Страница 33 из 72
– Moje dziecko, aby radzić sobie z mężczyznami, trzeba mieć kobiety jako sojuszniczki, zaś aby radzić sobie z kobietami, trzeba wiedzieć jakie są. Pamiętaj, że wszystkie kobiety zdradzają i wszystkie są nieskromne, każda.
– Cóż ty wygadujesz dziecku! – krzyknęła pani du Châtelet.
– Prawdę, moja kochana, jest bowiem rzeczą bardzo szkodliwą okłamywanie dziatwy.
4. Rzeczą bardzo szkodliwą jest też okłamywanie użytkowników prac paranaukowych fałszywą mitologią, jak choćby wykorzystywane przez dyplomantkę ględy brytyjskiego historyka, Davida Bodanisa, hagiografujące panią du Châtelet. Przykładem mit o karcianych sukcesach tej damy, realizowanych dzięki jej geniuszowi matematycznemu – to czysta bzdura, jak świadczą jej zachowane listy, którymi ciągle żebrała o pożyczki na spłacenie karcianych długów. Przegrywała permanentnie, i to wielkie sumy (którejś nocy aż 84 tysiące liwrów, majątek!) – hazard był dla niej równie fatalną estradą co scjentyzm.
5. Panu profesorowi Donowi Bready'emu, historykowi, i jego serdecznej dyplomantce, dedykujemy sąd Emilii du Châtelet o historiografii. Uważała tę dziedzinę za najgłupszą z nauk, pisząc: «Jest to nauka tylko obciążająca umysł, a nie rozświetlająca».
6. Pa
7. Złośliwi współcześni, wykpiwając newtonizm pani du Châtelet, zwali ją «Emilią Newton». Jednak pogłoska, iż profesor Bready chce sobie zmienić nazwisko na Dan Arouet, to nieprawda, bo sam Wolter preferował przydomek, a nie tę swoją familijną godność. Również pogłoska, że dyplomantka chce sobie zmienić imię (na Emilia), to bzdura, gdyż rabini w ottawskiej synagodze tępią takie niekoszerne kaprysy”.
Widząc ten afisz, Klara doznała szoku. Stała przed gablotą niby słup, czytała i czerwieniała jak burak. Chciała zbić szybę i zerwać to antyhumanistyczne, antyfeministyczne, antysemickie gówno, lecz pomyślała, iż za zniszczenie gabloty może zostać oskarżona i ukarana. Nie miała przy sobie grubego flamastra, więc wyjęła szminkę i wielkimi literami nakreśliła na szybie: FASZYŚCI! Przepłakała pół nocy, życząc „faszystom” drugiej Norymbergi lub Gułagu.
Śmierć (jak również choroba czy złamanie nogi) wcale nie jest rzeczą okropną. Pod warunkiem, że przytrafia się komuś i
Tego jesie
– Jak tu wlazłeś, drzwiami, oknem, szybem wentylacyjnym czy przenikającą ścianę mocą czarów?
– Jestem dobry – odparł krótko nieproszony gość.
– Widzę. I wierzę. Jesteś dobry. Tylko w jednym kraju powiedzenie: „- Jestem dobrym zabójcą” to komplement. W Hiszpanii. Gdyż tam kochają matadorów. „Matador” to po hiszpańsku: zabójca. Jesteś Hiszpanem?… Aha, możesz być jeszcze Meksykaninem, w Meksyku również kwitnie corrida. „- Eres un buen matador!”, tak brzmi ten komplement ekskluzywny, bo zastrzeżony tylko dla dwóch krajów.
– We wszystkich sekcjach operacji specjalnych wszystkich tajnych służb to też komplement. Wszędzie, w każdym kraju – rzekł intruz cicho.
– Więc jesteś mordercą, egzekutorem?
– Gdzie tam! – zaprzeczył intruz. – Masz chore obsesje, kolego. Tkwisz w niewoli Jamesów Bondów z ich „licencją na zabijanie”. Nie dziwię się, to normalne, wszyscy są niewolnikami legendowych archetypów, pielęgnujemy całą ich menażerię, od szlachetnego Robin Hooda, do zsyntetyzowanej figury herosa woje
– Qui s'excuse, s'accuse… – prychnął Seren. – Rozumiesz co to znaczy?
– Tak. „Kto się tłumaczy, ten się oskarża”, stare francuskie powiedzonko. A Szekspir gdzie?
– Jaki Szekspir? – zdumiał się Joh
– Dwie twoje intelektualne specjalności, kolego, to: poliglota i harcownik Szekspira. Pierwsze już udowodniłeś hiszpańszczyzną i francuszczyzną. Brakuje szekspirowskiego popisu…
Zawiesił głos, a Serenowi się zdawało, że widzi iskierkę śmiechu w oczach intruza. Intruz czekał, więc Joh
– „Ludzie kładą się do grobów jak do łóżek…”. Ten cytat z Szekspira wydaje mi się najbardziej adekwatny dla znawcy wojen. Dużo rzezi zaliczyłeś, kolego?
– Brawo, jestem pod wrażeniem. Tak, wziąłem udział w kilku wietnamskich i afrykańskich zbiorowych masakrach.
– Czyli jako użytkownik dżungli dowiedziałeś się, że jestem poliglotą?
– Dowiedziałem się więcej – że kochasz gry słowne, dziwadła lingwistyczne, osobliwości semantyczne, enigmy szyfrowe, ekscesy slangowe, et cetera. Popisz się znowu. Co cię ostatnio kusi?
– Może być na literę g?
– Ależ tak, proszę bardzo.
– Dziwi mnie fakt, że w większości kultur wywodzących się ze strefy ciepłej, południowej, przezywa się białego chrześcijanina epitetem na literę g. Żydzi mówią: „goj”, Cyganie mówią: „gadzio”, Meksykanie mówią: „gringo”, Arabowie mówią: „giaur”, można tę wyliczankę długo ciągnąć. Lecz i w językach Północy można znaleźć dużo epitetów na literę g, w polskim aż kilkadziesiąt, od „gamoń”, „głupek” i „gnojek”, do „gudłaj” i „gówniarz”. A w twoim języku?
– W moim też trochę – rzekł nieproszony gość. – „Gadina”, „gadiuka”…
– „Grabitiel”- podrzucił Joh
– Żeby cię ostrzec i żeby cię zaprosić.
– Trzeba się było po to aż włamywać? Nie wystarczyłoby zadzwonić i zapukać, co?
– Chcieliśmy zobaczyć twoją reakcję. Czy dostaniesz histerii i trzęsionki, czy będziesz krzyczał, piszczał, ślinił się, srał ze strachu. To ważne jak reagujesz w stresowych sytuacjach.
– I co, zdałem egzamin?
– Pytanie: jak się zachowasz, kiedy przyjdzie prawdziwy killer i wyjmie gnata?
– Dlaczego miałby przyjść?
– Dlatego, że właśnie kipnął od prochów młody Luciano Tavese, syn szefa mafijnej rodziny Tavese z Atlantic City, i teraz Tavese szukają mordercy tego dzieciaka. Jeśli ktoś wskaże im Joh