Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 37 из 72

– Bardzo nieliczni, panie prezydencie, i raczej ci z drugiego czy trzeciego rzędu – sprzeciwił się Szudrin, wchodząc Putinowi w słowo. – Gwiazdorzy to zazwyczaj ugodowcy, są przekupni, trzeba tylko wiedzieć kiedy, gdzie i którą metodą nakłuć balona. Uprzednio już tłumaczyłem panu, panie prezydencie, że chociaż inteligencja jako warstwa czy klasa ma genetycznie wrodzony instynkt dysydenckości, to poszczególne indywidua łatwo skłonić do lizania tyłka władzy autorytarnej. Wybornymi przykładami są Puszkin oraz Gogol.

– Co pan mówi, Lieonidzie Konstantinowiczu! Puszkin i Gogol?! Przecież ci dwaj uchodzą za symbole oporu, za antycarskie sumienia Rosji! Dzieci się tego uczą w szkołach!

– Cóż, na całym świecie szkolnictwo służy wpajaniu mitologii, mitologia jest istotą wszelkich systemów edukacji, panie prezydencie – uśmiechnął się Szudrin. – Dysydenckość Puszkina i Gogola to mit, nic więcej. Źródłem puszkinowskiego mitu jest nadinterpretowanie „Ody do wolności”, a kanwą tego mitu jest ukrywanie, że wkrótce Puszkin „zmądrzał” i że się kajał, wyszydzając dla cara polską walkę o niepodległość, przeklinając zachodnią krytykę caratu wierszem „Oszczercom Rosji”, ciągle łasząc się do cara i do kierownika represyjnych służb, szefa żandarmerii, generała Benkendorfa. W nagrodę został etatowym lokajem, kamerjunkrem dworu. Pisał odtąd wiersze „patriotyczne”, stricte wazeliniarskie, lecz nie one najbardziej go kompromitują, tylko listy do Benkendorfa, którymi żebrał o datki i o pożyczki dla spłaty swych karcianych długów. Te listy są straszne, haniebne, zupełnie bezwstydne, panie prezydencie, nie wolno ich dawać uczniom. Dzieciakom daje się „Eugeniusza Oniegina”. „Moj diadia, samych cziestnych prawił…”.

– Kagda nie w szutki zaniemog…”- podjął Putin.

– On uważat' siebie sostawił…”.

–  I bolszie wydumat' nie mog!”. Cha, cha, cha, cha!… Ryknęli śmiechem, niby dwóch uczniów popisujących się przed szkolną akademią.

– Brawo, obaj nie zapomnieliśmy czytanki! – klasnął prezydent. – Ale wróćmy do naszych gigantów. W szkołach czyta się gogolowskie „Martwe dusze” i gogolowskiego „Rewizora” jako dzieła będące wyrazem sprzeciwu wobec samodzierżawia, krytyką czynownictwa oraz całego systemu!

– A nie czyta się, i słusznie, meldunków, raportów, donosów Gogola, który od młodości był funkcjonariuszem tajnej policji, budzącego grozę Trzeciego Działu Carskiej Kancelarii – wycedził Lonia. – Płaciły mu brytany „żandarma Europy”, cara Mikołaja I, najpierw Benkendorf, później Aleksy Orłow, który objął żandarmską schedę po Benkendorfie. I znowu to listy do cara, do Benkendorfa, do Orłowa, szczególnie Gogola kompromitują. W pewnym prywatnym liście do księcia Korsakowa pisze, że nie jest takim idiotą, by bruździć piórem tej władzy, która mu hojnie płaci i pokrywa każdy jego dług. Uważał się za „carskiego czynownika na niwie literatury”, to jego własne słowa, panie prezydencie. Współczesny Gogola, Wissarion Bieliński, był początkowo jego wielbicielem, a kiedy przejrzał, wytknął Gogolowi „bizantyjską obłudę” i „haniebną służalczość”. Obie te cechy są charakterystyczne także dla dwudziestowiecznych znanych twórców i intelektualistów, by wymienić stalinistów Shawa i Sartre'a…

– Wiem, że jeśli idzie o twórczość dziewiętnastowieczną, wrogowie Rosji najchętniej cytują antyrosyjski paszkwil tego pedała de Custine'a – popisał się erudycją Putin. – Ale łajdak de Custine to Francuz. Kogo spośród rosyjskich autorów wrogowie Rosji, ci wszyscy „kremlinolodzy”, cytują najchętniej?

