Страница 69 из 86
Poza tym należy pamiętać, iż Suzeren mógłby przeczytać tę archiwizację „na sucho", na przykład kopiując ją sobie do Czyśćca.
Czyż nie tak dowiedział się o Narwie – z archwizacji Moetle'a?
= Czy gdybyś miała wybór… = Adam zawahał się.
Wyjeżdżali z lasu.
= Tak?
= Ci phoebe'owie, co modyfikują samych siebie… Jak to właściwie przebiega? Decydują, że wolą siebie i
= W przypadku inkluzji otwartych – z całą pewnością.
= W takim razie jak długi jest to odcinek na linii przemian? Gdzie się kończy, gdzie zaczyna nowy – nowa osobowość?
= A sądzisz, że z Cywilizacjami jest inaczej? = Szarpnięciem odrzuciła włosy na plecy, odetchnęła głębiej, prostując się w siodle. = Czy teraz już rozumiesz konieczność trzymania się pewnych konwencji, jakkolwiek z pozoru absurdalnych? Stahs.
Przed nimi wyłaniał się zamek, skąpany w promieniach wschodzącego słońca, jeszcze z trudem się przedzierających
przez gałęzie drzew. Sztandary falowały w pora
Pianek później Zamoyski został rozpłatany na pół.
8. Narwa
Kod
Generator strukturjęzykowych stanowiący podstawę komunikacji między Cywilizacjami, Progresami i Defbrmantami.
U. Jedno uogólnienie gramatyk generatywnych wszystkich form inteligentnego życia nie jest możliwe. W tym samym wszechświecie mogą istnieć różne wersje Kodu.
U. Subkody poszczególnych Progresów, Cywilizacji i trendów Deformacji mogą być traktowane jako pochodne Kodu, i vice versa.
U Subkodem Progresu i Cywilizacji Homo Sapiens jest Matryca Chomsky'ego. U. Kod nie istnieje w postaci języka, którym mogliby posługiwać się stahsowie. Każde użytkowe rozwinięcie Kodu wymaga wyhodowania z niego nowych struktur-procesów językowych.
l_» Zwięzyki to freny językowe wyhodowane z poszczególnych Subkodów.
„Multitezaurus" (Subkod HS)
W połowie półkiłometrowej drabiny, gdzie ciążenie dało się już wyraźnie odczuć, nagle a niespodziewanie Zamoy-ski zaatakowany został przez wspomnienia z dzieciństwa; opadły go gęstym rojem.
Aż się zatrzymał, oplótłszy ramiona wokół szerokiego szczebla. Nie blokował tym sposobem drogi Angelice, bo ona schodziła pierwsza. Jej widok miał uspokoić Moetle'a, który przecież pamiętał Zamoyskiego wyłącznie jako pozbawioną pamięci marionetkę pod ostrym zarządem se-minkluzji Gnosis.
Tymczasem pamięć Adama sprawowała się coraz lepiej. Pamiętał na przykład, że zdarzyło mu się spaść z drabiny i złamać nogę. Stało się to podczas wakacji na wsi (u dziadków?) Ktoś go gonił i Adam, próbując się szybko wspiąć na stryszek stodoły, spadł z wysokości czterech metrów na drewnianą skrzynię. Otwarte złamanie. Zanim stracił przytomność, zdążył jeszcze zobaczyć czerwono-białą kość przebijającą skórę.
Gdyby teraz spadł, nie skończyłoby się na pokiereszowanej nodze. Ale też z tej drabiny spaść raczej nie mógł, po każdym kroku w dół oplątywany elastyczną siecią mini-włókien, z których musiał się przemocą wyrywać.
Zastanawiali się, czy nie skonfigurować raczej czegoś w rodzaju windy, ale ostatecznie dwukruk im ją odradził, wykazując, o ile więcej czasu by to zajęło – a czas nadal był przeciwko nim, nie znali terminu przybycia pierwszego oktagonu3, ani też czyj to będzie oktagon3.
Z drugiej strony: kilkaset metrów po drabinie, na dodatek częściowo w nieważkości – to nie spacerek. Kiedy wreszcie Zamoyski zeskoczył na zraszaną przez wodę z pobliskiej fonta
Wyrwany z Portu kidnaperów, następnie wbity we Franciszku, na wpół przez menu przetrawiony i wyrwany z kolei z jenu żywego ciała – w niczym nie przypominał idealnego stożka, niepokalanej bryły geometrycznej, jaką Zamoyski po raz pierwszy ujrzał nad horyzontem wywróconej na ni-ce Afryki. Z wraku zwieszały się zmrożone ochłapy mięsa kraftoidu, trupie falbany i girlandy pancernych flaków.
Dwukruk, biało-purpurowy i o skrzydłach sypiących elektryczne skry, zatoczył okrąg nad fonta
Kolumnada kończyła się czterdzieści metrów dalej, w błękitnej pustce; tam cumowała czarna karaka próżni.
– No i? – zasapał Zamoyski. – Znalazłeś?
– Objąłem juz cały Porrrt – zaskrzeczał kruk. – Nie ma go nigdzie.
Adam podszedł do fonta
Jeszcze mu uda drżały; przysiadł na brzegu basenu.
– Musiał wziąć wahadłowiec – westchnął. – Ile ich tu było? – Ruchem głowy wskazał karakę.
– Jest miejsce na co najmniej sześć.
– Spytaj Angelikę.
– Mówi, że nie wie.
– A gdzie ona w ogóle się podziała?
– Mówi. że szuka garrrderrroby.
– Ze co? Nie mamy czasu, niech się zabiera. Poprowadzisz ją.
– Tajes, generrrale – skrzeknął dwukruk.
Skąd u nanomancji ren ton? Z pewnością nie z programów z Plateau, od którego pozostawali przecież na powrót odcięci od momentu otworzenia Saka z układem Hakaty. Niemniej jeszcze przed blokadą coś musiało zostać przekopiowane w świeżo ustanowione struktury logiczne nano-
pola. I teraz te programy nakładały się na pamięć manifestacji Pandemonium – ostatecznie konfigurując dwukruka.
Zamoyski ruszył cienistą kolumnadą ku wiszącemu u końca pomostu grafitowoczarnemu statkowi. Wnętrze Moetle'owego Portu skąpane było w błękitnym świetle, którego liczne źródła okrążały habitat po odległych orbitach – co oznaczało tu oddalenie o najwyżej kilkadziesiąt kilometrów, jako że Port nie był wielki. Kieł Adama i An-geliki, mimo że wleciał weń na stosunkowo małej prędkości, wykonał w błękicie trzy prostoliniowe „pętle", zanim wyhamował.
Bali się zresztą, że będą musieli czekać, aż zatrzyma go sam opór powietrza, paliwa ledwo starczyło na podmanew-rowanie na bezpieczną niską orbitę. Gdyby otwarcie Saka nie rzuciło Kła tak blisko Hakaty i Narwy, lecz pozostawiło poza granicami odkraftowanego obszaru, w żaden sposób nie zdołaliby dotrzeć do planety.
Tak czy owak, do aktywnego lądowania na Narwie nie byłby Kieł już zdolny; manewrowanie w studniach grawitacyjnych zawsze jest kosztowne. Pozostawały więc wahadłowce trójzębowca Moetle'a. Angelika utrzymywała, że powi
Zamoyski dotarł do końca kolumnady; tutaj ciążenie było już odrobinę mniejsze. Usiadł, opierając się plecami o ostatni filar, w cieniu czarnej burty wahadłowca.