Страница 55 из 72
– Przyjechała tu pani razem z panem Serenickim? – zapytał, zmieniając temat.
– Nie, jego nie interesują butiki i kupowanie przedświąteczne.
– A czy jako wydawców interesowałaby państwa bardzo ciekawa monografia o gwarze przestępczej, właściwie leksykon tej gwary? Dzieło mojego współpracownika, Zbyszka Tokrynia.
– Wolałabym, żeby pan o tym rozmawiał z Jankiem. Janek wybiera się do Londynu w przyszłym roku, chce przedyskutować zintensyfikowanie współpracy i problem stworzenia ewentualnej filii nad Wisłą. Chyba już czas?
– Nie jestem pewien, lecz od dyskusji korona nikomu nie zleci.
– A na mnie już wielki czas, muszę się żegnać! Zostało tylko pięć godzin do zamknięcia sklepów.
– Chętnie będę pani towarzyszył jako tragarz butikowych toreb z wszelką francuszczyzną! – zgłosił swą gotowość Bochenek.
Przez płac de la Madeleine dotarli na bulwar Haussma
– Moja miesięczna pensja starczyłaby tu za jeden nocleg?
– Nie wiem, to najdroższy hotel w Paryżu.
– Chętnie sprawdziłbym czy meble tam są tego warte, szanowna pani.
Podała mu dłoń, mówiąc:
– Uwielbiam być adorowana, rozpieszczana, kuszona, jednak nie zdradzam mojego mężczyzny, nawet z Rasputinami, szanowny panie. Adieu.
Został sam na wieczornym paryskim bruku. Kilka ostatnich godzin rozgrzało mu libido do tego stopnia, że musiał bezzwłocznie wybrać: masturbacja czy prostytucja, tertium non datur. Wybrał, spośród licznego grona chętnych pań, prostytutkę trochę przypominającą Klarę rysami, fryzurą i figurą.
Listopadowy kryzys w stosunkach Moskwy i Londynu miał jako główny punkt programu kremlowski plan likwidowania rosyjskich biur British Council, lecz Anglików niepokoiło również szykowanie przez Rosjan testów międzykontynentalnego pocisku rakietowego RS-12M „Topol” (według klasyfikacji NATO: SS-25 „Sickle”, czyli „Sierp”), mogącego przenosić ładunek nuklearny o sile 550 kiloton (zasięg 10 tysięcy kilometrów), a także pogłoski o planowanym fałszowaniu rosyjskich grudniowych wyborów parlamentarnych. Gdy brytyjskie służby specjalne wdrożyły stan pogotowia, szef MI 5 (kontrwywiadu), Jonathan Evans, przypomniał sobie dobrego znajomego tych służb, rezydującego nad Tamizą rosyjskiego oligarchę-emigranta, Borisa Bieriezowskiego, który był śmiertelnym wrogiem Putina (zwał Putina karłem kołyszącym się kiedy kroczy – „waddling dwarf”) i zawsze miał piekielnie dokładne informacje z rosyjskiej sceny politycznej tudzież zza rosyjskich kulis, Bóg raczy wiedzieć od jakich krasnoludków.
Zaufanie Evansa do Bieriezowskiego zostało ugruntowane kiedy w Moskwie sądzony był i
Bieriezowski przyjął zaproszenie na partyjkę golfa w ekskluzywnym podlondyńskim Royal Golf Club. Świeciło słońce (listopadowa rzadkość), a panowie gawędzili wędrując wśród dołków i pukając łyżkowymi kijami białe piłeczki.
– Drogi Borisie, czy technicznie jest możliwa duża skala wyborczych fałszerstw? Tylko proszę, nie mów jako wróg Putina, jako banita, którego tam zaocznie sądzono, chcę mieć relację obiektywną, nie interesuje mnie demonizacja Kremla.
Bieriezowski klepnął Evansa po ramieniu:
– Panie MI 5, ja jestem stary rosyjski Żyd, czyli mądry Żyd, a więc nie taki głupi, żeby rozgłaszać oszczercze plotki i wymysły, które się nie sprawdzą, nie zrobię tego, bo drugi raz już nikt nie chciałby ze mną gadać i mnie słuchać, spaliłbym się u was jako krynica informacji, byłbym kaputt! Rzecz w tym jednak, iż to, co powiem, będzie brzmiało jak demonizacja do kwadratu. Bo oni zaplanowali literalnie wszystko, każdy numer znany z prac o totalitaryzmach i o wyborczych przekrętach! Wszystko! Aż mnie samemu trudno uwierzyć. Idą na całość, bo muszą mieć ponad sześćdziesiąt procent głosów, bez tego nie daliby rady zmienić konstytucji proputinowsko.
– A chcą zmienić?
– Co głupsi wśród nich chcą, lecz mądrzejsi perswadują, że nie warto się kompromitować. Sądzę, iż Putin na to nie poleci, jest zbyt sprytny. To bardzo duży cwaniak, lepszy od nas, Żydów. Prydupnik Jelcyna, Anatolij Czubajs, ściągnął Putina do Moskwy z Petersburga, sądząc, że ściąga użyteczną marionetkę, dobrze otrzaskaną wśród tamtejszych grup mafijnych i kół kagiebowskich. Ja promowałem tę marionetkę na następcę Jelcyna, bo chcieliśmy mieć właśnie to, prezydencką marionetkę. A ona wydymała nas wszystkich gdy tylko dostała tron! Pognała mnie i Gusińskiego, przejęła Gazprom, i później mackami Gazpromu wszystkie telewizje, słowem: spuściła nas w kiblu bez trudu!
– Mogłeś go promować u Jelcyna, lecz nie mogłeś go delegować do kandydowania, to mógł tylko Jelcyn – rzekł Evans, gnąc ciało, by uderzyć kijem. – A nie wybrał Putina za jego piękne oczy i za twoje piękne namowy, wybrał za jakieś konkrety…
– Za sześćdziesiąt sześć konkretów! – przytaknął rozmówca. – Sześćdziesiąt sześć milionów zielonych banknotów. Tyle zdefraudowała jelcynowska „rodzina” kierowana przez córeczkę Tatianę, kiedy trwał remont pałacu kremlowskiego. Robiła to firma szwajcarska, płaciło państwo, pieniądze szły z budżetu. Nikt by się tą kradzieżą nie interesował, gdyby nie zbliżające się wybory prezydenckie. Murowanym faworytem był premier, Jewgienij Primakow, miał w sondażach poparcie więcej niż pięćdziesięcioprocentowe. Ale dowiedział się, że Jelcynowcy będą promowali kogoś i
– W naszej też, widziałem tę trójkę baraszkujących ze sobą golasów! – krzyknął Evans. – Ale myślałem, że to zrobili ścigani przez prokuratora mafiosi.
– Dobrze myślałeś, to zrobili mafiosi. Efesbowsko-kremlowscy mafiosi.
– Więc o takie buty szła gra!
– O takie. Puścili filmik i było po prokuratorze, jak również po sprawie tych przekręconych milionów. Putin zdał egzamin. A teraz będzie zdawał kolejny egzamin wyborczy, nie bojąc się żadnych telewizji. Nawet jeśli jakaś zachodnia telewizja sfilmuje rozpędzanie pałami opozycyjnych wyborczych wieców…
– Putin nie posunie się aż tak daleko! – przerwał Rosjaninowi Evans.