– Czaadajewa. Jego sły

– Jeszcze jeden… – mruknął Putin-car. – Czy „historia lubi się powtarzać” to przysłowie, czy raczej porzekadło?

– Nie wiem, nie jestem specjalistą od przysłów.

– I czy tylko u nas historia to dzieje szmacących się intelektualistów, panie Szudrin?

– Nie tylko, u i

Po tych słowach Szudrina zrobiło się cicho. Putin się zamyślił, patrząc w rokokowe lustra tworzące przeciwległą ścianę, a kiedy się znowu odezwał, miał ton bardziej chłodny, rzeczowy:

– Jesteśmy skazani na wieczną wojnę z Zachodem, Lieonidzie Konstantinowiczu. Gdy nie ogniową, to polityczną, ekonomiczną, handlową, propagandową, medialną, ale wojnę. Bez sympatii intelektualistów część bitew tej wojny zostanie przegrana…

Ponownie wrócił milcząco do swego wnętrza, tykając wzrokiem perspektywę gabinetu, lecz nie widząc lustrzanych odbić, tylko własne chimery i zamiary. Raptem spojrzał bacznie na gościa i pierwszy raz użył formuły mniej ciepłej:

– Kim ty jesteś, Szudrin?

– Nie rozumiem, panie prezydencie.

– Jesteś idealistą czy cwaniakiem, mów!

– Cynikiem i pragmatykiem, panie prezydencie… – odparł Lonia.

– Chcesz władzy?

– Nie rozumiem…

– Rozumiesz bardzo dobrze! Pytam czy chciałbyś sprawować władzę, Szudrin!

– Tak, lecz nie bezprzymiotnikową…

– Z jakim przymiotnikiem?

– Jeśli władza, to tylko absolutna. Mam rację, panie prezydencie?…

Milczenie, które teraz zawisło pomiędzy nimi, pełne było czegoś nowego – bezgłośnego, lecz wyczuwalnego chichotu któregoś z nich, lub obydwu naraz. Przełamał tę chichoczącą ciszę Putin, mówiąc:

– Władzy absolutnej nie mogę wam dać, Lieonidzie Konstantinowiczu.

– Wiem, absolutyzm jest już zajęty – uśmiechnął się Lonia.

– I również ma przymiotnik…

– Wiem, jest oświecony, jak absolutyzm słonecznego Burbona, panie prezydencie.

– Mogę wam dać władzę mniejszą. Funkcję przybocznego eksperta, asystenta, konsultanta… Zastanów się do jutra, cyniku-pragmatyku.

– Jutro jest dzisiaj, panie prezydencie. Biorę tę posadę z radością. Chcę panu służyć – rzekł Lonia.

I obaj wiedzieli, że chce służyć przede wszystkim sobie, ale ta słabość bywa cechą przyrodzoną każdej istoty ludzkiej, prócz naśladowców świętego Franciszka z Asyżu.

Maksyma La Rochefoucaulda „Śmieszność hańbi bardziej niż hańba” była znana nie tylko Klarze Mirosz zgłębiającej wiek XVIII gwoli penetracji środowiska hrabiny Emilii du Châtelet, lecz również Denisowi Dutowi wskutek jego studiów na warszawskim uniwerku, albowiem profesor polonista, który tam wpajał „Satyry” biskupa Ignacego Krasickiego, chętnie przywoływał pana La Rochefoucaulda tudzież i

– Będziemy robić londyńskie „Szpilki”? - zdumiał się Mariusz.

– Będziemy pakować szpilki w dupsko czerwonego totalitaryzmu, chopie, i tak właśnie zaistniejemy, to jedyna droga. Gazetek patriotycznych Polonii jest mnóstwo. Wychodzą wszędzie, w Kanadzie, w Australii, w Stanach i tutaj, a różnią się tylko papierem, krojem czcionki i grafiką łamów. Wszędzie to samo sole