Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 64 из 72

– Wiem, że miał wyszukiwaczy takich grepsów, ale…

– Każdy estradowiec ma. Gdy zastrajkowali scenarzyści Hollywoodu, okazało się, że amerykańscy szołmeni telewizyjni, cieszący się sławą genialnych causeurów-ironistów, są bezradni, nie potrafią sami kreować niczego śmiesznego bądź sensownego. Każdą małpę można wyuczyć inteligentnych odruchów, przyjacielu…

Bochenek, rozpaczliwie szukający ratunku coraz bardziej gorączkowymi myślami, rzucił kolejny argument:

– Przecież zawsze może się zdarzyć, że jakiś cholerny dzie

Ale Denis Dut był przygotowany, nie peszyły go takie defetystyczne oznaki malkontenctwa:

– Wtedy Wicio zastosuje patent Venizelosa, chopie. Na paryskim raucie w 1919 roku Venizelos, grecki premier, został zapytany przez polskiego dyplomatę: co Polska wi

– Zatem chcecie, żeby krajem rządził debil, kliniczny idiota, ćwierćDyzma! – warknął Mariusz, ciągle sądząc, że śni.

– Przecież Wałęsa rządził krajem całe pięć lat – przypomniał Dut.

– Ale „Wałek” miał gadane, lubił mówić!

– Dlatego był prezydentem tylko pięć lat, chopie, ludzie mieli dość jego paplanych głupot. Gdyby mniej gadał, może by zafarcił drugą kadencję, rządziłby kolejne pięć sezonów…

– Czy ktoś gada, czy nie gada, ludzie rozpoznają głupich albo mądrych! – walczył „Zecer”.

– Twój błąd, chopie, polega na tym, że wydaje ci się, iż aktor grający dobrze króla Lira lub cesarza Bonapartego, jest człowiekiem mądrym, to normalne odczucie widzów, tymczasem ów aktor może być kompletnym idiotą, lecz dobrze wytresowanym parodystą, tak bywa zazwyczaj – uśmiechnął się pobłażliwie Dut. – Stare powiedzonko teatralne, chyba Dejmka, że „dupa jest do srania, aktor jest do grania”, mówi wobec „komediantów”, i zwłaszcza wobec polityków, więcej niż chciał autor tego bonmotu, bo pierwszy i drugi rym mają więcej wspólnego niż się sądzi, chopie. Prawie wszyscy politycy, którzy rządzą, to spryciarze, ale w istocie głupole, trochę tylko cwańsi od aktorów, salonowe menelstwo. Tuż po objęciu władzy stają przed lustrem i mówią tekstem Nikodema Dyzmy: „- Cholera, do czego to człowiek doszedł! Trzeba utrzymać się możliwie długo i starać, żeby nikt się nie poznał!”.

Denis eksDutczak Dut miał słuszność. Kilka wieków wcześniej szwedzki kanclerz, Axel Oxenstierna (i

– Jola i Witold adoptują dwójkę bachorów, to dzisiaj modne, a berbecie robią piękne wrażenie wdzięcząc się do kamer na rękach polityka.

– Gdyby się kretynka cztery razy nie skrobała, mieliby własne bachory! – sapnął Mariusz.

– Własne bywają bardziej niebezpieczne, chopie. Pijani gówniarze Wałęsy narobili mu mnóstwo kłopotów. Córka prezydenta Kaczyńskiego zdradza męża i chce się rozwieść, żeby wyjść za amanta, lewaka! Dzieciakami można też utłuc polityków, nie tylko, jak muchę, gazetą. Marszałka Sejmu, Kerna, przyzwoitego gościa, ale samobójczego ryzykanta, bo chciał rozliczenia przez państwo majątku nieboszczki PZPR, spadkobiercy ubekistanu wykończyli cipą nastoletniej córeczki, i jeszcze postesbecja zmajstrowała film fabularny o tym nikczemnym cyrku, reżyserem był ich człowiek. Lecz wróćmy do tematu. Witka trzeba koniecznie oswoić z tłumem, z dużą liczbą ludzi, bo polityk miewa takie bezpośrednie kontakty.

