeczywistości. Adam się przez ten czas nie zmienił – ale zmienił się kontekst, i chociaż siedzi tu Adam w takiej samej pozie, tak samo mrużąc oczy, z wykrzywiającym wargi manierycznym grymasem, który Angelika też już dobrze zdążyła poznać, nie może się ona do Zamoyskiego odnosić w sposób, w jaki odnosiłaby się jeszcze przed chwilą; nie może, nie potrafi, nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. I

Słabość do jakiego Zamoyskiego chciał więc u niej wykorzystać Judas: do tego tu Lorda Orientu, w aurze władzy i pewności siebie, czy tamtego pijaka, zagubionego w obcym świecie i czasie?

Wzięła głębszy oddech, spojrzała przez czarne szkła na Adama.

– Szczerze. Zapomnij o polityce. Wierzysz mi?

– Ale właśnie w tym rzecz, że nawet jeśli -

– Nie. Czy ty mi wierzysz?

– Pytasz o wrażenie? Jaki model twojego frenu w sobie noszę?

– Nie. Czy ty mi wierzysz?

– Co to znaczy? Przecież -

– Czy ty mi wierzysz?

Aż zamrugał i odchylił się na oparcie krzesła.

– Czy wierzę? Tak. Ale co to ma do -

Angelika założyła ramiona na piersiach, odwróciła czarne spojrzenie.

– Muszę cię jakoś wyleczyć z tych paranoi.

– Paranoi? Ha! Paranoi to jeszcze nawet nie powąchałaś.

– Niech zgadnę: jestem częścią spisku mającego na celu wykradzenie ci z głowy Narwy tudzież sekretu drogi do Fizyki Alfa.

Wyprostował mentorsko palec wskazujący.

– To nie paranoja. To trzeźwa ocena sytuacji.

Przyjrzała się wysokiej szklance, zakręciła w niej różowym koktajlem, raz, drugi, trzeci – i zanim uniosła ją do warg:

– Strzelaj.

– Okay. Jesteś Suzerenem. Zakrztusiła się.

– Kfprch! Kch. Poddaję się. Jednak cię nie doceniałam. Sięgnęła pod stół i podała Adamowi złoty diadem.

– Noś z dumą koronę Króla Paranoi.

Z uroczystą miną nałożył ją sobie na głowę.

– Niegodnym, niegodnym. Ale z rąk twoich -

– Gadaj.

Poprawił diadem, rozparł się na krześle jak na tronie.

– Zastanawiałem się mianowicie nad moją rozmową z ambasadorem rahabów. Skąd mogę wiedzieć, z kim naprawdę rozmawiałem? Nigdy nie spotkam się z rahabum bez pośrednictwa Plateau, zawsze zdany będę na manifesta-

cje, zwięzyki, protokoły cesarskie i cesarskie krypto. Jak mam zdobyć stuprocentową pewność, że rozmawiałem z prahbe'um identyfikującym się w Subkodzie HS jako Michał Ogień – a nie z Suzerenem, który Spłynął na jenu Pola transferowe?

– Zdajesz sobie sprawę, jak skomplikowana musiałaby to być mistyfikacja?

– Ale dla Suzerena możliwa, prawda? – Zamoyski umoczył usta w drinku. – I im dłużej myślałem nad słowami Ogniu, tym bardziej brzmiały mi one jak próba spowiedzi Suzerena, wytłumaczenia się z jego odruchów obro

– Ale tak naprawdę nie wierzysz, że to był Suzeren.

– I nie wierzę, że ty nim jesteś – że Spłynął między ciebie a twoją tu manifestację i konwersuje ze mną pod hawajskim słońcem. Ale mógłby.

– Zaczynam pojmować…

– Doprawdy? Król Paranoi chętnie podzieli się swymi bogactwami. Uważasz, że stanowisz szczególny przypadek? Podejrzana jest każda manifestacja zawiadywana via Plateau. I Suzeren bynajmniej nie musi przejmować pełnej kontroli. Może komunikować się drobnymi, nadmiarowymi gestami, słowami dygresyjnymi, krótkimi minami… Jaki cudowny wynalazek: randomizer behawioru! Stosują go wszystkie inkluzje, wszyscy phoebe'owie i większość stah-sów późnych Tradycji. Dzięki niemu nie dziwi ich, gdy wtem robią i mówią coś wbrew swej woli. Suzeren może Spływać bezpiecznie. Czy teraz widzisz, jak postępuje paranoja? Zacząłem już analizować swoje własne zachowanie, własne słowa; przyglądam się odbiciu twarzy swej manifestacji. Podejrzewam siebie. Suzeren mówi przeze mnie. Mam go w głowie. Kiedy się zapomnę i -