– Jak?! On się boi tłumu…

– Przestanie się bać jako anonimowy mim.

– Jako kto?! – wytrzeszczył oczy „Zecer”.

– Jako mim.

– Mim? Znaczy przebieraniec komediant?!

– On się przebierać lubi. Kupił sobie czarny melonik, bo tak mu się to klasyczne brytyjskie nakrycie łba spodobało, i nosi go bez ustanku.

– Wygląda w nim jak arlekin, jak pajac!

– Mim to nic i

– Co grając?

– Nie co, tylko na czym. Na gitarze, przecież lubi na niej grać.

– To nie żadne granie, to brzdąkanie. Wyuczył się w obozowisku hipisów.

– W Bieszczadach?

– Tak.

– Więc pod twoim okiem.

– Ja nie uczyłem go brzdąkać, uczył go ktoś i

– Mim nie musi być koncertowym gitarzystą, starczy zwykłe brzdąkanie, by zaciekawić przechodnia. Dla Wicia to będzie frajda. Kiedyś wynosił śmiecie jako kitchen-porter, bardziej mu chyba przypadnie do gustu anonimowe zabawianie przechodniów, nie sądzisz? I dla nas to też będzie lepsze, chopie, niż jego szwendanie się po pedalskich knajpach na Old Compton…

Jan Serenicki, kiedy się ustabilizował i udomowił, wciąż jeszcze szwendał się po egzotycznych krajach, lecz już nie szwendał się często po knajpach. Częściej szwendał się po miejskim parku, bo tak mu kazała żona i tak lubił. Były tam fonta

– Pan Serenicki?

– Tak – odparł Jan zdziwiony tą polszczyzną.

– Bardzo mi miło – rzekł tamten. – Czas, panie Janku.

– O co panu chodzi?

– Budzenie, agencie „Y”.

– Nie zamawiałem! – warknął Serenicki, rozumiejąc już.

– To nic, dyrekcja hotelu sama wie kiedy budzić gościa, a budzenia są obowiązkowe, panie Janku. Zresztą, co ja będę panu mówił, pan to rozumie nie gorzej niż ja, pani Klara też zrozumie, taki los. I stosując pańską ulubioną rozrywkę, grę słów, powiem panu, że to może być szczęśliwy los, loteria życia nie składa się z samych szekspirowskich horrorów.

Janek od dawna wiedział, że ta chwila musi przyjść, lecz właśnie dlatego, że od dawna wiedział, zapomniał – świadomość tej konieczności została przykryta codzie

– Kiedy?

– Wiosną przyszłego roku… Może w kwietniu, może miesiąc później. Macie dużo czasu na spokojną tutaj likwidację wszystkiego co trzeba zlikwidować, i na zainstalowanie tam wszystkiego co trzeba w Polsce zainstalować.

– Będziemy dalej prowadzić wydawnictwo?

– Będziecie tworzyć nową partię polityczną, lecz wydawnictwa nie musicie likwidować, Puls Ojczyzny ma renomę wartą dużo elektorskich głosów.

– Czemu właśnie teraz, a nie rok lub dwa lata temu, bądź za trzy lata?

– Nie wiem, nie jestem od podejmowania decyzji, ja je tylko przekazuję… – rzekł tamten, wzruszając ramionami. – Proszę nie narzekać, i tak bardzo długo mieliście spokój. Zaś tam czeka na was chwała, czekają brawa, komplementy, i może władza państwowa, agencie „Y”, przywództwo.

Znowu zapadło milczenie, ciszę kaleczyły tylko pokrzykiwania dzieciaków. Nieznajomy rozejrzał się wokoło i westchnął tonem pełnym czułości:

– Dzieciarnia! Nie ma w życiu człowieka nic ce